mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > Skiba będzie jeździł Pajero - przeczytaj wywiad

Skiba będzie jeździł Pajero - przeczytaj wywiad

Uważa, że wszystko co duże jest piękne. W młodości ubrany w żółte kalesony rzucał landrynkami w milicję. Krzysztof Skiba, lider zespołu „Big Cyc”, gwiazda rocka, showman, artysta opowiada o swoich motoryzacyjnych perypetiach z Tarpanem, zdradza czy wozi w bagażniku zwłoki czy gitarę i wyznaje, że przed niemiecką miną w trakcie kręcenia najnowszego teledysku uratowało go jego najnowsze… Mitsubishi Pajero.

Skiba będzie jeździł Pajero - przeczytaj wywiad
Lubisz duże rozmiary? W końcu nazwa zespołu zobowiązuje…

(Śmiech) Nie tyle że lubię, ile sam jestem w rozmiarze dwa razy XL. Duże, duże zdecydowanie duże -  duże jest ładne, duże jest piękne. Mam takie amerykańskie podejście do tematu – Amerykanie lubią duże porcje. Na przykład nie lubię takich małych drineczków - jeśli drink to musi być duży, nie lubię drinków z lodem – w takich najczęściej jest mało alkoholu. Porcja w knajpie także musi być słuszna – nie lubię kuchni minimalistycznej gdzie płacisz 500 zł a dostajesz stek  o średnicy trzech centymetrów… Zdecydowanie duże rozmiary.

Czyli bardziej schabowy niż sushi?

Schabowy jedliśmy przez całe życie… A jeżeli sushi to duża porcja oczywiście… Poza tym sama nazwa „Big Cyc” - wszystko musi być duże.

Skąd pomysł na nazwę?

Tutaj jest kilka tropów - my dorabiamy ideologię, że chodziło o Leonida Breżniewa, który w latach osiemdziesiątych był takim Kaczorem Donaldem socjalizmu - nosił dużo medali na swoim torsie, niektóre nawet na swoich plecach przypinał - czyli żeby to udźwignąć trzeba było mieć „big cyc”. Ale prawdziwa wersja jest taka, że koledzy kiedyś zastanawiali się nad nazwą zespołu i przypomnieli sobie o pewnym filmie akcji dla dorosłych i doszli do wniosku, że to byłoby dobre ale nie „tits” tylko dodamy do tego po polsku „cyc”. Więc powstało takie międzynarodowe skrzyżowanie i to zawsze intryguje bo „cyc” to Polacy wiedzą o co chodzi, a za granicą nie. Tajemnicę tego słowa wytłumaczył nam kiedyś profesor Miodek – to jest słoworód naturalny, czyli to słowo pochodzi od „cyckania”, „ssania” to jest dźwiękonaśladowcze. Zwróćcie uwagę, że we wszystkich językach jest podobnie – po angielsku „tits”, po niemiecku „titten”, po słowacku „cumlík” itd. To wszystko związane jest z ssaniem, cyckaniem… Także pochodzenie tego słowa jest jak najbardziej szlachetne – wszyscy mężczyźni są dziećmi swoich matek. Matki szczególnie nad synami rozkładają ten parasol ochronny – ja się wywodzę z pokolenia, które było karmione naturalna damską piersią a nie sztucznym mlekiem z butelki. Sztuczne smoczki niszczą inteligencję i wyrabiają zły zgryz. Hasłem „Big Cyca” był kiedyś powrót do naturalnego karmienia piersią. Do dziś ta nazwa wzbudza uśmiech – jest taka międzynarodowa – niedawno graliśmy w Chicago, ludzie widzą, że gitary i zaciekawieni pytają jaka nazwa kiedy mówimy, że „Big Tits” to już na starcie są zachwyceni J

W Twoim życiu samochód jest ważny czy najważniejszy?

Ważny, ja nie mam fioła na punkcie samochodów. Powiem więcej – od razu się przyznam – kompletnie nie znam się na motoryzacji. Moja żona wie, co jest w silniku i co on ma a czego nie ma a co powinien mieć. Dla mnie samochód to czysto praktyczna sprawa…

Czyli żona wybierała Ci samochód?

Żona protestowała przeciwko Pajero - ja się uparłem, że jednak ma być ten model. Ona w końcu to zaakceptowała -  przecież w związku musi być akceptacja. Dla mnie samochód nigdy nie służył do budowania osobowości. Są ludzie, którzy potrzebują takich zewnętrznych oznak bycia kimś… Malują swoje auta, doczepiają pięćdziesiątą antenkę, robią z tych samochodów odrzutowiec - to mnie zawsze śmieszyło kiedy widziałem, że ktoś ma małego Fiata a na nim podoczepiane pięćset gadżetów – próbuje w ten sposób z samolotu zrobić rakietę kosmiczną. Prawda jest taka, że ja po prostu strasznie dużo jeżdżę - jestem człowiekiem w trasie. Można powiedzieć, że 25 lat temu wyszedłem z domu i do tej pory nie wróciłem – to są imprezy, koncerty, nagrania. Dużo jeżdżę z zespołem, ale mnóstwo kilometrów pokonuję też indywidualnie bo mam występy solowe i rożne aktywności poza „Big Cycem”. Stwierdziłem, że musze mieć dobre auto - stąd Mitsubishi Pajero.

Najpierw jako początkujący student i artysta jeździłem polonezem ojca, był także fiat 125p kupiony przez tatę, który był marynarzem a w czasach PRL wszyscy marynarze byli przemytnikami, więc mój tata przemycał krem nivea do krajów arabskich - tak się dorobił i za bony PKO kupił dużego Fiata. Prawo jazdy zrobiłem bardzo szybko mając 17 lat. Zresztą żeby było ciekawiej prawko zdobywałem w stanie wojennym w 1982 roku. Lekcji udzielał mi ubek - wtedy było cos takiego jak Liga Obrony Kraju a tam pracowali milicjanci, ubecy. Facet był typowym ubekiem z wąchem - cały kurs polegał na tym, że jeździliśmy i załatwialiśmy jego sprawy - a to do zegarmistrza, a to spotykał się z jakimiś agentami. W każdym razie prawo jazdy zrobiłem w dziwnych warunkach.

Wreszcie w latach 90. słynne składaki - opel corsa czarny, składak, po naszym przaśnym PRL-u był lukstorpedą. Później no niestety biję się w piersi i to mogę przyznać oficjalnie – błąd młodości, czyli Renault. Żona namówiła mnie na Renault Megane - bardzo kobiecy. Ten samochód był ładny, ale jak to zresztą pięknie Paweł Huelle napisał w książce „Mercedes-Benz”, że francuskie perfumy OK. ale francuska motoryzacja niekoniecznie. To Renault co chwilę miało coś z elektroniką - a to mu 2 centymetry śniegu już przeszkadzały i takie tam…

Po Renault postanowiłem kupić Opla Vectrę - wydawało mi się, że jest to klasa wyżej. Niestety ten także nie wytrzymał – po 100 tys. km wysiadła w nim pompa wodna, a przy 150 tys. km myślałem, że już kompletnie się rozsypie. Cóż ja specjalnie nie szanuję samochodów - nie jestem tym kolesiem, który pucuje auto.

Potem akcja Volvo S80 - pamiętam, że byłem dumny z tego auta bo wydawało mi się, że jest bezpieczne i takie, które sobie poradzi w każdej sytuacji w trasie. Tym samochodem zostałem zaproszony do programu motoryzacyjnego, który prowadziła Martyna Wojciechowska. Wiadomo wywiady robione taśmą – przede mną był Tede, który przyjechał czymś terenowym, wymalowanym do którego było dospawane pięćdziesiąt rur, rogi i pięć grillów z przodu. A po mnie był Saleta - jego fura to był olbrzymi potwór, nawet nie widziałem co to za marka, jakiś terenowy amerykański stwór. Przypominał już samolot.

A pomiędzy nimi ja taki dumny tym swoim nowiutkim S80, z salonu - miał może miesiąc. Pierwsze pytanie Martyny brzmiało „Skiba, dlaczego kupiłeś sobie takie beznadziejne auto?” Nie chodziło jej o to, że Volvo to zły samochód, tylko bardziej, że to pojazd mieszczański dla facetów w szelkach a nie dla rockendrolowca Skiby.

Właśnie to jest takie myślenie kategoriami, że jeśli klaun w cyrku występuje to on tego pomidora z nosa nie ściąga i z tym pomidorem w domu zmywa talerze lub odkurza mieszkanie. Cóż, to Volvo jakoś tam się sprawdziło, ale po 200 tys. km pewne rzeczy zaczęły wysiadać i nasze drogi mu się przysłużyły.

Mieszkam na rogatkach Gdańska, gdzie ciągle w tej okolicy coś się buduje - dojazd przez betonowe płyty, dziury. No i w ogóle jazda w trasie - w terenie. Nie zawsze występuję się w Warszawie czy Krakowie, bardzo często gramy w miejscowościach, których nie ma na mapach, najwyżej na wojskowych, ukrytych w głębokim lesie… Nasza menedżerka jest wspaniałą kobietą, która potrafi sprzedać zespół do takich miejsc, gdzie już nawigacja wysiada i szuka Eskimosów. Stąd wybór padł na Mitsubishi Pajero, powiem szczerze, że zastanawiałem się także nad Mercedesem GLK, ale ten model miał mało miejsca z tyłu. Ja potrzebuję większy bagażnik – co prawda koledzy z zespołu śmieją się, że kupiłem autobus. Ale siedmioma miejscami na pokładzie nie gardzą, kiedy są w potrzebie. Ja w Pajero czuję się dobrze, na razie zrobiłem nim pięć tysięcy kilometrów. Mocny turbodiesel plus automat – dla mnie to komfortowa, mocna maszyna.

Czyli lubisz wcisnąć gaz do dechy?

Tak, ale nie jestem z gatunku ścigantów. Staram się jeździć bezpiecznie, dlatego, że podstawą sukcesu jest dojazd do celu. W Polsce ciężko jest wciskać, to bez sensu – dlatego, że z kolesiem, który cię właśnie wyprzedził spotkasz się za chwilę na czerwonych światłach. To przyspieszenie, moc są potrzebne dla bezpieczeństwa – czasem wyprzedzasz np. traktor i wtedy trzeba docisnąć. Polskie szosy to nie są autostrady, czy drogi szybkiego ruchu a wiadomo, że najwięcej wypadków jest przy wyprzedzaniu - dlatego te manewry trzeba robić bezpiecznie.

Przygoda motoryzacyjna? Urwane koło, zgubiony silnik? Stłuczka z UFO?

Oooooo duuużo miałem takich historii. Pierwsza z brzegu przydarzyła się w centrum Warszawy - piękny dzień, piątek, tłumy przejeżdżających a ja złapałem gumę. Zjechałem do zatoczki i zacząłem operację „wymiana koła” – nie byłem w tym zbyt biegły. Akcja trwała niemal 2 godziny – teraz pewnie zrobiłbym to w 20 minut. Był to spektakl dla miasta - pech chciał, że wydarzyło się to przy światłach. Wszyscy stawali – robili zdjęcia, machali, trąbili i pozdrawiali. Autografy - to też przedłużało tę operację. Po prostu show. Niektórzy nawet się rozglądali, czy nie jest to ukryta kamera - „taaaak  Skiba zmienia koło a tu nas filmują - wiemy, wiemy”. Ludzie byli przekonani, że to jest zaaranżowane, że takiemu człowiekowi, jak ja przecież nie może przydarzyć się złapanie gumy.

Z innej beczki… Początek lat 90. wyjazd w czasach studenckich na koncert do Francji. Samoloty były drogie, stwierdziliśmy, że prościej będzie kupić auto - każdy z naszej piątki wysupłał parę złotych i daliśmy te pieniądze szefowi teatru, który miał się znać na samochodach. Poszedł na giełdę i kupił… Tarpana. Ale mało tego – jakiś tam jego wujek miał go tak podrasować, żeby na ten wyjazd do Francji było wszystko w porządku. Na bokach auta napisaliśmy „Teatr Pstrąg”. Jedziemy, humory dopisują, rekwizyty na pace – fakt wyglądał, jak skrzynka pomidorów na kółkach, ale turlał się... Prędkości nie rozwijał zbyt dużej – na niemieckich autostradach mijali nas jak odrzutowce. Gdzieś tak w połowie coś zaczęło kapać – szybka kontrola, przykręcili i dalej w drogę. Po kolejnych 100 km zaczyna Tarpan znowu umierać, ale głośniej, 50 km od francuskiej granicy stop - nie da rady jechać… Wezwaliśmy pomoc drogową – przyjechał Niemiec. Na dzień dobry doznał kilku szoków – pierwszy, kiedy zobaczył auto – samochód z kosmosu, drugi, kiedy podniósł maskę i zobaczył silnik – rozwiązania prehistoryczne, trzeci - kiedy kazał go odpalić – i wtedy usłyszeliśmy dwa słowa, które zrozumiał każdy z nas mimo nieznajomości niemieckiego a słowa brzmiały - „motor kaput”. Mechanik zadzwonił, za chwilę przyjechała laweta i wciągnęli Tarpana na pakę. Ruszyliśmy w drogę, zastanawiamy się gdzie nas wiozą. Pytam Niemca gdzie jedziemy a on na to „Lada”. Sprawdzamy na mapie nigdzie nie ma takiej miejscowości, więc go pytam „Was ist das Lada” - a on pokazuje na swój samochód i mówi, że to jest Mercedes, a to co na lawecie to Lada - facet wiezie nas do serwisu Łady… My na to nie to nie jest Łada, chcemy do granicy francuskiej. Podwiózł nas tam - zadzwoniliśmy do organizatorów koncertu, którzy zorganizowali dla nas transport a dla naszego Tarpana mechanika - facet wyglądał jak z serialu „'Allo 'Allo!” – z bagietką w ręku i w berecie z antenką. Dotarliśmy na koncert, tam w międzyczasie dowiedzieliśmy się, że do naszego auta można wstawić silnik od innego samochodu, ale cena była niebotyczna. Organizatorzy festiwalu fajnie się zachowali, publiczności przedstawili nasz problem a ludzie z dobrego serca kupowali od nas plakaty i inne drobiazgi z własnej woli wykładając całkiem słuszne kwoty. Na miejscu u mechanika zdecydowaliśmy, że złomujemy samochód - na złomowisku zrobiliśmy sobie zdjęcie ze sprasowanym Tarpanem w kształcie kostki Rubika. Do Polski wracaliśmy autostopem – z całego zespołu ja dotarłem pierwszy do granicy…

Przygoda godna faceta z gitarą. Sądzisz, że Pajero to rockendrolowy samochód?

Myślę, że tak. Chociaż ja nie należę do osób, które obnoszą się ze swoją sławą. W opinii ludzi artysta powinien podróżować statkiem kosmicznym… Dla mnie ważne jest to, by samochód się nie psuł, był wygodny, miał dobry sprzęt grający - jak na razie jestem zadowolony. Muszę przyznać, że ten samochód jest cichy jak na silnik Diesla a trochę potwora pod maską tam siedzi. Dodatkowo mieści się w nim cały „Big Cyc”, co do sztuki…

Właśnie, ciężko jest się utrzymać razem jako jeden „Big Cyc”? Były słabe momenty?

W tym samym składzie gramy od 24 lat i uważam, że jesteśmy na polskiej scenie fenomenem. Momenty? Zdarzały się, ale jak widać jesteśmy niezniszczalni. Dotarliśmy się, każdy ma do siebie instrukcję obsługi i wiemy kto, co, jak i kiedy.

Co rockman wozi w bagażniku: gitarę, zwłoki czy… gumową lalę?


Oooo poza sprzętem muzycznym różne dziwne rzeczy - kapelusze, cylindry. Ostatnio na potrzeby najnowszego teledysku woziłem hełmy, pały, tarcze i karabiny zomowców. Także samochód już się przydał przy pracy nad nowym klipem, który kręciliśmy na terenie Stoczni Gdańskiej. Wjechałem tym autem bez obaw do dawnej hali u-botów gdzie produkowano przed wojną i czasie wojny statki podwodne dla Kriegsmarine. To nie żart - tam poza wystającymi drutami czy dziurami w ziemi mogła być jakaś mina - także w Pajero czułem się bezpiecznie…

Klip jest fajny a nowa płyta „Zadzwońcie na milicję” to Big Cyc na poważnie - skąd pomysł takiej właśnie płyty?


My wywodzimy się z pokolenia stanu wojennego. Miałem 17 lat, kiedy generał Jaruzelski wprowadził ciężki sprzęt do odśnieżania na ulice. To była naturalna potrzeba. Chciałem pokazać, że w podziemiu z lat 80. ważnym elementem kultury niezależnej był podziemny rock o którym się zapomina. Zwłaszcza, że, jeśli ktoś pamięta kapele z tamtego okresu to myśli raczej o takich zespołach jak „Lombard”, „Lady pank”, „Manaam” czy „Perfekt”, które nie były żadnymi podziemnymi zespołami, a które grywały koncerty na stadionach, w radiu ich piosenki były puszczane na okrągło a w „Dzienniku Ludowym” były ich plakaty.

Nurt niezależny tworzyły takie zespoły jak „Dezerter”, „KSU” czy „WC”, ale te zespoły istnieją do dziś i całkiem dobrze sobie radzą. Dlatego my przypomnieliśmy zupełnie zapomniane kapele: „Miki Mousoleum”, „Cela numer 3”, „Karcer”. Wyszukaliśmy ich stare nagrania kasetowe z koncertów czy nawet prób. O czym warto powiedzieć - na tych taśmach teksty były w ogóle niezrozumiałe. Jedna zwrotka była słyszalna, inna już nie…

To oznacza, że znaleźliście magnetofon w czasach, kiedy człowiek myśli o teleportacji?

Nie. My pracowaliśmy z tymi taśmami jak ekipa śledcza przy okazji wyjaśniania katastrof lotniczych. Używaliśmy specjalnych komputerów, odszumiaczy dźwięków do wydobywania słów – gdzie po którymś kolejnym odsłuchaniu w studio byliśmy pewni, że to zdanie brzmi tak a nie inaczej. To była żmudna robota… Myśmy te utwory nagrali w nowych aranżacjach, ale melodia jest zachowana a teksty są autentyczne z tamtego czasu. Podajemy daty, z których pochodzą te piosenki – to na ogół 1982, ’83, ’84 rok, czyli czasy generała Jaruzelskiego, czasy stanu wojennego.

Do kompletu dołączyliśmy nagrania uzyskane z zasobów archiwalnych Instytutu Pamięci Narodowej - dźwięki z demonstracji, okrzyki, rozmowy między centralą dowodzenia w komisariacie a radiowozami, które operują w tłumach i rozganiają demonstrantów. Wszystko nagrane zresztą przez nasłuch podziemia. Komunikaty o wprowadzeniu godziny milicyjnej. To razem tworzy taki rodzaj audycji radiowej, która myślę, że ma jakiś walor historyczny.  Moim zdaniem dla ludzi mojego pokolenia będzie to powrót sentymentalny do tamtych czasów, a dla młodzieży po prostu ciekawa lekcja historii. Dowód na to, że historia w tym wydaniu nie musi być nudna.

Swoją nową płytą pokazujemy, że wtedy działy się ciekawe rzeczy, że grano rocka. Na topie były wszystkie kapele punkowe, reggae – to też było podziemie. Czyli nie tylko Jacek Kaczmarski grający na gitarze z nylonowymi strunami pieśni o carycy Katarzynie II, ale również punkowe zespoły śpiewające o ZOMO.

To już 16 płyta w naszym dorobku, nagraliśmy 15 wesołkowatych, przyszedł czas by zrobić krok w bok i pokazać, że też potrafimy inaczej. Płyta zrobiona w konwencji serio - do niej jest dołączony słowniczek pojęć stanu wojennego, gdzie ja wyjaśniam różne hasła z tamtego okresu, takie jak np. „Teleranek”, czyli popularny program dla dzieci, który zawsze leciał w niedziele rano a raz go zabrakło.  

Kiedy było łatwiej być świrem? Wtedy czy teraz?

W czasach, kiedy myśmy byli świrami było bardzo mało świrów i wszyscy byli bardzo poważni. Pamiętam, kiedy ja robiłem „Pomarańczową Alternatywę” w Łodzi to ta oficjalna opozycja ofukiwała nas „co to jest za demonstracja? Dzień dziecka? Skiba w żółtych kalesonach wszedł na kiosk?”. My rzucaliśmy landrynkami w milicjantów, a oni woleliby obchody grudnia ze sztandarami. Ale to myśmy wtedy rządzili ulicami, to na nasze demonstracje przychodziły masy ludzi a na ich nie.

Poza tym to był też fascynujący widok, kiedy milicja goniła… krasnoludki. Nasze akcje skutecznie demoralizowały milicję obywatelską. Funkcjonariusz musiał mieć poczucie sensu swojej pracy - jeżeli miał w radiowozie zatrzymanych trzech krasnoludków, świętego Mikołaja, sierotkę Marysię i misia Uszatka to wtedy zaczynał poważnie w siebie wątpić… Tak to działało wtedy.

Dziś jest nadprodukcja świrów, dziś programy informacyjne są prowadzone w stylu „heja, heja”. Język subkultur i młodzieży trafia do polityki „zadyma w sejmie”, „dali czadu” - o tym mówi poseł zapominając języka polskiego? Elementy ze świata świrów są przejmowane do świata poważnego - teraz jest nadprodukcja sztucznych świrów. Kiedyś chciałbym posłuchać co znany człowiek ma do powiedzenia w programie Szymona Majewskiego - ale nic z tego, przerywano mu durnymi wstawkami. Być może teraz opozycją jest normalne zachowanie. 

Chciałbyś spróbować sił w rajdzie terenowym? Może Dakar razem z Małyszem – on startuje Pajero?

Kiedyś rozmawiałem z Hołowczycem. To jest absolutny zlot czubków z całego świata, którzy ciężkimi wozami rywalizują z morderczym terenem. Myślę, że aż tak bardzo to nie - raczej małe off-roadowe sytuacje, zwłaszcza teraz i tym autem. Dakar to nie jest przygoda turystyczna, do tego trzeba się przygotowywać przynajmniej przez rok. Ja znam swoje miejsce… Oczywiście podziwiam Małysza - on się chyba przyzwyczaił do tego, że nie ma go w domu - o w tym miejscu jesteśmy podobni. Mówiąc szczerze - podziwiam i chętnie witałbym tych śmiałków na mecie z szampanem…

Gdybyś nie był muzykiem, to…

To byłbym prezydentem tego kraju lub… seryjnym mordercą (śmiech)

Sprawdź dostępne konfiguracje:

Mitsubishi Pajero
Mitsubishi Pajero
Cena podstawowa już od: 229 990 PLN brutto
Dostępne nadwozia: suv-5dr.

Podobne wiadomości:

Nowe wcielenie Mitsubishi Eclipse - wersja Cross

Nowe wcielenie Mitsubishi Eclipse - wersja...

Aktualności 2017-02-17

Mitsubishi Grand Lancer - nie dla Europy

Mitsubishi Grand Lancer - nie dla Europy

Aktualności 2017-02-16

Komentuj:

~chychak 2011-12-19

pozytywny świr z tego Skiby, nie lubię wprawdzie jego muzy, ale czasami to nawet fajne teksty można jego gdzieniegdzie poczytać

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Porsche 917 na aukcji
Porsche 917 na aukcji
917 przez wielu uznawane jest, za najwspanialsze auto wyścigowe, które powstało w XX w. W lutym jeden z egzemplarzy zostanie wystawiony na aukcji RM Sotheby's.
Nowy Citroen C3 Nowy Citroen C3