mojeauto.pl > motogazeta > Technika > Klimatyzacyjny problem

Klimatyzacyjny problem

Według przepisów Unii Europejskiej już od przyszłego roku nie będzie można stosować znanego, bezpiecznego i tańszego czynnika chłodzącego R134a w urządzeniach klimatyzacyjnych. Jest już kreowany jego następca, który niekoniecznie będzie lepszy.

Klimatyzacyjny problem
Zalecenia Unii Europejskiej mówią jedno. Już od przyszłego roku w nowo produkowanych urządzeniach klimatyzacyjnych w samochodach nie będzie można stosować dotychczasowego czynnika o nazwie R134a. Zrobił on karierę paręnaście lat temu kiedy okazało się, że freon ma degradacyjny wpływ na powłokę ozonową naszej planety. Przez te kilka lat zmieniły się priorytety ekologicznego lobby. Dziura ozonowa przestała być tematem modnym, a na tacy pojawił się problem globalnego ocieplenia. W efekcie tego czynnik R134a z racji swoich właściwości urósł do rangi niewyobrażalnego problemu. Na tyle poważnego, że już w przyszłym roku zostanie wycofany.

Okazuje się, że mimo nadchodzącej daty zakazu, nie za bardzo wiadomo co tak naprawdę zastąpi obieg tego gazu w urządzeniach klimatyzacyjnych naszych samochodów. Czy będziemy skazani na "gotowanie się" w samochodzie podczas letnich upałów? Raczej nie. Naukowcy już dobre parę lat temu opracowali tzw. silnik Schurkeya, który do działania nie potrzebuje chemicznych czynników, a wykorzystuje dwutlenek węgla. Co najciekawsze obecne już na rynku urządzenia bardzo łatwo dałoby się przestroić na mniej szkodliwy i przede wszystkim ogólnie dostępny gaz. Układ wykorzystujący CO2 pracuje pod wyższym ciśnieniem. Wprowadzenie takiego rozwiązania przy produkcji urządzeń klimatyzacyjnych spowodowałoby wzrost kosztów na jednym urządzeniu o zaledwie kilkaset złotych. To niewiele zważając na to, że nabicie układu kosztowałoby dosłownie grosze. I to jest w sumie największy problem. Nie od dziś wiadomo, że ktoś musi na tym zarobić.

Koncerny chemiczne nie śpią. Kilka z nich wpadło już na pomysł jak zastąpić R134a i przy okazji zadowolić ekologów. Nowy czynnik chłodniczy ma jeszcze bardziej enigmatyczną nazwę niż poprzednik - HFO-1234yf. Podobno ma on dużo mniejszy wpływ na zmiany klimatyczne w atmosferze, a na jego korzyść przemawia fakt, że po lekkich modyfikacjach można go stosować w dotychczasowych urządzeniach służących do chłodzenia powietrza. Wydawałoby się, że problem został rozwiązany, ale do lukru który serwują nam koncerny chemiczne trzeba dołożyć łyżkę dziegciu. Nowy czynnik jest palny, a pod wpływem wysokiej temperatury zamienia sie we fluorowodór. Tego z kolei przedstawiać nie trzeba. W kontakcie z wodą powstaje z niego kwas fluorowodorowy, który jest przede wszystkim bardzo mocno żrący, rakotwórczy i sieje spustoszenie w przyrodzie.

Nie trzeba daleko sięgać wyobraźnią, żeby przekonać się o szkodliwych skutkach  tej chemicznej bomby. Podczas wypadków samochody potrafią bardzo szybko stanąć w płomieniach. Gdy dojdzie do rozszczelnienia układu klimatyzacji lub kontaktu z wodą, efekty będą zatrważające. Gdyby z kolei w układzie chłodzącym znajdował się dwutlenek węgla, a w komorze silnika doszłoby do pożaru i rozszczelnienia klimatyzacji, to ulatniający się pod wysokim ciśnieniem CO2 zadziałałby niczym gaśnica. Jednak klimatyzacja nabita CO2 to dla branży motoryzacyjnej kiepski interes. Nie dość, że koncerny musiałyby zainwestować wielkie pieniądze w rozwój technologii, to interes związany z uzupełnianiem chłodziwa nie byłby już taki dochodowy.

Podobne wiadomości:

Upał w samochodzie to nie żarty! Sprawdziliśmy, ile wytrzymamy

Upał w samochodzie to nie żarty!...

Bezpieczna jazda 2015-08-10

Jak serwisować i używać klimatyzację w samochodzie

Jak serwisować i używać klimatyzację w...

Serwis auta 2015-06-02

Komentuj:

~kierowca 2010-07-30

Tam gdzie mówią pieniądze, prawda milczy.

aaa 2010-07-30

Ciekaw jestem czy są przepisy przejściowe czy po prostu każdy samochód wyprodukowany od 2011 będzie tykającą bombą? Niestety lobby ekologiczne czy po prostu eko terroryści muszą zarabiać jak najwięcej, tym razem jak widać kosztem bezpieczeństwa ludzi.... To trochę tak jak z samochodami elektrycznymi. Do wytworzenia prądu potrzeba nam spalania węgla który jest bardzo szkodliwy dla środowiska, o wiele bardziej niż np. silnik diesla użyty do napędu równoważnego samochodu. Do produkcji baterii wozimy po całym świecie statkami trujące substancję, w końcu robimy baterie które nigdy się nie poddadzą pełnej utylizacji. Ale nadal się nam wmawia, że samochody elektryczne mniej będą zatruwały środowisko...... ktoś musi na tym zarobić.... niestety najbardziej środowisko ucierpi właśnie dzięki ekologom i ich ..... konieczności zarabiania....

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport