mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > GP Japonii: Hamilton jedzie po tytuł

GP Japonii: Hamilton jedzie po tytuł

W deszczu i mgle Hamilton wygrał powracający po 30 latach na tor Fuji wyścig o GP Japonii. To jego czwarte zwycięstwo w sezonie. A przecież to debiutant w F1, który jak wszystko na to wskazuje odbierze koledze z McLarena, Alonso tytuł mistrza świata. W pewnym momencie walkę z liderem podjął Kubica, jednak ostatecznie ukończył zawody na siódmym miejscu.

GP Japonii: Hamilton jedzie po tytuł
Hamilton wyprzedził dwóch fińskich kierowców: Heikki Kovalainena z Renault i Kimiego Raikkonena z Ferrari. Na dwa okrążenia przed końcem z wyścigu wycofał się - zajmujący szóstą pozycję - Niemiec Nick Heidfeld. Kolega Kubicy z zespołu BMW-Sauber na linii start-meta miał awarię skrzyni biegów.

„To był najdłuższy wyścig w moim życiu. Wyglądało na to, że będzie trwał i trwał” - mówił rozemocjonowany Hamilton po wyścigu.

Powrót wielkiego ścigania na torze Fuji nie wypadł najlepiej. Bardzo trudne warunki - gęsta mgła, słaba widoczność, nieustannie padający deszcz - spowodowały, że przez wiele okrążeń kawalkadę F1 podczas Grand Prix Japonii prowadził samochód bezpieczeństwa.

Widoczność dla kierowców momentami była zerowa. Kibice też nie mieli powodów do zadowolenia, bo bolidy wprawdzie jechały, ale można powiedzieć raczej „żółwim” tempem (jedno okrążenie w ponad 2 minuty!). W tym czasie tylko zmiana opon i tankowanie przebiegały prawidłowo, chociaż ze względu na długą aleję serwisową niewiele zespołów w tym wyścigu zdecydowało się na dwa pit stopy.

Wszyscy czekali na decyzję o... zakończeniu tej szopki. I stało się... Na 19. okrążeniu wreszcie rozpoczęło się prawdziwe ściganie. Samochód bezpieczeństwa opuścił tor, wszyscy przyspieszyli i od razu doszło do pierwszej kolizji. Austriak Alexander Wurz (Williams-Toyota) wpadł w poślizg i uderzył w Felipe Massę (Ferrari). Brazylijczyk mógł kontynuować jazdę, ale dodatkowa kara przejazdu przez boksy za wyprzedzanie w czasie neutralizacji mogła go pozbawić marzeń o punktach.

A przecież już na pierwszym okrążeniu Massa miał problemy, sam wpadł w poślizg i wypadł z toru. Na domiar złego musiał zjechać do pit-stopu, by wymienić opony na deszczowe. Dzięki temu Kubica szybko przesunął się o jedno oczko wyżej, z dziewiątej pozycji startowej na ósmą lokatę. A po wizycie w boksie drugiego kierowcy Ferrari, Fina Kimi Raikkonena Polak był już siódmy.

Na 21. okrążeniu Kubicę wyprzedziło dwóch kierowców Renault - Włoch Giancarlo Fisichella i Fin Heikki Kovalainen. Z kolei Heidfeld stracił wysoką trzecią pozycję spadając aż na 11. miejsce. Długo Robert Kubica musiał oglądać bolidy Renault, ale na 29. okrążeniu wreszcie udało mu się minąć Fisichellę, a niedługo potem Polak przeprowadził koleiny udany atak i sprytnym manewrem wyprzedził Kovalainena.

Oznaczało to czwarte miejsce i możliwość walki z Hamiltonem, która dziwną decyzją sędziów nie skończyła się dla Kubicy najlepiej. Na 34. okrążeniu, dokładnie na 16. zakręcie, Polak dotknął bolidu Brytyjczyka. Nie dość że skorzystał na tym Kovalainen to jeszcze Kubica, któremu wprawdzie udało się szybciej powrócić na tor i tym samym wyprzedzić Hamiltona, otrzymał karę za spowodowanie kolizji. Do tego bardzo długi postój w boksie, co z udziałem naszego kierowcy jest coraz częstszym obrazkiem, i spadek na odległą 16. pozycję.

„Na początku wyścig był nieco ryzykowny, bo od razu chciałem wyprzedać, a widoczność była bardzo ograniczona. Mieliśmy pewne problemy z bolidem. Woda wlatywała do filtru powietrza i silnika, dlatego na początku silnik tracił moc” – relacjonował przebieg wyścigu Robert Kubica.

„Przy wyższych obrotach wszystko powróciło do normy. Wyprzedziłem dwa bolidy Renault. Tempo było dobre, ale później nieszczęśliwie dotknąłem bolidu Lewisa Hamiltona. Dostałem karę, czym byłem mocno zdziwiony. Byłem szybszy niż on i na 13 lub 14 zakręcie to Hamilton popełnił błąd. Ja pozostałem po wewnętrznej stronie toru, on ściął zakręt i zderzyliśmy się. Po wjeździe na tor drugiego samochodu bezpieczeństwa znów miałem kłopoty z silnikiem, dlatego starałem się trzymać za Rubensem Barrichello” – dodał Polak.

„Pod koniec wyścigu walczyłem z Felipe Massą, co było nieco ryzykowne. Przed szóstym zakrętem zdołał mnie wyprzedzić, a później ja to zrobiłem. Gdyby na następnym zakręcie Massa chciał skręcać, to zderzylibyśmy się. Ja wolałem jednak dojechać cały do mety. Walka była zażarta, a po wyścigu było z tego powodu nieco śmiechu” – zakończył.

Jednak jeszcze większego pecha mieli sensacyjny lider wyścigu Niemiec Sebastian Vettel (Toro Rosso) oraz broniący mistrzowskiego tytułu Hiszpan Fernando Alonso (McLaren-Mercedes). Najpierw na 42. okrążeniu Alonso rozbił swój bolid, a cztery „kółka” później Vettel w czasie neutralizacji (trwającej od wypadku Hiszpana) uderzył w Marka Webbera (RedBull) i obaj pożegnali się z wyścigiem.

W tym czasie Kubica starał się przesunąć jak najwyżej, lecz najciekawiej wyglądały ostatnie zakręty przed metą, kiedy to stoczył pasjonującą walkę z Massą. Niestety szóste miejsca zajął Brazylijczyk, a Polak musiał zadowolić się dwoma punktami, które dopisał sobie do klasyfikacji generalnej F1.

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport