mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > "Mięśniak" z Japonii

"Mięśniak" z Japonii

W dzisiejszych czasach nie znajdziemy takiego modelu w portfolio Toyoty. Takiego, który będzie kojarzył się jednocześnie z elegancją i sportem. Takiego, który był konstruowany z myślą o czerpaniu najlepszych wzorców z panujących trendów w motoryzacji. Toyota Celica jest jednym z niewielu kultowych aut z Japonii, które wspominać można ze łzą w oku. Jeden z bestsellerowych samochodów tego azjatyckiego producenta obchodzi właśnie 40-te urodziny.

To co oni potrafią, potrafimy także i my - z takim właśnie motto japońska branża przystąpiła w latach 60- i 70-tych do ofensywy motoryzacyjnej. Na przełomie tych dekad niemal każdy szanujący się europejski i amerykański producent, miał w swoim programie sportowe coupe. Toyota, której wówczas zamarzyło się zawładnięcie właśnie tych rynków, z oczywistych względów nie chciała pozostać w tyle już na samym początku wyścigu. Dokładnie w 1970 roku na tokijskim salonie samochodowym zaprezentowana została pierwsza generacja modelu Celica.

Od razu nie było trudno zauważyć skąd nowy model Toyoty czerpał inspiracje. Celica chciała być pełnokrwistym Muscle-Car. Takim samym, jakie wówczas robiły niesamowitą furorę w Ameryce Północnej. Początkowo jednak, ze względu na swoje niewielkie gabaryty, była odbierana w typowo amerykański sposób. Z przymrużeniem oka i lekko drwiącym uśmiechem. Przypomnijmy, że były to czasy, kiedy w USA wszystko co jeździło, a miało mniej niż 8 cylindrów, było odbierane jako ułomność. W porównaniu z takimi tuzami jak Ford Mustang czy Dodge Challanger, Celica miała zaledwie połowę z liczby cylindrów tamtych Muscle-Cars. Kiedy zestawiało się na papierze pojemności silnika chichot u Amerykanów był jeszcze większy. Mustang z 1970 roku w swojej najmocniejszej odmianie Mach 1 napędzany był blisko siedmiolitrową V8-ką o mocy 375 KM. Celica w najszybszej wersji mogła co najwyżej zaoferować agregat o pojemności 1968 ccm i 145 KM. To jak porównanie willi z 10 sypialniami ze studenckim akademikiem.

Natomiast w przypadku stylistyki Toyota była już bardzo blisko Mustanga i spółki. Zwłaszcza, jeśli pod lupę weźmiemy pierwszą serię Celici produkowaną w latach 1970-1975. Pod krawędzią maski japońscy projektanci umieścili podwójne reflektory. Boczne szyby pozbawili górnych ramek, a charakterystyczny trend w karoserii: "Long hood - short deck" (długa maska, krótki bagażnik), wyszedł im perfekcyjnie. Najmocniejsza wersja miała nawet tylne pionowe reflektory dzielone na trzy części. Identycznie jak Mustang. Smaczku dodawały wloty powietrza wyrzeźbione w mace i namalowane na karoserii sportowe pasy.

Wnętrze Celici już nie miało takiego polotu. Zasiadając za trójramienną kierownicą w oczy od razu rzucało się sześć guzików do obsługi... klaksonu! Centralna konsola opakowana była folią z teksturą nieudolnie przypominającą drewno. Pod względem estetycznym wnętrze było niedopracowane. Dokładnie tak jak w przypadku jankesowskich "mięśniaków" z wczesnych lat 70-tych.

W sportowej odmianie GT Celica rozpędzana była przez czterocylindrowy silnik o pojemności 1,6 l. Za pośrednictwem dwóch wałów krzywkowych generował 107 koni mechanicznych. Niewiele jak na sportowy samochód. Jednak od pierwszych przejechanych kilometrów Toyota udowadniała swoje fertyczne umiejętności. Na sucho nie ważyła nawet 1000 kilogramów, a gdy przekraczała na skali 4000 obr./min., wyżyłowany jak na tamte czasy czterocylindrowy motor, zapewniał godne przyspieszenie. Napęd oczywiście umieszczony był z tyłu, o czym szybko przekonywali się ci, którzy o tym zapominali. Na śliskiej nawierzchni nawet z pozoru tak niewielka moc wystarczała, by Celica energicznie kręciła "tyłem" jak tancerka Go-Go. Kierowcy, którzy jeździli Celicami bardzo chwalili sobie niewielką masę auta i precyzyjny układ kierowniczy, który pozwalał kontrolować Coupe Toyoty w długich poślizgach.

Pierwsza generacja Celici bazowała na płycie podłogowej modelu Carina, a pod cienką blachą kryła się zasłużona technika. Przeznaczona na rodzimy rynek wersja Celici w podstawowej wersji napędzana była silnikiem 1,4 l. 86 KM. Później nadszedł wariant ST - 1,6 l. 100 KM, który sprzedawany był również w Europie. Silnik w tej wersji połączony był z pięciostopniową przekładnią manualną i rozpędzał Celicę do 180 km/h. Od roku 1973 klienci Toyoty mogli oswoić się ze wspomnianą wcześniej Celicą 1600 GT. Ta wersja oprócz dwóch wałów krzywkowych miała jeszcze samoblokujący się dyferencjał tylnej osi. Rok 1975 przyniósł facelift modelu. Pojawiła się dodatkowo odmiana Liftback, nowe elementy wyposażenia i silniki.
Toyota dość szybko zakończyła jednak przygodę z Muscle-Cars, przynajmniej optycznie. Zaprezentowana w 1978 roku druga generacja Celici już nie prężyła tak ochoczo muskułów. Coupe przestało być prawdziwym "hardtopem": projektanci wstawili gruby słupek B. Zamiast płynnych linii pojawiło się więcej kantów. Z drugiej strony auto zyskało na praktyczności. Można było nim codziennie dojeżdżać do pracy. Miało więcej miejsca i było znacznie lepiej wykonane. W Stanach Zjednoczonych, gdzie o dziwo Celica sprzedawała się znakomicie, pojawiła się w sprzedaży wersja o nadwoziu Targa, którą nazwano SunChaser.

W sumie 40 lat obecności Celica przetrwała w postaci siedmiu generacji, które różniły się także między sobą w zależności od docelowego rynku sprzedaży. Model Toyoty zasłynął także w profesjonalnym sporcie. Carlos Sainz w 1990 roku zdobył Celicą GT-Four (stały napęd 4x4) swój pierwszy tytuł rajdowego mistrza świata. Szósta generacja Celici była z kolei jedną z najbardziej udanych i popularnych w ciągu całej historii auta. Najmocniejsza odmiana tej serii posiadała dwulitrowy silnik z podwójnym VVTI (zmienne fazy rozrządu). Osiągała moc 210 KM bez doładowania.

Ostatnie egzemplarze siódmej serii Celici zjechały z taśm montażowych w 2006 roku, tym samym zamykając serię aut o sportowym zabarwieniu w gamie Toyoty. Do szybkich modeli o nadwoziu Coupe z tylnym napędem Japończycy chcą powrócić wraz z modelem o FT-86 (kod fabryczny). Auto już kilkukrotnie było prezentowane w wersji koncepcyjnej przy okazji targów. Czy napędzany 200-konnym silnikiem Subaru model będzie kolejną generacją Celici? Czas pokaże.
Zobacz koniecznie: Wszystko o Toyota
Tematy w artykule: Toyota Celica historia

Podobne wiadomości:

Sportowa marka od Toyoty

Sportowa marka od Toyoty

Aktualności 2016-11-28

Toyota pracuje nad wodorową ciężarówką

Toyota pracuje nad wodorową ciężarówką

Ciężarówki i Autobusy 2016-11-23

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport