mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > Czy tylko "prędkość zabija"?

Czy tylko "prędkość zabija"?

Nadmierna prędkość najczęściej jest wymieniana przez policję jako przyczyna tragicznych w skutkach wypadków drogowych w naszym kraju. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Czy nie ma innych powodów, które przyczyniają się do wciąż utrzymującej się dużej śmiertelności na naszych drogach? Warto dokładniej przyjrzeć się temu problemowi, bo bez widocznej poprawy wciąż będziemy w ogonie Europy pod względem liczby wypadków oraz ofiar śmiertelnych na drogach.

Czy tylko
Fakty
Policyjne statystyki pokazują wyraźnie, że z roku na rok sytuacja na drogach się poprawia, maleje liczba wypadków, a tym samym mniej jest rannych i ofiar śmiertelnych. W ubiegłym roku w naszym kraju doszło do 38.832 wypadków drogowych, w których zginęło 3.907 osób, a 48.952 odniosły poważne obrażenia. W porównaniu do 2009 roku oznaczało to spadek liczby wypadków o 12,1%, ofiar śmiertelnych o 14,6%, a rannych o 12,7%. Prognozy na 2011 pozwalają liczyć na poprawę sytuacji, choć nie będzie ona znacząco.

Jeśli przyjrzymy się tym danym w szerszym kontekście – w ciągu ostatnich dziesięciu lat natężenie ruchu w Polsce wzrosło znacząco, ponieważ przybyło ok. 6 mln samochodów osobowych i 600 tys. pojazdów ciężarowych. Jednocześnie w porównaniu z rokiem 2001 liczba wypadków zmalała aż o 17.967 zdarzeń, ofiar śmiertelnych było mniej o 1.627, a osób rannych o 19.242. Nic, tylko się cieszyć.

Niestety, wcale nie jest tak różowo - spośród wszystkich państw unijnych to właśnie w Polsce jest wciąż jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności na drogach. W takich Niemczech, gdzie po drogach porusza się więcej samochodów, a liczba wypadków jest prawie śmiokrotnie wyższa, średnio na 100 wypadków ginie tylko 1,4 osoby. Podczas gdy w Polsce aż 10,4 osoby. Różnica kolosalna.

"Prędkość zabija"
Skąd ta różnica? Policyjne statystyki nie pozostawiają wątpliwości - do największej liczby wypadków dochodzi w dobrych warunkach atmosferycznych (23.452 zdarzenia w 2010 roku), w ciągu dnia (26.938) i na prostym odcinku drogi (21.370). I to właśnie w takich warunkach w ubiegłym roku zginęło najwięcej osób - aż 2.592. Wniosek jest prosty – winna jest jazda z nadmierną prędkością. Przyczynę tę przypisano niemal co trzeciemu z wypadków zawinionych przez kierowcę.

Profesor Jerzy Wicher z Politechniki Warszawskiej, ekspert ds. bezpieczeństwa Forum Motoryzacja dla wszystkich, potwierdza, że prędkość należy do najważniejszych czynników, które trzeba brać pod uwagę podczas analizowania przyczyny wypadku. - Gdy samochody jadą np. 72 km/h w niewielkiej odległości jeden za drugim, w ciągu sekundy przejeżdżają 20 m. Czas reakcji kierowcy to ok. 1 s, czyli zanim kierowca przeniesie stopę na pedał hamulca, przejedzie owe 20 m. Jeśli jeden z nich gwałtownie zahamuje, drugi nie ma żadnych szans na wyhamowanie, a wielu kierowców, zwłaszcza młodych, po prostu sobie tego nie uświadamia - tłumaczy profesor Jerzy Wicher.

Dodatkowo, po prostu lubimy szybką jazdę. Według danych Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, aż 45% polskich kierowców przyznaje, że szybka jazda sprawia im przyjemność. Nawet we Francji (34 %), czy w znanych z dobrych autostrad Niemczech (43%) odsetek ten jest mniejszy.

Wydaje się jednak, że policja zbyt często wymienia nadmierną prędkość jako jedyny powód wypadku. Ustalenie przyczyny takiego zdarzenia wymaga przeprowadzenia analizy i rekonstrukcji wydarzeń, a policjanci nie zawsze takie przeprowadzają. - Bez wątpienia przyczyną zdecydowanej większości wypadków jest błąd kierowcy. By go naprawić, albo przynajmniej spróbować to zrobić, kierowca musi mieć czas. A z im większą prędkością jedzie, tym mniej tego czasu mu zostaje na naprawienie błędu - kontynuuje profesor Jerzy Wicher.

Drogi
Z czego więc wynikają błędy kierowców? Policyjne statystyki nie dają na to pytanie odpowiedzi. Tymczasem raport Najwyższej Izby Kontroli opublikowany wiosną 2011 roku dowodzi, że niski poziom bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce pozostaje w ścisłym związku ze złym stanem infrastruktury drogowej. Na co drugim kilometrze dróg są koleiny o głębokości powyżej 2 cm, na co czwartym - nawet powyżej 3 cm. W krajach Unii Europejskiej takie jezdnie, ze względu na bezpieczeństwo kierowców, wyłączane są z użytku. W Polsce spowodowałoby to jednak zamknięcie niemal połowy dróg. Dlatego takie drogi klasyfikowane są jako znajdujące się w złym stanie technicznym i jedynie ogranicza się na nich prędkość.

Autorzy raportu podkreślają, że w Polsce brakuje najbezpieczniejszych rodzajów dróg: ekspresowych i autostrad, czyli tzw. "forgiving roads" ("dróg, które potrafią wybaczyć błąd"), które mają szersze pobocza, odpowiedniej konstrukcji, pochłaniające energię wsporniki znaków, barierki ochronne, czy białe perforowane pasy akustyczne oddzielające jezdnię od  pobocza.

To wynik fatalnego zarządzania infrastrukturą drogową w naszym kraju. Kontrole prowadzone przez NIK od 2000 roku wykazywały, że niemal połowa zarządców dróg nie miała danych o wypadkach na nich, a ponad 30% z nich nie miało nawet projektów organizacji ruchu (rozmieszczenia świateł, pasów, itp.)! W ubiegłym roku zatwierdzoną organizację ruchu na wszystkich drogach miało tylko niespełna 20% zarządców, 37,5% nie prowadziło w ogóle analiz dotyczących bezpieczeństwa.

Stan techniczny
W oficjalnych statystykach wypadków w Polsce marginalną rolę odgrywa stan techniczny pojazdu, jednakże porównując statystyki polskie z niemieckimi można nabrać wątpliwości. Według danych niemieckiej organizacji DEKRA z 2010 roku, średnio aż 8-12% wypadków w Niemczech powodowanych jest właśnie złym stanem technicznym samochodów. To chyba mało prawdopodobne, by pojazdy eksploatowane w naszym kraju były w lepszym stanie od tych zarejestrowanych za naszą zachodnią granicą.

- Kluczowe czynniki, mające wpływ na bezpieczeństwo w ruchu drogowym, można przedstawić w postaci tak zwanego trójkąta bezpieczeństwa, na którego wierzchołkach jest kierowca, droga i samochód. Wszystkie te czynniki należy rozpatrywać łącznie – podkreśla Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.

Nauki jazdy

Według cytowanego wcześniej raportu NIK kursy nauki jazdy - pomimo wprowadzanych zmian - wciąż nie są w stanie dobrze przygotować przyszłych kierowców. Zarówno przekazywana wiedza, jak i zdobywane umiejętności są niewystarczające. W efekcie zaskakująco niewielu uczestników kursu zdaje egzamin za pierwszym razem. Średnia dla całego kraju w latach 2009-2010 w żadnym z ośrodków nie przekroczyła 50%. Nie brakowało jednak ośrodków, w których za pierwszym razem egzamin zdawała co czwarta z przystępujących do niego osób.

O niezbyt wysokiej skuteczności szkolenia przyszłych kierowców najlepiej jednak świadczy fakt, że ci z najmniejszym stażem (w wieku 18-24 lata) spowodowali w ubiegłym roku aż 7.168 wypadków (23,4% wszystkich zdarzeń), w których zginęły 724 osoby. - To nie jest nawet sprawą braku wiedzy, ale raczej niedopuszczania do świadomości faktu, że nawet na suchej nawierzchni podczas gwałtownego hamowania samochód nie zatrzyma się w miejscu, a w zależności od prędkości początkowej dopiero po kilkunastu, nawet kilkudziesięciu metrach - mówi Jerzy Wicher.

Niestety, ale powyższych przyczyn wypadków nie da się wyplenić z dnia na dzień, a nawet na przestrzeni kilku najbliższych lat. Budowa dróg postępuje bardzo powoli (dobrze i tak, że postępuje), podobnie jak i zmiana systemu szkolenia, a auta w gorszym stanie technicznym jeszcze dość długo będą się poruszać po naszych drogach. Wydaje się, że jednak najtrudniej będzie odmienić mentalność kierowców, dlatego nauka odpowiednich nawyków i zasad powinna zaczynać się już od najmłodszych lat.
Tematy w artykule: pirat drogowy wypadki

Podobne wiadomości:

Statystyki długiego weekendu - podobnie jak rok temu

Statystyki długiego weekendu - podobnie jak...

Aktualności 2016-05-30

Tragiczny bilans na drogach

Tragiczny bilans na drogach

Aktualności 2016-03-29

Komentuj:

badgen 2011-11-11

niska świadomość własnych braków w prowadzeniu samochodu, młody wiek, brawura- bo przecież trzeba zaszpanować kolegom albo koleżankom, zbyt szybki samochód, zbytnie ryzykanctwo, złudna wiara we własne umiejętności i możliwości swoje i samochodu i mamy takie tragedie jak w Poznaniu czy w Toruniu. Policja zbyt pobłażliwie traktuje wykroczenia, brak kary rozzuchwala i prowokuje do kolejnych wybryków które kończą się tragedią. Do tego czasem zły stan techniczny pojazdu i drogi, pogoda, no i mamy takie efekty. Więcej pokory i szacunku dla innych uczestników ruchu drogowego- ale tego już szkoły jazdy nie nauczą jeżeli kursant nie ma tego we krwi. To jest niestety znak naszych czasów w Polsce- najbardziej liczy się jakieś cwaniactwo i wręcz chamstwo. Jeździłem po drogach Europy, w Anglii, ale nigdzie nie spotkałem się z tymi złymi nawykami na taką skalę jak w naszym kraju niestety

~gr 2011-11-10

policja jak wcześniej milicja w ogóle nie bada przyczyny wypadku tylko idzie wg schematu 1. 0.2 promila - czyli "pijany" do nieprzytomności - więc winny cokolwiek by się nie stało, nawet jakby stał na parkingu 2. prędkość większa o 10km od dopuszczalnej na tym odciku - pirat drogowy - winny 3. prędkość mniejsza od dopuszczalnej na tym odcinku - niedostosowanie prędkości jazdy do warunków na drodze i na tym koniec postępowania

Aldik 2011-11-10

Policja i media idą na łatwiznę, najlepiej zwalić na prędkość i po sprawie, winny od razu się znajduje i po co pchać się w koszta i ruszać 4 litery aby sprawdzić inne czynniki.... Tak przynajmniej jest wymówka aby szczuć kierowców fotoradarami i usprawiedliwiać zakup nowych samochodów policyjnych z kamerami... Przeciez tutaj chodzi wyłącznie o kase, wszystkim na rękę, że kierowcy jeżdżą szybciej bo z mandatów łata sie dziury tylko niestety te budżetowe !

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport