mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > A jednak Kulig...

A jednak Kulig...

28. Rajd Warszawski już za nami.

Zwycięzcą 28. Rajdu Warszawskiego został Janusz Kulig wraz z pilotem Jarkiem Baranem. Zwycięstwo to zapewniło im tytuł mistrzów polski w klasyfikacji generalnej. Na mecie wyprzedzili Krzysztofa Hołowczyca i Leszka Kuzaja.

Nic jednak nie wskazywało na takie rozstrzygnięcie. Przed rajdem każdy z trzech pretendentów do tytułu zapowiadał walkę od pierwszego odcinka specjalnego.

„Do rajdu staraliśmy się przygotować jak najlepiej. W tej chwili jesteśmy na prowadzeniu w mistrzostwach, ale zobaczymy czy uda nam się to utrzymać. Staram się skoncentrować na tym by pojechać jak najszybciej” – powiedział przed startem Kulig. Podobny ton miała wypowiedź Kuzaja: „Trasa jest szybka. Trzeba walczyć, jestem do tego przygotowany i wierzę w wygraną. Nie denerwuję się, jakoś się trzymam”

„Trasa jest bardzo szybka i wymagająca dla auta. Wygra lepszy, albo ten, który będzie miał więcej szczęścia. Myślę, że dzisiaj każdy z nas będzie jechał na sto procent” – mówił Hołek.

To właśnie między tą trójką miały rozstrzygnąć się losy tytułu mistrzowskiego i ich walka miała przysporzyć kibicom wielu emocji.

Oprócz nich w rajdzie startowali także Tomasz Kuchar, zwycięzca rajdu karkonoskiego oraz Łukasz Sztuka, który nie startował w Karkonoszach.

„Szczerze mówiąc, nie podoba mi się trasa rajdu. Jest za szybka, zbyt długie proste, za mało zakrętów, bardzo niebezpiecznie. Ale będę się starał jechać jak najszybciej, aby zdobyć jak najlepszy czas” - powiedział Kuchar. Sztuka natomiast miał obawy co do warunków pogodowych: „ Będę się musiał powstrzymywać od agresywnej jazdy i skupić na tym, żeby pojawić się na mecie. Najbardziej obawiam się zmiany warunków pogodowych”

Na starcie pojawiła się też cała czołówka grupy N. Zabrakło tylko Sebastiana Frycza, który zapewnił sobie tytuł mistrzowski już podczas ostatniej eliminacji. Sebastian miał natomiast przejechać jako jeden z otwierających odcinek pod Pałacem Kultury i Nauki, a po jego prawej stronie miał zasiąść nowy premier rządu Leszek Miller.

Tak samo jak kierowcy aut klasy WRC, tak i zawodnicy startujący w „ence” narzekali na zbyt długie proste i mało techniczną trasę: „Jedziemy, bo trzeba. Szczerze mówiąc nie jest to piękny rajd – kto później zahamuje, będzie miał lepszy czas. Ponadto niektóre miejsca są bardzo szybkie i nawet mały błąd może spowodować wypadek” - powiedział Tomasz Czopik.

Podobnego zdania był Michał Bębenek: „Myślę, że weźmie górę rozsądek, ale najbardziej obawiam się wypadku, zwłaszcza z udziałem publiczności” . Trochę innego zdania był Robert Herba: „W Warszawie jest taki zwyczaj, taka moda, że zawodnicy spoza Warszawy narzekają. Rajd jest szybki i jak to rozumiem. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że jest to też rajd bardzo bezpieczny”.

Miało też miejsce kilka debiutów: Grzegorz Grzyb pierwszy raz zasiadł za sterami Mitsubishi Lancera, auta napędzanego na cztery koła, a Marcin Opałka wystartował Renault Megane w klasie A7.

Na pierwszym odcinku mocno zaatakował Hołowczyc i uzyskał 4,2 sekundy przewagi nad Kuligiem. Trzeci był Kuzaj. Już na pierwszym odcinku jazdę zakończył Michał Sołowow z Emilem Horniackiem, którzy wypadli z trasy i zdemolowali Lancera. Ich los podzielił także Dariusz Poletyło.

Na 3 oesie kapcia łapie Kuzaj, pogorszając swoją sytuacje – po oesie traci już 23 sekundy do lidera. W ciągu następnych oesów Kulig niweluje przewagę Hołowczyca prawie do zera. Niestety na 6 oesie dochodzi do tragedii. Rozpędzona Daewoo Nubira, załogi Szumkowski/Zochniak nie dohamowuje się do zakrętu i wpada w kibiców, którzy stali w niedozwolonym miejscu. Prośby i nalegania nic nie pomogły i obrażeń doznały cztery osoby, w tym dziecko.Dość szybko zjawiły się wozy ratownictwa i udzieliły pierwszej pomocy, jednak na karetki trzeba było poczekać, bo któryś z młodych ludzi z zabezpieczenia podał złą ilość rannych i przyjechały tylko dwie karetki. Daleko nam jeszcze do profesjonalizmu w organizacji rajdów, chociaż na poziomie europejskim, a co dopiero światowym....

Na szczęście stan poszkodowanych nie stanowił zagrożenia dla ich życia. Tym razem obeszło się bez ofiar, ale ludzka głupota nie zna granic. I dopóki tacy „mądrale”, którzy wszystko wiedzą najlepiej nie zgłupieją trochę, dotąd rajdy będą uważane za śmiertelne niebezpieczeństwo. Odcinek ten odwołano.

To jednak nie koniec popisów głupoty kibiców. Oes siódmy zostaje także odwołany z powodu kibica, który spadł ze słupa!!! Po 37 załodze organizator zarządził wolny przejazd, aby udzielić pomocy kibicowi. Brak słów. Ludzka głupota nie zna granic.

Po pierwszym dniu prowadził Hołowczyc przed Kuligiem o 2,8 sekundy, trzeci był Kuzaj ze stratą 29,1 sekundy.

Na drugi dzień przewidziano 3 odcinki specjalne, przejeżdżane dwa razy. Hołowczyc przystąpił do ataku i odskoczył Kuligowi na 8 sekund. Niestety już na następnym oesie (Bemowo), z powodu nie rozgrzanych opon traci do Kuliga 13 sekund i spada na drugą pozycję w generalce.

Całą walkę o czempionat przesłania jednak tragedia do jakiej doszło na 10 oesie. Andrzej Spława-Nejman, jadący z nowym pilotem Rafałem Stodółką uderzył w drzewo. Kierowca doznał lekkich potłuczeń, natomiast stan pilota stwierdzono jako krytyczny i odwieziono go do szpitala. Niestety obrażenia głowy, jakich doznał Rafał były tak duże, że zmarł po przewiezieniu do szpitala... Nieszczęśliwy wypadek? Błąd załogi? Tego się już nie dowiemy, ale rajdy w Polsce pochłonęły kolejną ofiarę...

Ostatecznie rajd wygrał Janusz Kulig przed Krzysztofem Hołowczycem, który stracił do niego 5,1 sekundy, a trzecie miejsce zajął Leszek Kuzaj, nie kryjący swojego nie zadowolenia. „Ten rajd to pomyłka, nie można na siłę organizować rajdu w Warszawie, gdzie nie ma możliwości poprowadzenia technicznych tras. Tutaj liczył się tylko sprzęt a nie umiejętności. Proszę popatrzeć na wyniki dzisiejszego dnia i wczorajszego. Dzisiaj było bardziej kręto, więcej zakrętów i nasze czasy były podobne do konkurencji. Jeżeli nie zbiorę zadowalającego mnie budżetu na przyszły sezon, to rozważam rezygnacje z dalszego ścigania się” Jest w tym dużo racji. Przez większą część sezonu Leszek prowadził w klasyfikacji generalnej, wygrywając w rajdach bardzo technicznych, a Rajd Warszawski do takich nie należy.

W grupie N triumfował Marcin Turski, przed Pawłem Dytko i Tomkiem Czopikiem. Drugie miejsce w „ence” dało Bębenkom wicemistrzostwo w klasie.

I tak zakończył się jeden z bardziej pasjonujących sezonów rajdowych w Polsce. Przyniósł wiele emocji, zarówno pozytywnych, jak złych po wypadkach z udziałem kibiców. Wypadki te będą jednak miały miejsce jeśli nie zmieni się mentalność niektórych osób przychodzących oglądać zmagania zawodników. Pozostaje tylko mieć nadzieje, że ten pierwszy w tym tysiącleciu sezon da wiele do myślenia, tak kibicom jak i włodarzom tego pięknego sportu.


Podobne wiadomości:

Tych ludzi w roku 2015 straciła motoryzacja

Tych ludzi w roku 2015 straciła motoryzacja

Aktualności 2015-10-31

Rajdowa Skoda Fabia gotowa do walki

Rajdowa Skoda Fabia gotowa do walki

Aktualności 2015-04-17

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport