mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > Ciemne chmury nad F1

Ciemne chmury nad F1

Kryzys to paskudne zjawisko. Przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, a na dodatek nikt do końca nie jest w stanie przewidzieć, jakich spustoszeń może dokonać. O jego sile mogą przekonać się obecnie wszyscy uczestnicy Formuły 1. Takiej nerwowej atmosfery, jaka panuje za kulisami królowej motosportu, jeszcze nie było.

Ciemne chmury nad F1
Światowy kryzys finansowy zostawił już na F1 tak widoczne ślady, jak opony bolidów na rozgrzanym asfalcie podczas startu. Pierwszą ofiarą na początku grudnia 2008 roku padła Honda. Cięcia w budżecie tego koncernu spowodowały, że pieniędzy na wystawienie zespołu fabrycznego w nadchodzącym sezonie Formuły 1, już nie starczyło. Ta sytuacja dała do myślenia innym teamom, zwłaszcza, że w obecnej sytuacji nie ma producenta, który w mniejszym lub większym stopniu nie odczuwałby tego wszystkiego, co dzieje się na globalnym podwórku.

A w tej sytuacji od obaw do strachu już bardzo krótka droga. Nic więc dziwnego, że smętny nastrój członków ekip F1 na pierwszych oficjalnych, przedsezonowych testach w tym roku, zorganizowanych na portugalskim torze Portimao w Algarve, nie był wynikiem tylko i wyłącznie utrzymującej się od kilku dni złej pogody i lejącego się bezustannie z nieba deszczu. Jak donoszą zagraniczne dzienniki, w tych dniach w paddocku nikt nawet nie próbował żartować, a szef Renault Flavio Briatore nazywał sprawy po imieniu: (...)"gra toczy się o przeżycie".

"Jeszcze nigdy w Formule 1, nie mieliśmy tak krytycznego momentu" - dokręcił swoją wypowiedzią spiralę strachu ekscentryczny Włoch, który jeszcze kilkanaście dni temu twierdził, że budżet jego zespołu, pozwoli mu ścigać się w F1 przez kolejne dwa sezony. Teraz Briatore woli unikać tak otwartych deklaracji. Bo aby zostać w grze i przekonać sponsorów do zainwestowania niemałych przecież pieniędzy, w okresie gdzie kolejne banki i przedsiębiorstwa padają jak muchy, potrzebne są sukcesy. Presja spadająca zarówno na kierowców jak i inżynierów jest jeszcze większa niż zwykle.

Ostatnie dni i tygodnie w F1 stały pod znakiem prezentacji nowych bolidów. Każda z pokazanych konstrukcji jest oczywiście lepsza od poprzedniej i każda, jak głoszą komunikaty zespołów, ma odnieść w nowym sezonie jakiś sukces. Nowe BMW F1.09 Roberta Kubicy ma pozwolić mu wygrać pierwszy tytuł mistrzowski. Bolidy McLarena(MP4-24) i Ferrari (F60) mają Polakowi w tym przeszkodzić. Pierwszą trójkę z poprzedniego sezonu ma zamiar z kolei pogodzić Renault i dzięki modelowi R29 powrócić do formy z lat 2005-06, kiedy francuski team zdobywał najwyższe laury w klasyfikacji kierowców i producentów. Nawet fatalnie spisującej się w ostatnich trzech sezonach Toyoty, nie należy lekceważyć. Japończycy za sukces stawiają sobie pojedyncze zwycięstwa w Grand Prix.

Oczywiście motywowanie się przed nowym sezonem, gry psychologiczne skierowane w stronę konkurentów, powolne odsłanianie kart i zapewnianie o sukcesach to rzeczy wpisane na stałe w cyrk Formuły 1. Zresztą jak w każdy inny sport. Jednak wraz z informacjami o potencjale nowych samochodów, rośnie także góra obaw. Bo jak można przewidzieć swój sukces w sytuacji, kiedy regulamin Formuły 1 przeżył swoiste trzęsienie ziemi, a kilka istotnych zmian (chociażby ta dotycząca stosowania systemu KERS) pozostawia wiele niewiadomych? Jak można przewidzieć swoje sukcesy w sytuacji, kiedy drastycznie zostają obcięte sesje testowe i treningowe? I wreszcie, jak można pewnie określić swoją kondycję, kiedy realizowany jest plan masowych oszczędności na kwotę 1 miliarda Euro?

Wielkie cięcie kosztów zauważalne jest nie tylko w piętnastu nowych przepisach. Tegoroczne prezentacje wyścigówek przeprowadzone zostały ze zdecydowanie mniejszym rozmachem. Część z nich na torach, a niektóre zostały tylko pokazane w Internecie. Nawet namioty VIP-ów podczas tych wydarzeń były mniej komfortowe niż zwykle. Kto wie czy za jakiś czas z zespołów nie będą zwalniani pracownicy.

Powagę sytuacji o jakiej mówi Flavio Briatore, dostrzega również John Howett, szef Toyoty. Zespołu, który sam przyznaje, że jego udział w kolejnych sezonach F1 stoi pod dużym znakiem zapytania. -"Potrzebujemy bardzo dobrych startów w tym sezonie aby móc myśleć o przyszłości. Nie wiem czy jesteśmy zmuszeni wygrać tytuł żeby być pewnymi swojego bytu w kolejnych sezonach. Wiem, że na pewno musimy wygrać wyścig" - powiedział Howett w wywiadzie dla jednej z brytyjskich gazet. Strach przed wypadnięciem z serialu F1 jest wyczuwalny niemal w każdej ekipie. -"Martwimy się o nasze stanowiska pracy" - to z kolei opinia osoby zatrudnionej w dziale marketingu w jednym z pięciu testujących w Portugalii zespołów, jaką dzielą się niemieckie tytuły dzienników. Jeden z mechaników miał z kolei powiedzieć, że część kolegów po fachu już w między czasie rozgląda się za innymi stanowiskami pracy.

Jedno jest pewne. Żaden team nie zamierza podzielić losów Hondy. Jak mówi się w kuluarach F1, wycofanie japońskiego zespołu ze startów nie było następstwem samego kryzysu finansowego. Decyzja została podyktowana także formą Hondy w poprzednich sezonach, która krótko mówiąc, rozczarowała szefów koncernu. Mimo, iż zespół dysponował jednym z topowych budżetów wśród całej stawki. Być może także dlatego przed pierwszym Grand Prix sezonu 2009, lepiej jest mówić o swoich wymarzonych sukcesach niż realnych niepokojach.

Podobne wiadomości:

F1: BMW Sauber straci 17 mln Euro

F1: BMW Sauber straci 17 mln Euro

Aktualności 2009-01-19

Kryzys nie taki straszny?

Kryzys nie taki straszny?

Finanse i prawo 2009-01-07

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport