mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > Nie tylko elektryczne są "eco"?

Nie tylko elektryczne są "eco"?

Pojawiające się w sprzedaży kolejne elektryczne samochody niewątpliwie są ekologiczne, nie emitują niemal w ogóle zanieczyszczeń, a koszty podróży są minimalne. Jednak wcale nie są one skazane na sukces, a to ze względu na to, że napędzane benzyną bądź olejem napędowym tradycyjne modele stają się również coraz bardziej ekonomiczne i ekologiczne.

Nie tylko elektryczne są
Samochody elektryczne mają jedną bezsprzeczną zaletę - minimalne koszty podróży, które w porównaniu do aut z silnikami benzynowymi czy wysokoprężnymi są zdecydowanie niższe. Jeśli weźmiemy pod lupę dostępne już w sprzedaży auta o napędzie wyłącznie elektrycznym - Citroen C-Zero, Peugeot iOn, Mitsubishi i-MiEV czy Nissan Leaf - to koszt "zatankowania do pełna" wynosi zaledwie 5-8 złotych. A to pozwala na przejechanie ok. 130-160 kilometrów. Wychodzi więc, że koszt przejechania 100 kilometrów waha się od 4 do 5 zł. W tradycyjnie napędzanych modelach za tę kwotę nie zatankujemy nawet litra paliwa, a w najlepszym przypadku zdołamy pokonać dystans ok. 20, może 25 kilometrów.

Jeśli mówimy o zaletach e-samochodów, od razu trzeba też przywołać największą ich wadę. Zasięg jest ograniczony do wspomnianych 130-160 kilometrów. A to oznacza, że podróż takim autem np. nad morze może okazać się albo niemożliwa, albo będzie wymagała poszukiwania po drodze punktów do ładowania energii. Niestety słabo, a nawet bardzo słabo rozwinięta sieć punktów, gdzie można doładować baterie, mocno ogranicza możliwości rozwoju tego segmentu rynku.

Druga kwestia, która także nie wpływa na wzrost popularności elektrycznych aut, to znaczna poprawa wydajności tradycyjnych modeli. Dziś koncerny motoryzacyjne produkują auta, i to o różnej wielkości, z różnych segmentów, które są coraz bardziej ekologiczne i ekonomiczne. Jeśli przyjrzymy się najmniejszym samochodom z segmentu A, przykładem może tu być Suzuki Alto, to koszt przejechania 100 kilometrów nie jest jakoś drastycznie wyższy w porównaniu do aut elektrycznych. – Jest to dość lekki pojazd, który waży zaledwie 855 kilogramów, co w połączeniu z jednolitrowym silnikiem o mocy 68 koni mechanicznych pozwala dość żwawo poruszać się po mieście – mówi Wojciech Kacperski, dyrektor działu sprzedaży w salonie Auto Club w Szczecinie. Suzuki Alto, wg danych producentów, spala w mieście 4,4 l/100 km, co, przy dzisiejszych cenach paliw, oznacza, iż na 100-kilometrową podróż należy wydać 24-25 zł. Alto nie jest jednak rekordzistą pod względem spalania. Nissan Micra z silnikiem DIG-S zużywa zaledwie 4,1 l/100 km, co pozwoli nieco taniej pokonać ten sam dystans.
 
Coraz ekonomiczniejsze silniki nie są wcale domeną najmniejszych modeli. Mimo że paliwa mogą i będą dalej drożeć, to dzięki najnowszym technologiom stosowanych w silnikach napędzanych olejem napędowym nie będzie to może aż tak bardzo odczuwalne. Przykładem może być chociażby nowy Nissan Qashqai. Japońscy inżynierowie zastąpili w tym modelu 2-litrową jednostkę silnikiem o pojemności 1,6. – Nowszy model ma praktycznie tyle samo koni mechanicznych co starszy Qashqai, moment obrotowy jest taki sam, ale dostępny jest w większym zakresie obrotów użytkowych, co z kolei poprawia jego przyspieszenie od 50 do 80 km/h. Udało się także znacznie zredukować zużycie paliwa. W cyklu mieszanym jest to zużycie na poziomie 4,9 litra oleju, czyli o litr mniej niż w poprzednich egzemplarzach – mówi Artur Kubiak, kierownik działu sprzedaży aut marki Nissan w salonie Auto Club w Poznaniu. Jak na crossovera jest to godny podziwu wynik. Pozwala to kierowcy, który średnio pokonuje rocznie 25 tys. km zaoszczędzić około 1500 zł w porównaniu do poprzednika.

Kolejnym przykładem może być Ford z nową generacją silników EcoBoost. Najnowsze Fordy Focusy z jednostką napędowa 1,0 i 1,6 EcoBoost zużywają znacznie mniej benzyny niż jego odpowiednik o tradycyjnym napędzie. - Zastosowanie tej jednostki pozwala znacznie obniżyć koszty eksploatacji. A  jednocześnie jego osiągi są lepsze niż przy 2-litrowym napędzie Duartec – wyjaśnia Przemysław Bukowski, kierownik sprzedaży flotowej w salonie Ford Bemo Motors w Poznaniu.

Mitsubishi z kolei, by nie powodować szoku kierowców na stacji benzynowej, stawia na instalacje LPG, co ma pogodzić ekonomię z jak najlepszymi osiągami. – W modelach Lancer oraz Colt na życzenie klienta możemy zamontować instalację gazową. Dzięki temu kierowca ma pewność, że taki układ napędowy będzie niezawodny, zwłaszcza, że gwarancja na instalację LPG wynosi 3 lata, pod warunkiem wykonywania regularnych przeglądów co 15 tysięcy kilometrów – mówi Wojciech Kacperski.

Idea downsizingu, poza niższym spalanie, ma jeszcze jedną zaletę. Przy mniejszych silnikach zapłacimy także niższe opłaty za... ubezpieczenie. W Polsce wysokość składki wciąż zależy w pewnym stopniu od pojemności silnika, a tym samym możemy zaoszczędzić co roku pewną sumę pieniędzy.

Patrząc na te zmiany w układach napędowych i ich ekonomikę można spokojnie stwierdzić, że dopóki za auta elektryczne będziemy płacić tak słono jak obecnie, tak długo diesle i benzyniaki będą znacznie bardziej popularne i korzystniejsze dla kieszeni przeciętnego kierowcy. Wystarczy tylko policzyć, że aby małe miejskie auto elektryczne zwróciło się właścicielowi, w porównaniu do wydatków na zakup i paliwo do chociażby Suzuki Alto, ten musiałby pokonać swoim elektrycznym autem ok. 500 tys. kilometrów! Zatem takie pojazdy obecnie mogą się sprawdzić ewentualnie jako flota np. w firmach kurierskich, które dziennie pokonują sporo kilometrów w ruchu miejskim. Dla klienta indywidualnego znacznie lepszym wyborem jest wciąż kupno samochodu z nowoczesnym napędem na olej napędowy lub benzynę.

Nie bez znaczenia jest również kwestia umiejscowienia akumulatorów w autach elektrycznych. Firmy montują je np. pod bagażnikiem, albo jako pionowe baterie za tylnym rzędem siedzeń lub też pod podłoga. Przez to samochody te mają stosunkowo małą powierzchnię ładunkową bagażnika, albo ograniczone miejsce dla pasażerów.

Samochody z tradycyjnym napędem mają jeszcze jedną przewagę na tymi elektrycznymi, o których niemal nikt nie mówi. Niemal wszyscy instruktorzy jazdy w poradach, jak się przygotować do dalszych wyjazdów zimowych, wspominają o pełnym baku a nawet zapasie paliwa w karnistrze. Ma to pozwolić ogrzać wnętrze samochodu, gdybyśmy utknęli na kilka godzin w zaspach. W przypadku aut elektrycznych podobne rozwiązanie byłoby praktycznie niemożliwe.

Podobne wiadomości:

Toyota pracuje nad autami elektrycznymi

Toyota pracuje nad autami elektrycznymi

Technika 2016-11-08

Elektryczna marka Volkswagena w Chinach

Elektryczna marka Volkswagena w Chinach

Aktualności 2016-10-06

Komentuj:

~Antoni Niepołomice 2012-03-06

montowałem w sobote taką instalacje w swojej magnumce. Przyjechała do mnie ekipa z krakowa. Zamontowali całość w jeden dzień. Trochę to kosztowało ale spalanie spadło mi o 11litrów na 100km!!! Kurde to działa:) Jeżeli ktoś chce namiar na nich pisać na majla. Antoni

~Wikary 2012-02-28

LPG w dieslu to już w tym momencie dość częste rozwiązanie, daje wiele korzyści, niestey większość firm nie posiada wystarczajacej wiedzy i umiejętności. W Polsce mamy tylko dwie profesjonalne firmy montujące gaz jedna ma siedzibę na Wielkopolsce druga w Krakowie (LPG House).

~pawian 2012-02-27

jeszcze taki mały szczegół. zasięg w elektrykach spada przynajmniej o połowę w temperaturze poniżej 5-8 stopni C. w październiku, listopadzie, grudniu, styczniu, lutym, marcu, kwietniu i w nocy w maju jeździmy nie elektrykami. fajnie

~Johny 2012-02-27

Słyszałem, że świetnym rozwiązaniem eco jest montaż gazu do diesla. Podobno daje to oszczędności dfinansowe i wzrost mocy. Ciekawe na ile to się sprawdza i czy faktycznie sa chętni na takie instalacje.

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport