mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > USF1 - "Yes we can"

USF1 - "Yes we can"

Ken Anderson i Peter Windsor to znane osobistości w północnoamerykańskim sporcie motorowym. Wydaje się, że obaj panowie wzięli sobie do serca przedwyborcze hasło kampanii prezydenckiej Baracka Obamy - "Yes we can" (ang. Tak, możemy). Zamarzyli, pomyśleli i wykonali. W ciągu zaledwie kilku miesięcy zbudowali od podstaw nowy zespół Formuły 1. Co prawda jeszcze bez kierowców i bolidów, ale co najważniejsze w tym sporcie, stabilny finansowo.

USF1 -
Zaprezentowany 24. lutego, w relacji na żywo telewizji internetowej Speedtv.com zespół, ma być dumą Jankesów. Podczas 30-minutowej prezentacji Anderson i Windsor oznajmili publiczności na całym świecie, jakie są cele i oczekiwania ekipy, która do rywalizacji w serialu F1 przystąpi od początku sezonu 2010. Przede wszystkim chcieli jednak dać do zrozumienia, że zespół jest z krwi, kości i... pieniędzy "Made in Amerika". Stąd też jego patriotyczna nazwa USF1 - United States Formula 1 Team.

"Ja, jako Brytyjczyk jestem jedynym wyjątkiem od tej reguły" - mówił podczas prezentacji w Charlotte w Karolinie Północnej Peter Windsor, który kilka dekad temu pełnił rolę menadżera w zespole Williamsa, ścigającego się z resztą do tej pory w F1. -"Nasze bolidy będziemy budować w Charlotte. Tutaj jest nasza baza, dlatego od początku było jasne, że w zespole na pewno postawimy na jednego, a być może nawet dwóch kierowców z USA" - dodał.

Kto dokładnie zasiądzie w kokpitach USF1, tego szefowie zespołu nie mogli jeszcze powiedzieć. Kandydatów jest kilku, a i pomysły na utworzenie przede wszystkim skutecznego duetu, zdolnego walczyć o punkty, są co najmniej dwa. Jeden zakłada zatrudnienie obu kierowców pochodzących z Ameryki, którzy mięliby przede wszystkim przyciągać rodaków przed telewizory. Tutaj USF1 zdecydowanie pomogłoby zatrudnienie wyścigowej piękności, Danici Patrick, która w ubiegłym roku jako pierwsza kobieta w historii wygrała wyścig serii Indy-Car. Zarówno Danica, jak i kilku innych należy do grona najlepiej zarabiających amerykańskich kierowców. Ostatnio pojawiły się informacje o szansach na angaż kierowcy ze słynnego rodu Andrettich. Szansę debiutu w F1 miałby wnuk Mistrza Świata Formuły 1 z 1978 roku Mario Andrettiego, Marco. -"Byłbym bardzo szczęśliwy i pewnie sam odmłodniałbym o kilka lat, gdyby Marco mógł jeździć dla USF1" - powiedział w jednym z wywiadów Andretti senior. -"To jest najlepsza wiadomość dla całego środowiska F1 w USA" - dodał zafascynowany projektem USF1 emerytowany Mistrz Świata. Być może, jednak najsłabszym punktem tego rozwiązania jest brak jakiegokolwiek doświadczenia zarówno Marco Andrettiego i wspomnianej wcześniej Danici Patrick w wyścigach F1. Z problemu zdają sobie sprawę także szefowie nowego zespołu, którzy kalkulują czy startować w 2010 roku z "nieobjeżdżonymi" w F1 kierowcami. Pewne rozwiązanie tych wątpliwości mógłby przynieść kontrakt ze Scottem Speedem, który od 2006 do lipca 2007 roku zaliczył kilkanaście Grand Prix w Scuderii Toro Rosso. Speed ma niezbędne doświadczenie, jest Amerykaninem ale brak mu mocnej karty przetargowej w postaci wyników. Taką natomiast posiada Juan-Pablo Montoya. Kolumbijczyk bez wątpienia jest gwiazdą serii Indy, jednak kilka lat temu z powodzeniem rywalizował z Schumacherem i spółką, za kierownicą bolidu wystawianego przez zespół McLaren-Mercedes.

Z pewnością powstanie nowego zespołu, zwłaszcza w dobie światowego kryzysu, to dobra wiadomość dla rynku amerykańskiego ale też dla samej Formuły 1. De facto jak podkreśla obecny szef McLarena, Martin Whitmarsh to właśnie kryzys, który zmusił także samą Formułę 1 do wprowadzenia szerokiego planu oszczędności, dał możliwości do rozwoju USF1. -"Znalezienie sponsorów nie jest obecnie łatwe, ale Peter i Ken zdają sobie z tego sprawę" – powiedział cytowany przez portal f1.pl Whitmarsh. – "Nie ma jednak wątpliwości, że utworzenie USF1 stało się możliwe dzięki programowi cięcia kosztów uzgodnionemu przez FIA i FOTA." Anderson i Windsor przyznają rację szefowi McLarena.

"Finanse są zagwarantowane i mamy te pieniądze" - zapewniał podczas prezentacji Windsor, zaznaczając jednocześnie, że panująca na świecie recesja nie wpłynie negatywnie na jego stajnię. "Gdyby tak jak dotąd panował boom gospodarczy, kwota, którą udało nam się zebrać mogłaby budzić uśmiech na twarzach naszych rywali. Ale tłuste lata się skończyły i przez pryzmat naszego budżetu jaki udało się nam wypracować dzięki sponsorom, jesteśmy traktowani poważnie".

Amerykańskiej ekipie, która zatrudniać ma docelowo około 100-120 pracowników, udało się zgromadzić budżet, sięgający według szacunków, od 50-70 mln Dolarów. Jak na dotychczasowe realia F1 jest to kwota stosunkowo niewielka, jednak tendencja wśród pozostałych zespołów dąży również do dużych cięć. A stan konta, jaki posiada USF1, daje mimo wszystko stabilne możliwości rozwoju i próby nawiązania walki z pozostałymi uczestnikami cyklu.

Przy zdobyciu większych środków pomóc mogłoby Grand Prix USA. Jednak takowego w tegorocznym kalendarzu nie ma. Wyścig na torze Indianapolis poszedł w zapomnienie już w tamtym sezonie, a w nadchodzącym bolidy F1 nie pojadą także w Kanadzie, podczas Grand Prix Montrealu. Mimo kryzysu potencjał północnoamerykańskiej gospodarki jest nadal ogromny i zarówno w FIA jak i organizacji powołanej przez szefów zespołów F1 - FOTA, mówi się o powrocie na jeden z obiektów w USA.

– "To wielka szkoda, że nie mamy w kalendarzu Grand Prix USA. Nie muszę chyba dodawać, że nasz zespół byłby zachwycony, gdyby F1 wróciła do Stanów Zjednoczonych - wszystko jedno, czy do Indianapolis czy gdzieś indziej. Ostatnio zresztą rozmawialiśmy na ten temat podczas spotkania komercyjnej komisji FOTA, której przewodzi Flavio Briatore. Mogę zatem powiedzieć, że jest to jeden z punktów naszego planu na przyszłość. Wiem też, że pomysł ten popierają FIA i FOM – cytuje wypowiedź Martina Whitmarsha f1.pl.

By mogło dojść do debiutu amerykańskiego zespołu na amerykańskim torze, USF1 potrzebuje bolidów. A te jak zapewnił Ken Anderson będą gotowe już jesienią br. W styczniu 2010 roku ekipa ma zamiar zaliczyć pierwsze okrążenia testowe. "W tej chwili mamy jeszcze kilka niewiadomych" - wyjaśnia Anderson. -"Kto będzie dostawcą silnika i kiedy podpiszemy z nim umowę". W ciągu najbliższych czterech, sześciu tygodniu pytania te powinny zostać rozwiane. Niewykluczone, że zespół skorzysta z jednostek Ferrari, jednak informacja ta nie zostanie potwierdzona do zapowiedzianego przez USF1 terminu. Wiadomo natomiast, że konstrukcja samochodu w całości zostanie wykonana w Charlotte.

"Zdecydowana większość podzespołów technicznych, która wykorzystywana jest w F1 pochodzi ze Stanów Zjednoczonych" - mówił podczas prezentacji Anderson. -" Z punktu widzenia logistyki, w sezonie 2010 mniej niż połowa rund F1 odbędzie się na Starym Kontynencie. Nie widzimy zatem powodów, dla których należy tam tworzyć bazę zespołu - tłumaczył.

Cele USF1 na najbliższe dwa lata startów zapowiadają się dość konserwatywnie. -"Byłoby znakomicie zaliczyć już kilka znaczących sukcesów w pierwszym sezonie startów. Planem podstawowym jest jednak opracowanie szybkich i niezawodnych samochodów, a to jak wszyscy wiemy może trochę potrwać. W sezonie 2011 chcemy kończyć wyścigi w pierwszej dziesiątce i regularnie zdobywać punkty" - zgodnie przyznają obaj szefowie zespołu. -"Jesteśmy młodym teamem i zdajemy sobie z tego sprawę. Najpierw musimy nauczyć się chodzić, żeby zacząć szybko biegać".
Tematy w artykule: F1

Podobne wiadomości:

Audi mówi

Audi mówi "nie" Formule 1

Aktualności 2015-05-19

Pierwszy bolid Senny wystawiony na sprzedaż

Pierwszy bolid Senny wystawiony na sprzedaż

Aktualności 2014-12-08

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport