mojeauto.pl > motogazeta > Samochody luksusowe > Zabawki dla bogaczy w Genewie

Zabawki dla bogaczy w Genewie

Wczoraj naszym tematem dnia były przystępne samochody dla przeciętnego Kowalskiego, które wystawione zostały na tegorocznych targach w Genewie. Dziś zajrzymy na zupełnie przeciwną stronę stawki - jedne z najdroższych samochodów, jakie pokazali światowi producenci.

Zabawki dla bogaczy w Genewie

Postanowiliśmy przybliżyć wam sylwetki większości sportowych i luksusowych samochodów, jakie można aktualnie spotkać na halach wystawowych w Genewie. Na pierwszy rzut pójdzie nowy Aston Martin Virage.

W zasadzie, stwierdzenie "nowy" nieco mija się z prawdą, jako że samochód jest... identyczny jak DB9 i DBS, pomiędzy które ma się wbić. Nie twierdzimy jednak, że to źle - styl Aston Martina jest piękny, ponadczasowy, arystokracki, a przecież nikt nie chciałby ryzykować utraty takich przymiotów. Linie Virage, DB9 i DBS, czyli, już teraz, wielkiej trójki Astona ("baby Aston", czyli Vantage, też coś z tego ma), już na tyle mocno osadziły się w świadomości miłośników luksusowych sportowych samochodów GT, że ich utrata na rzecz zupełnie nowego stylu byłaby wielce ryzykowna. Jednak takie przemiany niekiedy wychodzą markom na dobre. Przykładem tutaj może być Jaguar i nowy model XJ, który zerwał zupełnie stylistyczne więzi z poprzednim XJ, który wyglądał niemal identycznie od kilkudziesięciu lat. Ale, jakby nie patrzeć, Jaguara i Aston Martina trochę różni - masowa produkcja i ta niskonakładowa na Banbury Road w Gaydon w hrabstwie Warwick, gdzie każda nitka doszywana jest ręcznie, a drewno kształtowane dłutem, ręką doświadczonego stolarza. W tym drugim przypadku klienci zazwyczaj nie chcą radykalnych zmian, a konserwatyzmu. Chcą samochodów, które nie poddają się wszelkim modowym naciskom i idą swoją własną obraną ścieżką. O to właśnie chodzi w Aston Martinach - tutaj najnowocześniejsza technologia i elektroczne gadżety opakowane są w piękne "pudełko", które za kilkadziesiąt lat będzie przez nasze dzieci nazywane "dziełem sztuki". To jest właśnie klucz magii Aston Martina.

A teraz troszkę technicznie - sześciolitrowe V12, takie samo jak w DB9 i DBS, rozwija moc 497 koni mechanicznych, zatem do setki dojedziemy w 4,9 sekundy, a prędkość maksymalna to 299 km/h. Auto będzie dostępne w wersji dwuosobowej lub w układzie 2+2. Do sprzedaży wejdzie lada moment.


Następnym ciekawym debiutem jest długo zapowiadane Ferrari FF, czyli następca 612 Scaglietti. Wielu jest jego krytyków - "przecież to hatchback!". Po pierwsze nie hatchback, tylko już raczej liftback, a po drugie - co w tym złego? Przecież to nie jest następca F430, czyli 458 Italia, tylko auto GT, samochód, który ma wygodnie przewieźć cztery osoby i ich bagaż, w aurze ekskluzywnośći, prędkości, dźwięku V12 i magii Ferrari. I właśnie ta ostatnia jest tutaj najważniejsza. Nikt nie jest w stanie wyjaśnić konkretnie o co z nią chodzi, ale Ferrari to po prostu Ferrari - nieważne, czy siedzisz w FF, 458 Italia, California, 599 czy nawet klasycznym 250 GTO, którego obecne ceny sięgają kilku milionów funtów - zawsze poczujesz się tutaj wyjątkowo, inaczej. Wiesz, że jedziesz samochodem, którego znaczek widnieje na plakatach w milionach pokoi nastolatków na całym świecie. Samochodem marki, której nazwa jest synonimem auta sportowego, o której marzą miliony, a stać na nią tak niewielu. Ferrari to samochody dla pasjonatów, którzy mieli szczeście dorobić się poważnych pieniędzy, przez co mogli sobie pozwolić na takie auto. Niestety są też i tacy, którzy psują dobre imię Ferrari - banda kretynów po 21 lat, synów dobrze sytuowanych rodziców, którzy pożyczają od nich samochody, żeby "zadać szyku na mieście", po czym rozsadzają je na pół na filarze mostu przy prędkości 210 km/h. Oczywiście nie obrażając 21 latków - fakt, zdażają się i tacy, których umiejętności przewyższają wielu z większym stażem, jednak to niestety mniejszość. Do takich samochodów trzeba dorosnąć.

Jeszcze krótko od strony technicznej: 6,3 litrowe V12, moc 660 koni mechanicznych, moment obrotowy 683 Nm. Napęd na cztery koła, przenoszony poprzez siedmiobiegową automatyczną skrzynię biegów F1 DCT.

 

Koenigsegg także ma dużo do powiedzenia na tegorocznych szwajcarskich targach - Agera R. Krótka piłka: 1.115 koni mechanicznych z pięciolitrowego V8, co daje teoretyczną prędkość maksymalną 440 km/h, jednak Szwedzi ograniczyli ją do 375 km/h. Ale, ale! Firma może na jakiś czas przy sprzyjających warunkach zdjąć na życzenie blokadę, a wtedy możemy na własnej skórze odczuć czym tak naprawdę są "veyronowskie" prędkości. Ciekawą rzeczą jest też fakt, że pełna moc i osiągi dostępne są, gdy samochód zasilany jest bioetanolem E85, natomiast przy zwykłej Pb 95, moc oscyluje w granicach 940 koni mechanicznych, a moment wynosi około 1.100 Nm, zamiast maksymalnych 1.200.

Pytacie o wagę? 1.330 kilogramów, czyli wyobraźcie sobie ponad tysiąc konnego Golfa.


Na Frankfurt Motor Show w 2009 roku Maserati pokazało odkrytą wersję swojego modelu GranTurismo. Firma na obecnych targach w Genewie pokazuje właśnie jej usportowioną odmianę - GranCabrio Sport z 4,7 litrowym V8 o mocy 450 koni mechanicznych i momencie obrotowym 510 niutonometrów, rozpędzającym auto maksymalnie do 285 km/h. Moc jest o 10 koni wyższa, a moment o 20 Nm w stosunku do standardowej wersji GT. Z zewnątrz, różnicami są: czarny grill, przyciemnione reflektory, przednie boczne spojlery oraz nowe boczne progi.

Sprzedaż rozpocznie się latem tego roku.


102EX EV - Pod tą nazwą kryje się po prostu elektryczny Phantom. Samochód ma służyć brytyjskiej marce jako platforma testowa dla jej przyszłych wozów, które mają być napędzane alternatywnymi źródłami energii, np. tym, którym napędzany jest toster. Drugim celem konstruktorów było pozbieranie opinii ekspertów, dziennikarzy, partnerów biznesowych oraz klientów, związanych z marką już od jakiegoś czasu, na temat tego typu napędu w samochodzie ze znaczkiem RR. Są tutaj dwa silniki elektryczne z mocą 145 kW każdy, a za magazynowanie energii odpowiedzialne są gigantyczne baterie. Moc 389 koni mechanicznych i moment obrotowy 800 Nm to właściwości tej wersji, w porównaniu do normalnej z 453 KM oraz 750 Nm momentu. Auto ma mieć zasięg 200 kilometrów oraz możliwość dojechania do setki w 8 sekund (dla porównania: Phantom z silnikiem V12 dojdzie do 100 km/h w czasie 5,7 s).

Od strony wizualnej samochód w zasadzie nie różni się niczym od normalnego brata. Błękitny lakier, którym pokryty jest elektryczny egzemplarz, zawiera w sobie ceramiczne nanoatomy, dzięki którym niesamowicie mieni się w świetle. Ponadto, statuetka Spirit of Ecstasy wykonana jest teraz z materiału o nazwie Makrolon, zamiast ze stali, co sprawia, że jest świecąca w ciemności. Wewnątrz jedyną zmianą są oczywiście zegary, dostosowane do innego źródła napędu.

Wszystko pięknie i ładnie, ale elektryczny Rolls-Royce? Poważnie?


Na stoisku Bentleya żadnych niesamowitych nowości nie udało nam się dostrzec. Jest tutaj odświeżony Continental GT, którego premiera miała miejsce już jakiś czas temu, Flying Spur Series 51, a także limitowana do 100 sztuk wersja Continentala Supersports o nazwie "Ice Speed Record", w której zmiany ograniczyły się do czystych stylistycznych detali w postaci czarnych felg, wewnętrznych karbonowych elementów z czerwonymi wstawkami oraz specjalnymi kolorami lakieru (Beluga, Quartzite oraz Arctica White).


Genewskie targi zaszczyciło także Bugatti ze swoim Veyronem 16.4 w odmianie Super Sport. 1.200 koni mechanicznych mocy (199 więcej niż w standardzie, a raczej "standardzie") i niebotyczny moment obrotowy sprawiają, że przyspieszenie auta zrywa nam twarz podobnie jak to czyni 20 kilogramowy kilof. Najwyższą osiągniętą prędkością w testach było 431,07 km/h na słynnej elipsie Ehra-Lessien, nieopodal siedziby VW w Wolfsburgu.

Wartość auta nie została podana do publicznej informacji, jednak spodziewamy się, że jest dosyć... wysoka.


W końcu! Od długich tygodni Lambo dręczyło nas ukazywaniem krok po kroczku elementów nowego supersamochodu: a to lusterko, a to wlocik, a to klameczka, a to kierunkowskazik. Mieliśmy tego powoli dość, zatem w samą porę zobaczyliśmy to monstrum. Stylistycznie samochód oczywiście nawiązuje do poprzednika, czyli dziesięcioletniego Murcielago, jednak wszystko tutaj jest dużo nowocześniejsze. Aventador LP 700-4 napędzany jest nowiutkim 6,5 litrowym V12 o mocy 700 koni i momencie obrotowym 690 niutonometrów. Auto ma wiele wspólnego z poprzednim modelem: jego nazwa pochodzi od słynnego byka, ma silnik V12 pod maską, wchodzi się do niego przez "nożyczkowate" drzwi i w zasadzie nie ma większego sensu w codziennym użytkowaniu. I o to chodzi.

Oprócz nowego silnika, znajdziemy tu też nowiutką skrzynię biegów ISR (Independent Shifting Rod), która jest lżejsza, szybsza (50 milisekund na zmianę przełożenia) oraz bardziej... "emocjonalna", czy "emocjonująca", jak to określa Lamborghini, od tradycyjnej dwusprzęgłowej, a także mniejsza od normalnego manuala.

Spalanie w mieście: 27,3 l/100km; trasa: 11,3 l/100km; średnio: 17,2 l/100km. Emisja CO2 398 g/km. Unia Europejska nie będzie zadowolona.


Z nowym Pagani, którego nazwa mogłaby być zapisana "Huayrayuayra", co nie zrobiłoby większej różnicy w kwestii trudności jej wymowy, było podobnie jak z Aventadorem. Firma początkowo wypuściła serię krótkich filmików, ukazujących nastepcę Zondy - na jednym z nich widoczny był jedynie kluczyk. Jednak całe te zabawy puszczamy w niepamięć i oto widzimy przed sobą następcę niesamowitej Zondy, której powstało wręcz miliony odmian o różnych literkach na klapie silnika. Zonda miała to do siebie, że onieśmielała potencjalnego kierowcę. Jej stylistyka rodem z komiksu, która sprawiała, że każdy dorosły facet momentalnie zamieniał się w dziecko, rozdziawiając buzię i krzycząc "WOW!", sprawiała, że wielu po prostu bało się nią poszaleć. Ale nic bardziej mylnego - to auto, i to w większości odmian, nawet tych najostrzejszych, było bajecznie proste w prowadzeniu i opanowaniu w krytycznych sytuacjach. Było wszystkim tym, o co właściwie chodzi w supersamochodzie - niepraktyczne do granic możliwości, nie do końca nadające się na większość dróg Europy, niebotycznie drogie, najlepiej pomarańczowe, a po dłuższej podróży w nim konieczna była wizyta u kręgarza. Jeśli ktoś powie przez to wszystko: "co za beznadziejny samochód!", lepiej niech pozostanie przy swoim Polo 1.4 TDI. Piaggio robi świetne skutery. Kusi?

Huayra, czyli południowoamerykański bóg wiatru, stylistycznie nie różni się bardzo silnie od Zondy, jednak jest jakby ugładzona, bardziej spokojna - nie ma tu już 10 metrowego tylnego spojlera i przednich "splitterów", które na najmniejszym wgłębieniu szorowały o asfalt. Hauurrerarrurayra napędzana jest sześciolitrowym, podwójnie doładowanym V12 o mocy 700 koni mechanicznych, którego dźwięk na niskich i średnich obrotach pozostawi cię w osłupieniu, natomiast przy wysokich zachwyci i sprawi, że twoją jedyną formą komunikacji przez resztę życia stanowić będzie język migowy. Cóż, od czasu do czasu trzeba się poświęcić dla wyższej sprawy, prawda?


Gratulujemy, jeśli udało się wam przebrnąć przez najważniejsze premiery z tych "najdroższych" na tegorocznym 81. Geneva Motor Show. Kto wie, czy wśród naszych czytelników nie ma potencjalnych klientów któregoś z wyżej wymienionych producentów. Jeśli faktycznie, to co byście wybrali? Podzielcie się swoimi opiniami poniżej.


Podobne wiadomości:

Rolls-Royce Cullinan - SUV z Goodwood

Rolls-Royce Cullinan - SUV z Goodwood

Samochody luksusowe 2016-12-02

Kultowe Ferrari 250 GTO - czy rekord zostanie pobity?

Kultowe Ferrari 250 GTO - czy rekord zostanie...

Samochody luksusowe 2016-11-18

Komentuj:

~WAN 2012-01-10

Koenigsegg jest świetny, ale tu jest kilka lepszych. Choć jak zwykle przy luksusowych egzotykach trudno jest wybrać, co jest naprawdę lepsze. Zbyt wysoki poziom (także cenowy)

~nowik 2011-03-03

zdecydowanie Koenigsegg, superrrrrrrr autkoooooo

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport