mojeauto.pl > motogazeta > Premiery > Koło ratunkowe Forda

Koło ratunkowe Forda

Mondeo 2.0 DI Trend

Koło ratunkowe Forda

Koncern nie ma ostatnio najlepszej passy. Wygląda na to, że w trudnej sytuacji kołem ratunkowym będzie nowe Mondeo

Stratedzy reklamy doskonale wiedzą, że na świecie istnieje pewien typ klienta - nazwijmy go Iksiński - którego w żaden sposób nie da się zaszufladkować. Jest to osobnik całkiem nieźle sytuowany i chętnie wydający pieniądze na przedmioty sprawiające przyjemność lub przydatne. Ogląda on chętnie reklamy, wyciąga z nich daleko idące wnioski, ale nie daje się kupić ani marką, ani zapewnieniami o jakości czy prestiżu. Ma tylko jeden warunek: jeśli w ogóle ma kupić interesujący go przedmiot, musi go kupić "okazyjnie", co jednak w jego rozumieniu nie oznacza "na lewo" czy od pasera, bo gwarancji pilnuje jak nikt inny. Nie, on chce, by upatrzony przedmiot przedstawiał największą wartość za swoją cenę. Czyli - był tani, ale naprawdę znakomicie wykonany.

Rzeczony pan Iksiński ma od jesieni 2000 nowy przedmiot zainteresowania: Forda Mondeo 2001. Oczywiście, dość typową reakcją jest tu okrzyk: Ford? To chyba żarty!" Ano, niestety, wciąż jeszcze pokutują pozostałości po niegdysiejszych stereotypach ("nie kupuj trzech F"), a zdziwienie tak myślących powiększy się ogromnie z chwilą, kiedy sąsiad, właśnie pan Iksiński, zaparkuje pod blokiem nowiutkie Mondeo. Bo ten Ford jest naprawdę bardzo dobrym autem i rzeczywiście wartym zachodu każdego pana Iksińskiego.

Już na pierwszy rzut oka widać, że auto to nie ma się czego wstydzić, nawet stając obok najnowszych modeli konkurencji. Co prawda dopatrzyć się w nim można i Passata, i Audi A4, i trochę innych renomowanych rywali, ale z pewnością jest to nadwozie atrakcyjne i nowoczesne - w końcu konkurencja także nie odkryła ostatnio żadnej nowej Ameryki w dziedzinie designu karoseryjnego.

Bardzo poważne rozmiary wewnętrzne - 4,73 m długości to próba częściowego zapełnienia luki po większym modelu Scorpio - gwarantują dużą przestronność wnętrza. Szczególnie pasażerowie tylnej kanapy będą mieli sporo do powiedzenia o przewagach nowego Forda nad właściwie wszystkimi innymi autami tej klasy. Tam siedzi się całkiem wygodnie, a i wysocy pasażerowie mają pełen komfort podróżowania.

Pod względem ukształtowania i dopracowania wnętrza Ford dokonał tu poważnego postępu. Pozycja za kierownicą jest wręcz znakomita, a obicia foteli są jędrne. Wszystko ładnie i pięknie, ale... Konsola środkowa to jakiś okropny misz-masz form i kształtów, a dochodzące spod deski rozdzielczej poskrzypywanie w aucie testowym dowodzi, że jednak do poziomu na przykład Passata Mondeo ma jeszcze ze dwa małe kroczki.

Nie są to jedyne uwagi do jakości Forda, ale przecież z założenia ma być on tańszy i apelować do zmysłu praktycznego pana Iksińskiego. A ten doceni takie rzeczy jak znakomity układ kierowniczy o nastawach specjalnie dobranych dla cięższego silnika wysokoprężnego czy dojrzałe zestrojenie układu jezdnego, oferujące bardzo wysoką sprawność, komfort i własności jezdne. Mimo dość sportowej twardości resorów kierując tym autem nierówności się widzi, ale ogromnie rzadko je wyczuwa. Warte podkreślenia jest też, że mimo brutalnie wielkiego momentu obrotowego turbodiesla napędzane przednie koła nie szarpią kierownicą. Zawieszenie jest po prostu super. A gdyby zamówić doń opcjonalnie system ESP (tylko 2900 zł) nowy model Forda stałby się jeszcze bezpieczniejszy i lepszy - o ile to w ogóle możliwe.

Seryjny ABS, zaopatrzony w elektroniczny układ podziału siły hamowania, wspomaga w dość istotny sposób układ hamulcowy wyposażony w cztery tarcze. Efekt to droga hamowania ze "stu" do zera wynosząca nieco ponad 38 m.

Zasilany wysokociśnieniową pompą rotacyjną o sterowaniu elektronicznym silnik ma bardzo dobre osiągi. Rozpędza ważące prawie 1,5 tony auto do 100 km/h w dość krótkim czasie - 10,7 s. Nie można złego słowa powiedzieć także o elastyczności wysokoprężnej jednostki. Dwulitrowy turbodiesel ma jednak braki w kindersztubie - jego maniery nie przystają do czasów, w których pod maskami konkurencji szumią niemal jedwabiście pracujące systemy Common Rail. 2.0 DI w Mondeo jest głośny i - na tle konkurentów - nieco paliwożerny. Prawie 7 l/100 km to jeden z wyższych wyników w tej klasie. No, ale w przyszłym roku jednostka ta otrzyma zasilanie CR, będzie wówczas dysponować i manierami, i większą siłą (130 KM).

Poczekamy, zobaczymy. Na razie pozostajemy na etapie zadawania pytań "dlaczego". Dlaczego w kokpicie znalazło zastosowanie tak wiele elementów z tworzyw o niskiej jakości? Dlaczego nawet w średniej wersji Trend na fotelach dostajemy tylko zwykły materiał? Dlaczego tyle tu niedoróbek (jak na przykład wyraźnie docinana ręcznie, scyzorykiem, uszczelka w drzwiach)?

Ford odpowiada na to, że po pierwsze nowe Mondeo ma być niedrogie, po drugie niedrogie, a po trzecie w testowanej wersji Trend Ford Mondeo z silnikiem 2.0 DI o mocy 115 KM kosztuje 81 900 zł. I w zamyśle szefów kolońskiej firmy ma to stanowić argument decydujący.

No cóż, zobaczmy, o czym nam on zdecyduje. Z pewnością 116ókonny konkurent ze Stuttgartu (C 200 CDI) jest bez szans u Iksińskiego, bo nawet najpełniejsze wyposażenie i najlepsza marka nie zniwelują różnicy 42 tysięcy złotych, a o tyle więcej

trzeba zapłacić za podstawowego diesla u Mercedesa. Niewiele większe szanse ma BMW 320d, które co prawda imponuje mocą (136 KM), ale kosztuje 116 tys. zł.

No, ale dajmy sobie spokój z ekstremami tej klasy i przejdźmy do konkurencji rzeczywistej, takiej jak Opel Vectra 2.0 DTI, Peugeot 406 HDI czy wreszcie nowy Volkswagen Passat TDI. Opel z pewnością powinien się czuć pokonany - w również średniej wersji wyposażenia (w porównaniu z Mondeo nie ma elektrycznego sterowania szyb tylnych) kosztuje mniej, bo 80 350 zł, ale jest przecież nieporównanie mniejszy i ma niższą moc. Także Peugeot przegrywa z Fordem w walce o Iksińskiego. W wersji 110ókonnej jest droższy od Mondeo o 2000 zł i ustępuje mu rozmiarami bagażnika oraz brakiem elektrycznego sterowania szyb tylnych (ma za to automatyczne wycieraczki uruchamiane czujnikiem deszczowym). Natomiast okrzyczany autem arcydrogim VW Passat jest tym razem dla Mondeo poważną przeszkodą. W wersji wyposażeniowej Comfortline 100ókonny Passat TDI jest tańszy prawie o 6000 zł od "tak taniego" Mondeo 2.0 DI - ale mimo wcześniejszych obietnic ma braki wyposażeniowe (tylko dwa airbagi, klimatyzacja jest opcją). Model 130ókonny także kosztuje mniej, ale i on wymaga doposażenia, co przy takiej cenie wyjściowej wydaje się już skandalicznym zdzierstwem. I podobnie jest podczas porównywania cen wersji benzynowych, choć bezpośrednich rywali w tych dwóch modelach doszukać się trudno - przy tych samych pojemnościach mają inne moce i na odwrót.

Szkoda, że nie znamy jeszcze cen i wyposażenia nowego Audi A4. W każdym razie te przejawy zdrowej konkurencji w górnej strefie klasy średniej dla nas wszystkich mogą być tylko powodem do radości. W takiej sytuacji bowiem zawsze wygrywa klient.

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport