mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > "To prawdziwy szok"

"To prawdziwy szok"

Przy okazji wręczenia nagród w plebiscycie organizowanym przez mojeauto.pl na Internetowy Samochód Roku 2006 zapytaliśmy czołowego dziennikarza motoryzacyjnego w Polsce, Włodzimierza Zientarskiego o to co sądzi o nowych możliwościach zakupów samochodów korzystając z dobrodziejstw internetu i jak - jak sam przywykł się określać człowiekiem poprzedniej epoki - odnajduje się w erze nowych technologii.

mojeauto.pl: Internet czy jednak „stara szkoła” kupowania samochodów?

 

Włodzimierz Zientarski: Muszę powiedzieć szczerze, że biję się w piersi. Nie przewidziałem czegoś takiego, jako człowiek, który musi dotknąć, przeżyć, ucieszyć się, obejrzeć, powąchać, że można wybierać samochody przez Internet. Pewnie nigdy bym nie kupił samochodu korzystając z aukcji i innych form transakcyjnych nie oglądając go na żywo. Z pewnością jest to znakomita droga do uzyskania informacji, jednak mimo wszystko jestem zdania, że jeśli mam kupić model, który mi się podoba, muszę go najpierw zobaczyć.

 

Z kupowaniem samochodów przez Internet – i pewnie niczego nowego nie odkryję – jest tak jak z kobietami, a właściwie z małżeństwem. Nie można się ożenić przez Internet, chyba? (śmiech). Z tą kobietą trzeba przecież porozmawiać, zobaczyć jak się uśmiecha, jak się złości, jaki ma tembr głosu, jak... chodzi. Nie dowiesz się tego siedząc przed monitorem.

 

Z drugiej strony jednak odbieram to jako fenomen naszych czasów. Przewrotnie można powiedzieć tak – można sobie kupić auto nie wychodząc z domu. Siadasz przed komputerem, szukasz informacji i masz je, wszystko jak na wyciągnięcie dłoni, a raczej kliknięcie. Internet daje wiele możliwości. Dzięki niemu można przeglądać tony ofert, sprawdzić wszystkie komisy w Polsce, ba, nawet wszystkie nowe modele, które są w ofercie na naszym rynku w różnych opcjach wyposażenia. Dla mnie, jako człowieka z innej epoki jest to prawdziwy szok.

 

ma: Czy ten „szok” możemy poprzeć przykładem?

WZ: Jasne. Kiedyś miałem zamiar objechać wszystkie komisy na naszej zachodniej granicy, bo ilekroć pojawiałem się w tych rejonach twierdziłem, że zawsze można trafić na ciekawą ofertę. I wie Pan co? Nie dałbym rady, jest ich za dużo. A tutaj siadam, klikam i oglądam. Myślę, że tak naprawdę obie metody nabywania aut powinny się uzupełniać.

 

ma: Co jednak mogłoby Pana w pewnym stopniu przekonać do kupienia samochodu przez Internet?


WZ: Tutaj muszę nie jako podzielić dwie kategorie zakupów, na auta używane i nowe. W przypadku tych pierwszych chciałbym żeby te pojazdy były lepiej eksponowane, lepiej sfotografowane. Marzyłoby mi się, żeby były też filmowane, pokazane jak jeżdżą. Z nowymi jest już znacznie lepiej, bo oferty bazują na materiałach multimedialnych z koncernów. Czasami mam jednak wrażenie, że dealerzy zapominają o tym.

 

ma: Wróćmy jednak do form zakupu. Nie obawia się Pan, że Internet wyprze tradycyjne transakcje? Przecież jest szybciej, łatwiej, wygodniej...

 

WZ: Nigdy się nad tym poważnie nie zastanawiałem. Sądzę, że gdyby doszło do takiej sytuacji to będzie to pewien kolejny objaw dehumanizacji. Może się więc stać, że nie będziemy kupować samochodu, a jedynie kolejne narzędzie gospodarstwa domowego, jak pralkę czy lodówkę.

 

ma: Ulega Pan jednak czasami temu bądź co bądź nowemu trendowi? Przyznał Pan, że znacznie łatwiej jest znaleźć interesujący model.

WZ: Przyznam się, że tak. Co prawda nigdy nie nabyłem jednak w ten sposób samochodu, ale pierwszy raz w życiu „pozazdrościłem” mojej córce Joannie, że kupiła sobie świetny samochód i to właśnie przez Internet. Kupiła pięknego „Merola” 124, w świetnym stanie, bodajże z 1994 roku w wersji kombi i pakietem Brabusa. Dzięki temu zrozumiałem, że rola sieci jest przeogromna i trzeba z niej korzystać ale jak wcześniej zaznaczyłem, z pewnym umiarem.

 

ma: A jakich Pan samochodów szuka najczęściej?

WZ: Z racji zamiłowania, najczęściej przeglądam oferty z autami amerykańskimi. Chociaż od kiedy mam swoją nową, samochodową miłość - Cadillaca Brougham Elegance (Fleetwood) z 1989 roku – to rzadziej zaglądam na internetowe strony.

 

ma: Czy przyszłość, ta samochodowa, zależeć będzie od Internetu?

 

WZ: Jestem pewien, że jeśli chodzi o samochody używane to jak najbardziej tak. Jeśli chodzi o nowe modele niekoniecznie, bowiem w przypadku naszego rynku samochodowego i zasobności portfeli Polaków to nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi samochodu nie przyglądając się mu w salonie, wydając przy tym co najmniej 30 tys. zł.

Poza światem wirtualnym widzę jednak inną możliwość sprzedaży aut, która stosowana jest w Japonii od dość dawna, a na Zachodzie mogą sobie na nią pozwolić tylko nieliczni. Otóż proszę sobie wyobrazić, że w Japonii mimo bardzo dużego przemysłu motoryzacyjnego jest stosunkowo mało salonów. Tam często do klienta przyjeżdża sprzedawca i prezentuje mu samochód. Doradza przy wyborze koloru nadwozia, obić tapicerki itd. Póki co, usługa ta jest dostępna jednak dla wyższych sfer...

 

Zobacz serwis specjalny Internetowy Samochód Roku 2006

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Volkswagen Golf Sportsvan odświeżony
Volkswagen Golf Sportsvan odświeżony
Już za kilka tygodni na salonie we Frankfurcie będziemy mogli zobaczyć odświeżoną wersję rodzinnego Golfa Sportsvan. Producent zmienił wygląd, wzbogacił wyposażenie i odświeżył gamę silników.
Sky is the limit – Nowa Mazda CX-5 nie zna granic Sky is the limit – Nowa Mazda CX-5 nie zna granic