mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > KERS, czyli duży problem Formuły 1

KERS, czyli duży problem Formuły 1

Od 2009 roku bolidy Formuły 1 mogłyby być napędzane jednostkami opartymi na napędzie hybrydowym. Mogłyby, gdyby nie fakt, że wokół zastosowania nowatorskiego systemu KERS pojawia się szereg kontrowersji. I to już nie tylko na linii zespoły F1 - FIA ale także pomiędzy szefami samych zespołów.

KERS, czyli duży problem Formuły 1
Z roku na rok Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) próbuje przewracać regulamin Formuły 1 do góry nogami. Wszystko po to by jeszcze bardziej uatrakcyjnić wyścigi królowej motosportu. Z perspektywy czasu można stwierdzić, że część podsuwanych przez FIA pomysłów było słusznych, część to strzały jak kulą w płot. Do końca obecnego sezonu pozostało siedem eliminacji, na tytuł mistrzowski szansę ma nadal czterech kierowców, jednak to co spędza sen z powiek wszystkim w paddocku to nie walka na torze, a nowa propozycja FIA dotycząca wprowadzenia w przyszłym roku wymogu stosowania przez zespoły systemu KERS (Kinetic Energy Recovery System).

Ujmując w telegraficznym skrócie działanie tego systemu, KERS odpowiedzialny jest za odzyskiwanie energii kinetycznej podczas hamowania. Zgromadzona dzięki temu energia jest ponownie wykorzystywana na przykład przy manewrze wyprzedzania i pełni rolę tzw. "boosta", dając tym samym kierowcom dodatkowe zaplecze mocy. Docelowo do roku 2013 KERS ma być rozbudowany do takiego stopnia, aby mógł umożliwiać "recyckling" spalin. Okazuje się jednak, że wdrożenie tak zaawansowanej technologii do jeżdżących już elektronicznych fortec jakimi bezwątpienia są bolidy Formuły 1 póki co stwarza znacznie więcej problemów niż sądzono.

Nie robią one jednak większego wrażenia na władzach FIA oraz właścicielach praw do serialu F1 firmy Formula One Managment (FOM). Dla Maxa Mosleya, prezydenta FIA zaimplementowanie technologii hybrydowej do Formuły 1 to doskonały argument na to, że najdroższy i najbardziej lukratywny sport na świecie może być także prekursorem działań ekologicznych w sportach motorowych. Dla Berniego Ecclestonea z FOM, szarej eminencji F1, którego uważa się za głównego budowniczego F1 to oczywiście wielkie pieniądze i wspomniany prestiż. Prestiż, który słono kosztuje, bowiem jak wyliczył szef zespołu Renault, Flavio Briatore start do jednej rundy jego ekipy w bolidach wyposażonych w system KERS wynosić może około 700 000 Euro. Ponadto jak dodaje ekscentryczny Włoch niebagatelne sumy pieniędzy pochłaniają także same prace rozwojowe nad dostosowaniem obecnych konstrukcji bolidów do wymogów regulaminowych przewidzianych na feralny, 2009 rok. Wypowiedź Briatore może stanowić zatem realny kontrargument do tego co głosi FIA, która od lat zapewnia iż dąży do ograniczenia kosztów w Formule 1. Z drugiej strony można zaś wierzyć w czyste intencje związku, który ostatnio stwierdził, iż skoro zespoły F1 wydają tak kolosalne kwoty to ich praca może przysłużyć się większej sprawie i być wykorzystana w późniejszym czasie w masowej produkcji samochodów.

Tym czasem wysokie koszty startów oraz prac badawczych to tylko część problemów z jakimi zmierzyć się muszą w najbliższym czasie szefowie zespołów regularnie startujących w F1. Druga sprawa to wątpliwe bezpieczeństwo związane z KERS, którego obawiają się sami kierowcy. "To, co działo się podczas tego testu, było niepokojące. Niestety pojawił się jakiś problem z naszym autem. Mam nadzieję, że KERS stanie się bezpieczniejszy" - komentował dla Przeglądu Sportowego sytuację jaka wydarzyła się podczas testów na przełomie lipca i sierpnia w hiszpańskim Jerez Robert Kubica. W trakcie prac przy bolidzie jeden z mechaników został porażony prądem. Polak startujący w barwach BMW-Sauber w swoich obawach nie jest odosobniony. Mark Webber z Red Bull Renault stwierdził z kolei, że o KERS-ie woli wiedzieć jak najmniej bo im więcej wie tym więcej ma wątpliwości co do jego działania. To z kolei wypowiedź Australijczyka po przedostaniu się do opinii publicznej informacji o pożarze w fabryce zespołu Red-Bull wywołanym przez defekt jednej z baterii odpowiedzialnej za gromadzenie energii.

Próby połączenia silnika elektrycznego z ośmiocylindrowymi agregatami stosowanymi w F1 ma już za sobą większość zespołów. I jak można się domyślać prace rozwojowe w każdym z nich znajdują się w zupełnie innym punkcie. Między innymi to właśnie tutaj tkwi największa kość niezgody pomiędzy szefami zespołów. Wszyscy dobrze wiedzą, że kto do początku przyszłego sezonu najsprawniej upora się z KERS-em będzie mógł później rozdawać karty na torze. FIA w kwestii terminu wprowadzenia spornego systemu wydaje się być nie ugięta, dlatego część zespołów na czele ze wspomnianym szefem Renault Flavio Briatore w ostatnim czasie apelowało do swoich konkurentów o przesunięcie debiutu hybrydowych bolidów do 2010 roku. Efekt jest taki, że sześć z dziesięciu ekip popiera propozycję Włocha. Williams-Toyota oraz BMW-Sauber są przeciwne. Pozostałe dwa, Mercedes i Honda mogą żyć zarówno z jednym jak i drugim rozwiązaniem.

Skąd wynika brak jedności BMW i Williamsa z pozostałymi? Za kulisami mówi się, że zespół Roberta Kubicy specjalnie odpuścił prace rozwojowe nad obecnym samochodem F1.08 i większość sił inżynierskich rzucił na konstrukcję hybrydowego następcy. Potwierdzenie tej tezy widać chociażby w kiepskich wynikach BMW podczas ostatnich dwóch Grand Prix. Na podobnym pułapie co w BMW trwają także prace w zespole Williamsa. Flavio Briatore nie daje jednak za wygraną i w swoich wypowiedziach dość dobitnie zaatakował szefa BMW, dr Mario Theissena.

"Nie chcą przejrzeć na oczy i wyciągnąć wniosków, że powinniśmy dać sobie więcej czasu z prowadzeniem tej technologii. Dotyczy to zwłaszcza BMW, któremu wypadek z mechanikiem powinien dać coś do zrozumienia" - mówił Briatore przed Grand Prix Węgier rozgrywanym w ubiegły weekend gdzie wszyscy przedstawiciele ekip F1 wspólnie w namiocie Toyoty rozmawiali nie tylko o statucie nowo powstałej organizacji FOTA (czytaj więcej) ale też o systemie KERS.

Z kolei dyrektor McLarena Martin Whitmarsh pozostaje w kwestii przesunięcia terminu realistyczny: "Szanse na to, że uda się zmienić datę wprowadzenia KERS wynoszą obecnie jakieś 20%".

Briatore z kolei odpowiada, że KERS to kolejny pomysł na to aby wydawać w niezrozumiały sposób jeszcze więcej milionów dolarów. "Spójrzmy prawdzie w oczy" - mówił na spotkaniu podirytowany szef Renault. "Pomijając już wysokie koszty startów bolidów wyposażonych w KERS w przyszłym sezonie może się okazać, że jeden z teamów będzie zdecydowanie lepszy od pozostałych. Reszta ekip będzie musiała dokonać zatem kosztownych modyfikacji aby go dogonić. Na końcu okaże się że mamy te same konstrukcje ale kosztem tego, że zmarnowaliśmy pokaźne sumy pieniędzy." Briatore kontynuuje: "KERS to kolejny bezsensowny pomysł. Jak ten, kiedy wdrażaliśmy skrzynię biegów z ultra-szybkimi przełożeniami. Dziś ma ją każdy, tyle tylko, że ta technika nie interesuje żadnego widza, a kosztowała krocie."

Można powiedzieć, że obronną ręką przed inwestowaniem dużych pieniędzy w KERS wyszedł zespół Franka Williamsa. W brytyjskiej ekipie oszacowano, że koszt budowy hybrydowego systemu wyniósł (tylko) dwa miliony funtów. Flavio Briatore zwraca jednak uwagę na istotny fakt: "Jeśli Frank myśli że może wypuścić swoje auta do równej rywalizacji z producentami, którzy na ten cel wyłożą sumy dziesięciokrotnie wyższe od tego co zainwestował on, to jest w dużym błędzie. Frank daje się okłamywać przez swoich inżynierów" - kończy boss Renault.

Wobec ostro spolaryzowanych zdań ekip, Formuła 1 w sprawie KERS znajduje się w patowej sytuacji. Jeśli same zespoły nie są w stanie wypracować jednego wspólnego zdania to jednocześnie dusi się jakiekolwiek narzędzia do konstruktywnych pertraktacji z FIA i FOM o ewentualnym przesunięciu terminu na 2010 r. Adekwatna do zaistniałej sytuacji może być więc wypowiedź dowódcy Hondy, Rossa Brawna. "To próba generalna dla naszego nowego związku zespołów FOTA" - mówi Brawn. "Teraz możemy pokazać czy jesteśmy monolitem w ważnej sprawie. Decyzja FIA o wprowadzeniu KERS-a w przyszłym roku nie jest wiążąca. Jeśli żaden z nas nie pojedzie z tym systemem to najzwyczajniej w przyszłym roku nie będzie żadnego KERS-u. W tej sprawie jesteśmy zdani sami na siebie" - konkluduje szef Hondy.
Tematy w artykule: KERS

Podobne wiadomości:

Volvo testuje system KERS

Volvo testuje system KERS

Technika 2013-05-03

Przyszłość silników Ferrari

Przyszłość silników Ferrari

Technika 2012-03-26

Komentuj:

~dobor 2008-10-09

bor - jest obowiązkowy... nie może być tak że część pojedzie zespołów a część nie... takie coś wypacza rywalizację stary - więc albo jadą wszyscy albo nikt, chociaż chyba ta druga opcja jest niemożliwa

~bor 2008-09-17

"[...]Dziwi tylko postawa Hondy która co prawda boryka się w wieloma problemami ale miałaby duże szanse na powrót na szczyt dzięki obowiązkowemu KERS od przyszłego roku." obowiązkowemu ?? KERS jest opcjonalny, można go miec albo nie :) bmw zainwestowało juz w ten system kupe kasy wiec wcale sie nie dziwie ze trzymaja takie stanowisko w tej sprawie.

~aaa 2008-08-08

Prawda jest taka, że Mercedes i Ferrari bardzo się obawiają KERS, tym czasem dla BMW-Sauber to jest olbrzymia szansa, podobnie dla Renault. Jeśli uda się obronić KERS (który rzeczywiście obniża bezpieczeństwo na torze) to w przyszłym sezonie ani Mercedes ani Ferrari nie będą dominować - wspomnicie moje słowa. Dziwi tylko postawa Hondy która co prawda boryka się w wieloma problemami ale miałaby duże szanse na powrót na szczyt dzięki obowiązkowemu KERS od przyszłego roku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport