mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > Mateusz Lisowski: W połowie wyścigu nigdy nie zdarzyło się, żebym nie spał

Mateusz Lisowski: W połowie wyścigu nigdy nie zdarzyło się, żebym nie spał

Zaczynał od kartingu, ale nigdy nie planował ścigać się w bolidach jednomiejscowych. Wygrał serię wyścigową w Czechach i prestiżowy puchar w Niemczech. To jak bardzo jest szybki pokazał podczas pierwszej eliminacji Volkswagen Castrol Cup na torze w Poznaniu. Do ścigania podchodzi realnie, ale nigdy nie odpuszcza. Zapraszamy do wywiadu z kierowcą wyścigowym Mateuszem Lisowskim.

Mateusz Lisowski: W połowie wyścigu nigdy nie zdarzyło się, żebym nie spał
Rozmawiamy późnym popołudniem. Już po siłowni, czy może dziś w planach nie miałeś pracy siłowej?
Jestem właśnie po siłowni i przewraca mi się przed oczami wszystko(śmiech).

Jak wygląda Twój tydzień przed weekendem wyścigowym jeśli chodzi o pracę na siłowni i przygotowania przed startem?
Generalnie lubię trenować więc nie mam z tym problemów i to nie tydzień przed wyścigami, a cały czas. Sprawia mi to przyjemność, lubię dobrze wyglądać i czuć się zdrowo. Siłownia pomaga również w podejściu psychicznym, bo to też trenuje wspomnianą psychikę. Daje sobie z tym radę, więc tragedii nie ma.

Obecne startujesz w serii wyścigowej Volkswagen Castrol Cup. Chciałbym jednak powrócić do początków Twojej kariery. Jak wielu polskich kierowców zaczynałeś od kartingu. Dlaczego nie poszedłeś w kierunku bolidów jednomiejscowych?
Ponieważ nigdy mnie to nie kręciło. Nigdy jakoś nie fascynowałem się single seaterami. Jestem kolesiem, który lubi fight. Jeśli w bolidach dojdzie do kontaktu to z reguły odpadają części, wszystko rozwala się jak klocki Lego. W samochodach wyścigowych jest inaczej. Czuje się w nich bezpieczniej, lepiej czuje ten samochód. Nigdy nie myślałem by jeździć w formułach, więc od razu po kartingu zdecydowałem, że pójdę w samochody z dachem. Tak było i tak zostanie.

Gdy Robert Kubica rozpoczynał starty w Formule 1 to nie poczułeś, że F1 jest w zasięgu Polaków?
To za dużo powiedziane, naprawdę. Robert jest dla mnie autorytetem. To człowiek, który ma jeden z największych talentów w Formule 1 i to, że on tam się znalazł to wielkie szczęście. Mogę zagwarantować, że nikt z Polaków w przeciągu 15, albo nawet 20 lat z mojego pokolenia nie dostanie się już do Formuły 1. Trzeba być realistą. Teraz F1 to ogromny biznes. Wielu jest chłopaków z zagranicy, którzy mają po 16-17 lat i już są w GP2 z dużymi budżetami. Nie mamy z nimi szans.

Nasza gospodarka nie jest aż tak rozwinięta, żeby kogoś było stać na starty w F1. Jeżeli już to nieliczne firmy stać na sponsorowanie kierowcy w Formule 1. Nie wydaje mi się jednak, żeby to miało miejsce. Szanuje bardzo Roberta i to co on zrobił jest fenomenem. Na pewno nikt się nie dostanie do F1, przynajmniej z mojego pokolenia.


A widzisz szansę dla polskich kierowców by sięgnęli np. DTMu?
Nie ma szans z racji tego, że mamy jeden tor wyścigowy. Nitka toru wygląda bardzo ciekawie i Tor Poznań jest fajnym torem, ale infrastruktura pozostawia wiele do życzenia. Tor słynie z tego, że są na nim budki z hot dogami i każdy kto przyjeżdża bardzo się dziwi widząc to. Kiedyś ktoś jednak powiedział, że trzeba cieszyć się z małych rzeczy no więc cieszmy się.

Cieszmy się, że w ogóle mamy tor i że chociaż mamy gdzie pojeździć. U nas w kraju jest bardzo ciężko trenować. Mamy w sumie jeden tor, który ma jakąś tam licencję, ale nie pozwala ona na organizowane poważnej serii wyścigowej.

Nie mamy szans. Niemcy mają po siedem, osiem torów, a do tego jest jeszcze wiele innych obiektów, które nie są w ogóle licencjonowane, a o których nikt nie wie. Chłopaki tam mają zaplecze, możliwości  jazdy, treningów i przede wszystkim wsparcie. Wystarczy spojrzeć na Formułę 1 ilu jest Niemców i ilu ich było w historii całej F1, a ilu było Polaków? Jest jeden Robert Kubica i to cała nasza historia. Niemiecka historia to dwie, a na pewno jedna lista zawodników na stronie A4.


W 2008 roku spróbowałeś swoich sił w startach za granicą, konkretnie w Skoda Octavia Cup. Rok później wygrałeś tę serie. Jaka jest różnica między ściganiem się w Polsce i Czechach?
Tak jakby nie można porównać tego do siebie. Puchary są o tyle ciężkie, że nie ważne gdzie się rozgrywają to zawsze znajdzie się 5-6 szybkich kierowców, którzy naprawdę umieją jeździć. Czesi na pewno bardziej profesjonalnie do tego podchodzą i jest to bardziej popularny sport niż u nas w Polsce. Mają dwa tory wyścigowe i tam cały czas coś się dzieję, albo Moto GP, albo WTCC czy też  inne serie wyścigowe, jak choćby mistrzostwa Trucków. Tam kibice przychodzą i chcą to oglądać. Wydaje mi się, że u nas w Polsce ciężko jest osiągnąć taki poziom, a co dopiero myśleć o DTM.

Mamy Czechy, którzy mają dwa tory, gdzie odbywa się Moto GP oraz WTCC, Węgry, gdzie odbywa się F1 i inne serie wyścigowe, ale ciężko znaleźć znanych kierowców tych państw...
No ale jest w WTCC Michelisz bardzo szybki kierowca(Norbert Michalisz, kierowca z Węgier, który obecnie w WTCC startuje za kierownicą Hondy Civic - przyp. red.). Jeżdżą, jeżdżą Węgrzy, tylko że na Węgrzech ten sport znów nie jest tak popularny. Popularna jest Formuła 1. Jeśli u nas zorganizować wyścig F1 to będzie na pewno popularny. Z racji tego, że ma ona wspaniała historie i startują tam najlepsi kierowcy świata. Tak przynajmniej było, teraz są to kierowcy, którzy mają budżet. (chwila zastanowienia) Na pewno więcej Węgrów jest w dobrych seriach niż Polaków. My mamy kilku kierowców jeżdżących zagranicą w Porsche Supercup i to wszystko.

Rozmawiamy o sporcie w Czechach, na Węgrzech i w Polsce. Widomo, że u nas nad Wisłą to rajdy samochodowe są najpopularniejsze jeśli chodzi o sport motorowy. Nie ciągnęło Cię nigdy to rajdów?

Właśnie bardzo chciałem i miałem zostać kierowcą rajdowym. Tak to miało wyglądać, ale tata boi się o mnie, o moje bezpieczeństwo. Wie jak podchodzę do sportu i nie chciałby, żebym zrobił sobie krzywdę. Jestem w stanie go zrozumieć i pewnie jak kiedyś będą ojcem i mój syn będzie chciał pójść w stronę rajdów to też będę go od tego odciągał.

Rajdy bardzo mnie kręcą, bardzo lubię przede wszystkim oglądać rajdy nawet w Internecie. Uwielbiam oglądać z racji tego, że tam zawsze coś się dzieje. Cały czas albo podbija, skoki, przejścia przez szczyt, ręczny jazda bokiem to to czego nie ma w wyścigach. Wyścigów nienawidzę oglądać. Naprawdę nienawidzę i za każdym razem gdy oglądam relację z wyścigów to zasypiam. Szczególnie na Formule 1. W połowie wyścigu nigdy nie zdarzyło się, żebym nie spał.


Przejdźmy teraz do Twojego drugiego sukcesu, większego sukcesu. W 2011 roku wygrałeś Scirocco R-Cup. Czy ta wygrana otworzyła Ci drzwi do większego ścigania?
Yyyyyy nie(śmiech)... Powiem szczerze, że nie. Powiem ci jak to wygląda. Generalnie jest tak, że jeśli jest świetny zawodnik, który nie ma budżetu to może pożegnać się z jazdą. Taka jest prawda. Przykra prawda, którą ludzie pomijają lub starają się ukryć. Tak jest niestety. Bez budżetu nie ma mowy o jeździe gdziekolwiek. Musi być budżet. Jeżeli  jest to nawet, ze średniego kierowcy można zrobić  kierowcę Formuły 1.  

Zatem talent nie jest tu decydujący?
Nie, talent to co innego. My mówimy tu o całkowicie innej kwestii. Ja zostałem zwycięzcą w Scirocco-R Cup i co? Gdzie byłem? Było wiele propozycji, ale zaczynały się one od 250 tys. euro w górę! To są straszne pieniądze. A chłopak, który był załóżmy piąty czy trzeci jest juniorem w Porsche w Wielkiej Brytanii.  Jeździ już drugi sezon pełen cykl, ma dofinansowanie, ma budżet więc nie ma reguły.

Mogę wygrywać wszystko, ale muszę być na samym szczycie, mam na myśli DTM. Jeżeli w DTM  wygrywałbym to wiadomo, że moja kariera mogłaby spokojnie się rozwijać i tam normalnie mógłbym zarabiać i nie wkładać do tego sportu. Niestety, jak ja to mówię jesteśmy tylko Polaczkami i musimy mieć ten swój budżet. Nie ma budżetu, to nie ma też ścigania.

Jestem z małopolski i znam stamtąd kilku wspaniałych kierowców rajdowych czy wyścigowych, z którymi często spotykamy się pojeździć. Wtedy pokazują swój ogromny talent i dryg do jazdy, ale nie pokażą się nigdzie bo nie mają budżetu. Jedyne co to skrobią sobie samochody u siebie w stodole. Wyjeżdżają jakimś Lanceremi, które są złożone z 5-6 samochodów. Ja takich ludzi bardzo szanuje. Oni są dla mnie na pierwszym  miejscu bo robią to z miłości. Mimo braku wsparcia finansowego to dalej chcą to robić. Takich kierowców jest mnóstwo.

Także to, że ja mogę pokazać się w którejś z serii zawdzięczam wszystko mojemu tacie i obecnie sponsorowi, którego mam, czyli otoMoto. To wspaniałe uczucie, że mogę jeździć gdziekolwiek.



Śledząc Twoją karierę zauważam pewną prawidłowość. Jednego roku wygrywasz Skoda Octavia Cup, rok późnie lądujesz w Supercopie, gdzie sezon kończysz na 15. miejscu. W kolejnym roku wygrywasz puchar Scirocco, by następnie zaliczyć słabszy sezon w Porsche Supercup. Skąd ta prawidłowość? Czy to są dwie twarze Mateusza Lisowskiego?
Różnie. To bardzo ciężko określić, gdyż na wynik składa się wiele czynników, o których dużo osób nie ma pojęcia. Oceniają zawodnika na zasadzie: jeśli wygrałem Scirocco R-Cup to przyjdę i będę zwyciężać w Porsche. Tak nigdy nie jest i nigdy nie będzie z racji tego, że zdobywałem doświadczenie w samochodach z napędem na przednią oś. Do zwycięstwa potrzebuje ogromnego doświadczenia, jazdy, treningów, wspaniałego teamu, inżyniera, bardzo dobrego kolegi w zespole i przede wszystkim całej komunikacji. To musi funkcjonować, wtedy jest wynik.

Wyniku nie będzie jeśli nie mam testów, kiedy jest gorąco w zespole i komunikacja jest średnia. Wtedy nie ma opcji zrobienia dobrego wyniku. Trzeba mięć również konkurencyjny samochód. Tak to jest, że jeśli auto mamy na własność, a nie należące do organizatora to wtedy każdy coś tam grzebie, każdy poprawia samochód. Mimo, że jest to zabronione to każdy znajdzie patenty na poprawę osiągów auta. Potem jedzie na nich, złapią go albo nie. Dużo jest sytuacji, że zdyskwalifikują zawodnika, bo coś wykryli sędziowie a on na tym patencie jechał 5 czy 6 wyścigów. Tak to wygląda.

Nie ma co porównywać Porsche Supercup do Scirocco R-Cup. To skok na głęboka wodę. Znalezienie się w Porsche w pierwszej dziesiątce to już jest ogromny sukces. Z racji tego, że tam są kierowcy, którzy cały czas jeżdżą samochodami Porsche. Ja nie mam szans np. z René Rastem czy Nicki Thiimem, ponieważ oni cały czas jeżdżą! My rozmawiamy teraz przez telefon, a oni w tej chwili na torze jeżdżą Porsche. Nie możliwe jest wygrać z takimi kierowcami. Jeżeli ja nie będę miał zapewnionego tego co on: ciągłej jazdy samochodem, ciągłej współpracy, pracowaniem nad samochodem i wielu innych rzeczy, które na to sie składają to nie osiągnę ich wyniku.


Czyli dla kierowców i kibiców lepsza jest seria wyścigowa, w której organizator dostarcza takie same samochody dla wszystkich?
No powiedzmy, że takie same dla wszystkich. To na pewno większy komfort dla zawodnika, gdyż nie musi się martwic np. o logistykę i inne rzeczy, bo całą obsługę techniczna ma zapewnioną. Ale czy wszystkie auta są takie same i jak mechanicy podchodzą do obsługiwania tego samochodu to tego nikt nie wie. Gdy samochód mamy na własność to wszystko o nim wiemy i możemy coś tam poczarować. Tutaj nie mamy wpływu na nic. Jedziemy to co nam dadzą. Jeżeli dadzą nam samochód, który będzie jechał tyłem do przodu to takim samochodem będziemy musieli jeździć.

Volkswagen Castrol Cup to seria, w której obecnie startujesz. Czy uważasz, że jest to najlepszy sukces polskiego motorsportu, bo to jednak w całości polska seria wyścigowa?

Myślę, że jest jedną z lepszych serii i wygląda to dosyć nieźle. Zobaczymy jeszcze jak to wszystko wyjdzie w praniu. Fajne jest to, że zrobione jest to na wzór Scirocco R-Cup. Do niemieckiego poziomu jeszcze trochę brakuje, ale jak na warunki polskie jest nieźle.

Jesteś w czołówce, zajmujesz trzecią pozycję w klasyfikacji generalnej. Jak ocinasz stawkę, jest konkurencyjna, satysfakcjonuję Cię, czy może czujesz niedosyt?
Nie, jest ok. Wydaje mi się, że jest kilku dobrych kierowców i stawka jest dobra, tak mogę powiedzieć. Fajnie się ściga, choć z atmosferą bywa różnie, ale tak zawsze było. Zawsze zawodnik, który jedzie z przodu będzie obserwowany i będą przeciwko niemu spiskować na różne dziwne tematy. Trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej po dwóch nie ukończonych wyścigach nie z mojej winy to wydaje mi się, że jest to dobra pozycja wyjściowa.

Walczysz o wygranie serii i to pewnie Twój cel główny?
Tak oczywiście. Zawsze sobie powtarzam, że na wyścigi nie jadę na wakacje. Nie jadę tam, żeby szukać przyjaciół łapać nowych kontaktów czy tez miło spędzić czas. Jadę tam, żeby zwyciężać i to jest mój cel. Ciężko na to pracuje, ciężko się przygotowuje i to jest moim celem, którego nie zamierzam zmieniać.

Jak motywujesz się w ostatnich minutach do startu. Będąc w Poznaniu przed wyścigiem widziałem skupienie, ale uśmiechałeś sie też do kamery, gdy ta znalazła się koło Ciebie. Masz jakieś swoje patenty, żeby cały czas być skoncentrowanym?
Różnie to bywa. Wszystko zależy od atmosfery, od tego czy samochód nie sprawia psikusów pod względem technicznym. To wszystko zależne jest od tego czy jest motywacja czy nie. Wtedy lubię słuchać muzyki, lubię się pobudzić. To daję mi siłę. Jak wsiadam w auto jestem pewny tego co robie.

Są też sytuacje, gdy trzeba podejść na spokojnie i muszę wszystko sobie przeanalizować. Stwierdzam ok, jadę po punkty i nie wdaję się w zbędne potyczki na torze. To są dwie różne rzeczy, na które inaczej trzeba się koncentrować. Nastawienie przed starem jest ważne. Wszystko jest zależne od tego jak się nastawimy. Jeśli nastawimy się na zwycięstwo, na to, że idziemy jak ja to mówię "flat out"(na pełnym gazie - przyp. red.) to po prostu tak się też dzieje. Jeśli nastawiamy się na zdobycie punktów, jazdę bardziej spokojna, że tak powiem z gracją to staram się uspokoić i nie pobudzać się zbytnio. Tak miałem w Brnie, gdzie startowałem z 23. pozycji. Podszedłem do tego na luźno. Będzie co będzie. Najważniejsze są punkty, więc nie będę aż tak ryzykował, choć kilka momentów było.


Jaki plan na najbliższą eliminację w Poznaniu? Wygrać oba wyścigi?
Tak. Jedynie co mam nadzieję, że moje auto będzie w końcu sprawne i uda mi się walczyć jak równy z równym.

Gdybyś miał wymienić trzech może czterech kierowców, z którymi chciałbyś się zmierzyć na torze wyścigowym to kogo byś wybrał?
Nie wiem. Jakoś nigdy do tego tak nie podchodzę. Nie chcę się z nikim mierzyć, od tego są wyścigi gdzie chcę zwyciężać, a nie mierzyć się z nimi na jakiś treningach nieoficjalnych. Po prostu nie uważam się za najlepszego kierowcę, jest wielu lepszych i bardziej doświadczonych ode mnie. Trzeba być realistą i mierzyć siły na zamiary. Co da mi to, ze zmierzę się z Rene Rastem? On przyjedzie i dostanę od niego sekundę czy dwie. Spokojnie. Na razie robimy swoje i swoją robotę.

Jak na polskie warunki wydaje mi się, że jestem doświadczonym kierowcą. Chcę cały czas się uczyć, każdy start to nauka. Każde okrążenie uczy nas czegoś nowego i każda sytuacja jest jakąś nauką, którą wnosimy w nasze doświadczenie i karierę wyścigową. Nie chcę patrzyć na innych, a na swoje wyniki i siebie czy jest progres. Głównie chodzi o to by koncentrować się na sobie. Nie mierzyć i rozdawać karty przed tym co się stanie.


Gdzie Mateusz Lisowski widzi się za 10 lat?
Chciałbym przejąć firmę po tacie, założyć rodzinę, być bardzo szczęśliwym i jak budżet pozwoli to jeździć w wyścigach albo rajdach.

Już myślałem, że nie wspomnisz o sporcie motorowym...
(śmiech)Tak to wygląda. To, że jesteśmy załóżmy w wyścigach, to jest fajnie bo jest budżet. Zycie pisze różne scenariusze o czym się przekonałem już nie raz. Jeżeli będę miał szczęście i znajdzie się ktoś kto stwierdzi, że ok idziemy w moją osobę to chciałbym na tym zarabiać. To jest moja pasja i uwielbiam to robić. Nie można jednak cały czas mieć założonych różowych okularów i żyć w bajce. To jest bajka coś cudownego, ale jest też normalne życie, w którym trzeba zarabiać na siebie, a nie dokładać tylko do tego. Takie są moje plany. Na razie jest dobrze, bo robię to co kocham. Zobaczymy, nie jestem w stanie powiedzieć jak będzie za 10 lat. Wiem  co chce robić, a czy tak będzie to będziesz musiał zadzwonić do mnie za 10 lat i wtedy porozmawiamy co się u mnie zmieniło(śmiech).

Trzymam zatem za słowo i dziękuje za wywiad.
Ja również dziękuje i pozdrawiam.

Rozmawiał: Bartosz Broński

Podobne wiadomości:

Maria Teresa de Filippis - nie żyje pierwsza kobieta w F1

Maria Teresa de Filippis - nie żyje pierwsza...

Aktualności 2016-01-13

Tych ludzi w roku 2015 straciła motoryzacja

Tych ludzi w roku 2015 straciła motoryzacja

Aktualności 2015-10-31

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport