mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > Największy

Największy

Siadasz późnym wieczorem, w pokoju, gdzie mała lampka oświetla kartkę z notatkami. Myślisz, zastanawiasz się, zapisujesz i kreślisz... i wszystko wokół jednej postaci - Ayrton Senna.

Największy
Świat motoryzacji, sportu, biznesu i polityki o Sennie powiedział już najprawdopodobniej wszystko. Na pewno co roku ta postać będzie powracać w mediach, w komentarzach zawodników, w długich rozmowach fanów Formuły 1. Zawsze będziemy się kłócić o to, czy Ayrton jest najlepszym kierowcą w historii. Jakże mali są ci, którzy sądzą inaczej.

Jak zdefiniujesz klasę i wielkość tytanów sportu? Jak udowodnisz, że Michael Jordan to najlepszy z koszykarzy? Dlaczego to Ronaldo, Pele albo Diego Maradona ma być nazywany numerem jeden? Złożony charakter, talent, pragnienie zwycięstwa, bycie najlepszym...Ayrton Senna w sobie miał wszystko... i ogromną wiarę w Boga.

Wiem, że to męczące, ale jeśli przeglądnęlibyście wywiady współczesnych kierowców, to chyba nikt nie mówi o tym, jaką ma w sobie wielką wiarę w Boga. To niemodne i nie pasujące do dzisiejszej wizji kierowcy wyścigowego, który wygraną ma upatrywać w doświadczeniu, talencie i bolidzie, który jest na czele stawki. Współczesny kierowca wyścigowy to robot. Senna w 1988 roku po Grand Prix Monako mówił, że widział Boga jadąc na czele. Brazylijczyk jechał tak niesamowicie, że nad Prostem dominował z bagażem dwóch sekund. Zahipnotyzowanego szybką jazdą Ayrtona, co zresztą normalne, miał uspokoić głos inżyniera. Czy to go wybiło z transu, czy może sam Stwórca przyhamował Ayrtona tak, by ten trochę spokorniał? Wyścig dla niego zakończył się na bandzie. Tę tajemnicę Senna zabrał do grobu.

Deszcz. Deszcz to zmora każdego kierowcy wyścigowego. Warunki stają się nieprzewidywalne, a aura oddziela dobrych kierowców od tych najlepszych. Były brytyjski kierowca wyścigowy, Martin Brundle, podkreślił kiedyś, że to, czego Senna dokonał w 1993 roku podczas GP Europy na torze Donington Park, to najlepsze 40 sekund, które pokazuje, jak wielkim kierowcą był Ayrton Senna. Deszcz i Brazylijczyk, który na śliskiej nawierzchni podczas jednego okrążenia przedostał się z 5. pozycji na prowadzenie. "Król Deszczu", jak go nazywano, gdy padało dokonywał cudów i jechał, jakby to właśnie woda i mokry tor były jego sojusznikiem, a nie suchy i przecież bardziej przyczepny asfalt.

Od momentu, gdy opuścił Brazylię, wiedział, po co to robi. To nie miała być tylko przygoda. Senna zawsze podkreślał, że karting był dla niego najlepszym okresem w jego karierze, bez polityki. Tak, polityka, ta pani od zawsze była "przyjaciółką królowej motosportu". On chciał wygrywać czystą, techniczną jazdą na granicy. Dokonywał na torze cudów.

Debiut w Tollemanie pokazał jedno - Ayrton nie zostanie w zespole długo, a to, czego dokonał podczas Grand Prix Monte Carlo w 1984 roku... w deszczu, było wyczynem, pod wrażeniem którego słów uznania nie szczędził nawet legendarny James Hunt. Niestety, zadecydowała polityka. Lider wyścigu domagał się przerwania, zjeżdżając po pokazaniu czerwonej flagi, został wyprzedzony przez Ayrtona. Na mecie widać było spokój Brazylijczyka, ale w środku walczył sam ze sobą. Ten wyścig był dopiero początkiem wielkiego ścigania i wielkiej wojny. Wróg? Największy z możliwych - Alain Prost.



Francuski mistrz otrzymał pseudonim "Profesor". Sam mówił w wywiadach, że jest realistą i kalkuluje, co jest najlepsze dla niego. Kompletne przeciwieństwo Senny, który nie kalkulował, nie liczył punktów. On przyszedł tu tylko wygrywać, potem chciał jeszcze pokonać Prosta, upokorzyć go, dając wszystkim do zrozumienia, że to on z Brazylii jest najlepszy.

Zawsze pojawiało się to coś, co nazywane było polityką. Dla Senny najważniejsza była prawda, a ta oznaczała jedno, że to on jest najlepszy. I tu pojawia się rok 1989, GP Japonii. Ayrton musiał wygrać, by zachować szanse na mistrzostwo, ale "Profesor" wiedział, że jeśli Senna nie ukończy wyścigu to on zostanie mistrzem świata. Prost wystartował lepiej. Kwestią czasu było, gdy Senna go dopadnie. Brazylijczyk czekał na swoją szansę, dostał ją na 46 okrążeniu, znalazł lukę w szykanie Casio i doszło do kontaktu.



Prost zrezygnował z dalszej walki, a Senna uruchomił bolid z pomocą porządkowych, dotarł do boksów, gdzie wymieniono mu przednie skrzydło, powrócił na tor i wygrał. Znów polityka. Senna zostaje wykluczony, a powodem jest minięcie szykany. Nie wybucha, ale jego twarz pokazuje wewnętrzną walkę. Rok później karta się odwraca i to Senna jest w lepszej sytuacji. Sfrustrowany wychodzi ze spotkania kierowców, gdzie okazuje się, że jego zeszłoroczny manewr teraz jest w porządku. Nie walka fair play na torze, a polityka bierze górę. Tego nigdy nie mógł zrozumieć. Na starcie kolejny policzek. P1 jest po złej stronie, tej mniej przyczepnej. Senna zwraca uwagę na to i nawet Prost twierdzi, że pierwsze pole startowe powinno być po nagumowanej stronie toru. Senna czuje się oszukany, gdyż nic się nie zmienia. Winą obarcza Jean-Marie Balestre, szefa FIA, który sprzyja "Profesorowi". Po starcie Senna trzyma się wewnętrznej strony toru i nie ustępuje. Kolizja. Mistrzem Świata jest Brazylijczyk. Jednak wszyscy z jego otoczenia widzą, że on tego nie chciał, nie cieszy się tak, jak powinien z mistrzostwa, boli go to, jak go potraktowano i do czego został zmuszony. Znów walczy ze sobą.



Zawzięty, nieustępliwy i przy tym piekielnie szybki. Jeździł na granicy bezpieczeństwa, po to tylko, by wygrać. Jego definicją kierowcy wyścigowego było ciągle szukanie miejsca, luki po to, by wyprzedzić. Z jednej strony walczył zawzięcie jak dzikie zwierze, z drugiej strony bardzo wrażliwy na to, co działo się na torze. Gdy na Jerez w 1990 roku doszło do groźnego wypadku Martina Donnelly, który po uderzeniu przy 255 km/h leżał bezwładnie na torze, a z jego bolidu pozostał jedynie duży kawałek z bakiem i skrzynią biegów oraz roztrzaskane części na torze. Senna wybrał się na miejsce, by zobaczyć to, co się stało na własne oczy. Pokazał swoje drugie oblicze, zatroskanego kierowcy, który cały czas chciał wiedzieć, jak zmienia się stan leżącego w śpiączce kierowcy.

Innym razem, w 1992 roku podczas GP Belgii dochodzi to potężnej kraksy Ligiera, którym jechał Erik Comas. Senna zatrzymał swój bolid obok wraku i udzielił pierwszej pomocy kierowcy, zrobił to, co było trzeba i czego nauczył go przyjaciel i główny lekarz Sid Watkins. Comas cały czas jest przekonany, że gdyby nie pomoc Senny to mogłoby go już nie być wśród żywych. Senna był bardzo wstrząśnięty tym, co stało się przed wyścigiem o GP San Marino 30 kwietnia 1994 roku. W wypadku zginął Roland Ratzenberger i o tym też powinniśmy pamiętać, bo zginął kierowca, jeden z najlepszych na świecie, bo tacy startowali w F1, a nie „ten drugi”. Śmierć Austriaka zmieniła Ayrton. Jak bardzo? To widać na ostatnich ujęciach Senny siedzącego w bolidzie bez kasku tuż przed startem wyścigu.  

Zawzięty i pragnący wygrywać. Dokonywał niemożliwego i znajdował miejsce do wyprzedzenia tam, gdzie dla laików nie powinno go być. A przy tym interesował się poprawą bezpieczeństwa, nie tylko swojego ale i kolegów. Taki był Ayrton Senna.



Jego wielkość powinno się mierzyć także przez pryzmat domowego wyścigu na torze Interlagos. Aż siedem razy próbował wygrać w Brazylii. Jednak siedem razy musiał obejść się smakiem. Aż do roku 1991, wtedy to znów zanosiło się, że awaria weźmie górę. Kompletnie zanikł czwarty bieg i skrzynia powoli zaczęła odmawiać współpracy z trzecim i piątym biegiem. Jakby tego było mało, zanosiło się na deszcz. Senna nie poddał się, powiedział losowi: nie tym razem mój drogi. Wrzucił 6 biegi i praktyczni tylko na nim dojechał do mety. Wyczyn, którego mógł dokonać tylko Ayrton Senna. To jednak wycieńczyło go ogromnie, nie był w stanie sam wysiąść z bolidu. Znalazł w sobie resztki sił i na podium pomachał flagą Brazylii.

Historia Senny to ogromna walka z samym sobą, z bolidem, z deszczem, z niesprawiedliwością, z polityką i wreszcie z Prostem. To historia człowieka, który jest najlepszy dlatego, że większość obecnych i byłych kierowców, w tym także mistrzów świata oddaje mu szacunek i uważa za numer jeden.

Dziś mija 20 lat od tragicznego przerwania kariery Ayrtona Senny. GP San Marino, zakręt Tamburello… Dziś Formuła 1 jest inna, bezpieczniejsza i wciąż pełna polityki. Przez 20 lat zmieniło się wiele, a zarazem niektóre rzeczy wciąż pozostały takie same. Pieniądze i polityka rządzą F1. Senna, gdyby żył, miałby 54 lata i pewnie wciąż walczyłby z niesprawiedliwością o zachowanie zasad fair play. Pewnie z większą liczbą tytułów mistrza świata i jako działacz FIA…

Byłem małym brzdącem i niewiele pamiętam z tego okresu, gdy na torze walczył Brazylijczyk. Jednego jednak nie zapomnę. Kiedyś u mnie w domu na szafce była naklejona pocztówka z kierowcą w biało-czerwonym dziwnym czymś. Zapytałem mojego taty, co to? A on odpowiedział, "to synu jest Formuła 1 i bolid, zwany też wyścigówką. Ten w kasku to Ayrton Senna, największy ze wszystkich. Zobaczysz, jak dorośniesz on nadal będzie największy". Senna wciąż jest największy, a ja odnalazłem pocztówkę, na której pierwszy raz zobaczyłem Ayrtona. Bezcenna pamiątka po największym, najlepszym…




 

Podobne wiadomości:

Maria Teresa de Filippis - nie żyje pierwsza kobieta w F1

Maria Teresa de Filippis - nie żyje pierwsza...

Aktualności 2016-01-13

Tych ludzi w roku 2015 straciła motoryzacja

Tych ludzi w roku 2015 straciła motoryzacja

Aktualności 2015-10-31

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Android Auto dostępny bez samochodu
Android Auto dostępny bez samochodu
Koncern Google postanowił zainteresować się posiadaczami starszych samochodów, które nie mają na wyposażeniu wielkich, dotykowych wyświetlaczy czy zaawansowanych urządzeń multimedialnych. Aplikacja Android Auto będzie dostępna również na ekranie smartfona.