mojeauto.pl > motogazeta > Technika > Zapasówka czy zestaw naprawczy?

Zapasówka czy zestaw naprawczy?

Przebicie opony w trakcie jazdy to zjawisko tyle niebezpieczne co niepożądane przez kierowców. Wymiana koła poza warsztatem samochodowym czasami potrafi być dość uciążliwą czynnością. Od pewnego czasu producenci aut raczą klientów nowymi rozwiązaniami radzenia sobie z tym problemem często montując w nowych modelach spray z musem lub zestaw naprawczy w miejsce koła zapasowego. Jednak czy te nowatorskie narzędzia potrafią być tak skuteczne jak tradycyjny, pełnowymiarowy pneumatyk?

Zapasówka czy zestaw naprawczy?
O tym, że takie jak wyżej wymienione alternatywne akcesoria pojawiły się w powszechnym użytku świadczy pewien fakt. Producenci samochodowi podpierając się wszelakimi statystykami awaryjności doszli do wniosku, że przebicie opony w trasie zdarza się stosunkowo rzadko. Skoro zdarza się tak rzadko to uznali, że dodatkowy pneumatyk jest zbędny. W zamian za to mogli obniżyć koszty produkcji, zaoferować klientom dodatkowe litry pojemności w bagażniku (np. w postaci podwójnej podłogi) i obsypywać nas wątłymi argumentami o niższej masie auta przekładającej się na zmniejszenie wyników spalania.

Jednak nie ma monet tylko z awersem. Na niecodzienne przeprowadzenie testu ze sprawdzeniem jakości oferowanych powszechnie sprayów z musem oraz zestawów naprawczych zdecydowali się technicy niemieckiego automobilklubu ADAC. Poddali oni wnikliwym próbom dziesięć zestawów naprawczych i trzy różne rodzaje sprayów. Jak pokazały wyniki testu większość z tych narzędzi nie było w stanie skutecznie zastąpić koła zapasowego. Co więcej, okazało się, że każdy z badanych sprayów w ogóle nie spełnia swoich zadań! Według raportu ADAC problemy z użytkowaniem tych akcesoriów bywa kłopotliwe już po samym rozpakowaniu. Wszystkie testowane puszki sprayu z musem zaklejającym oponę od wewnątrz trudno założyć na wentyl opony, mus jest w stanie zakleić tylko małe przetarcia i dziury, a ponadto instrukcje obsługi zamiast w prosty sposób zilustrować posługiwanie się tym narzędziem, częściej komplikują niż pomagają w jego użytkowaniu. Eksperci ADAC zwracają również uwagę w niektórych przypadkach na brak całkowitej użyteczności sprayów w niskich temperaturach.

W sytuacji przebicia opony zdecydowanie lepiej jest polegać na zestawach naprawczych. Drugi rodzaj akcesoriów składa się także z musu i kompresora (w zestawach naprawczych kompresor jest jednak oddzielnym elementem). Mimo przewagi nad sprayami, żaden z 10 produktów niestety nie otrzymał najwyższej oceny. Pięć z nich zakończyło test z notą „dobrą”, dwie „zadowalającą”, zaś pozostałe trzy tylko „wystarczającą”. Werdykt ADAC w tym przypadku był korzystniejszy dla połowy testowanych zestawów przede wszystkim ze względu na bardziej zrozumiałą instrukcję obsługi i możliwość zaklejenia większych ubytków w oponie. Przy korzystaniu z takich rozwiązań należy jednak zwrócić uwagę na dużą rozbieżność cenową w przypadku uzupełnienia zestawu. Koszt zakupu nowego kompresora wraz z płynem zaklejającym waha się w Polsce od 90 do nawet 200 zł. W większości przypadków produkty te są do jednorazowego użytku. Kolejną wadą zestawów naprawczych jest obowiązek ograniczenia prędkości podczas jazdy z tak zabezpieczoną oponą do ok. 70 km/h, a w niektórych przypadkach nawet do 50 km/h (np. podczas jazdy po nierównych drogach lub w wyniku drgań na kierownicy spowodowanych nie wyważeniem opony). Przejechać można zatem raczej krótki dystans do najbliższego warsztatu wulkanizacyjnego. Takim zestawem nie można naprawić defektów na bocznych ścianach opony ani przy wentylu.

Przy korzystaniu ze sprayu czy zestawu naprawczego trzeba przestrzegać dodatkowo kilku istotnych reguł, o których mowa jest także w każdej instrukcji. Najważniejsze jest zachowanie ostrożności przy kontakcie z musem. Ma on działanie szkodliwe dla organizmu. Należy co jakiś czas sprawdzać ciśnienie w oponie – jeśli ciągle maleje to znaczy, że dziura w oponie jest zbyt wielka i nie można jej zakleić lub też należy wpompować kolejną dawkę musu. Należy jednak zachować w tym umiar, ponieważ wtryskana zbyt duża ilość substancji, to później przekleństwo dla wulkanizatorów w trakcie oczyszczania i naprawy takiej opony.

Nie tak dawno temu na rynku pojawiła się alternatywa dla sprayów i zestawów naprawczych w postaci tzw. opon RunOnFlat. Ich działanie opiera się na tej samej filozofii co tych dwóch produktów jednak z taką różnicą, że mus ukryty jest już w wewnętrznej ścianie opony zaklejając ją zanim tak naprawdę kierowca zdąży się czegokolwiek domyślić. Jeśli dziura jest stosunkowo duża wówczas o spadku ciśnienia w konkretnym pneumatyku zostanie on powiadomiony specjalnymi czujnikami umieszczonymi w każdym z kół. Niestety póki co w opony RunOnFlat, które po raz pierwszy zostały wykorzystane w autach rajdowych (system ATS), obecnie wyposażane są standardowo modele z wyższej półki. Zakup na własną rękę jest oczywiście możliwy w większych serwisach oponiarskich (zaleca się dokupienie czujników ciśnienia), jednak ich ceny są zdecydowanie wyższe od zwykłych opon.  

Wniosek nasuwa się jeden. Jeśli z reguły podróżujemy w warunkach miejskich w ramach zwiększenia miejsca w bagażniku możemy zaopatrzyć się w dobrej jakości zestaw naprawczy. Jeśli natomiast zamierzamy wybrać się w miejsce/teren gdzie trudno o gęstą sieć serwisów, zapasowe pełnowymiarowe piąte koło u wozu, wbrew przysłowiu, może okazać się bardzo przydatne.

Podobne wiadomości:

Test opon letnich 2016 w auto motor i sport

Test opon letnich 2016 w auto motor i sport

Aktualności 2016-04-05

Goodyear przedstawia oponę dla samochodów autonomicznych

Goodyear przedstawia oponę dla samochodów...

Technika 2016-03-15

Komentuj:

marko1 2013-02-24

@Viktorr^ nie

Viktorr 2013-02-22

Zapas jest komfortowym rozwiązaniem, ale na cienkiej dojazdówce nie pośmigasz i zestaw spray lepszym rozwiązaniem. I tu mam pytanie, czy po naprawie tym dezodorantem opona ma pełne parametry i swoje właściwości.

artikos 2013-02-11

Polecam zakład samochodowy asbserwis.com

~Kamel24 2013-01-09

http://www.kamel24.waw.pl

~dobromir 2011-02-21

Awaria ogumienia to najmniejszy problem jaki w trasie może nas spotkać. W aucie nawalić może wszystko (słownie: wszystko). Dlatego też olewam zapasówki, żarówki, dojazdówki i inne takie, i nigdy nie ruszam się z domu bez zapasowego... samochodu na przyczepie. W dalszą podróż, np. do sąsiedniego województwa, drugim autem jedzie za mną asystent z takim samym zestawem zapasowym na holu. Tak na wszelki wypadek. Gdyby jednak i to nie wystarczyło, na zaprzyjaźnionym lotnisku czeka pod telefonem pilot helikoptera z podczepionym do maszyny zapasowym samochodem. Być może to już zakrawa na paranoję, ale ów pilot ma kumpli - pilotów, gotowych na każde wezwanie podrzucić kolejne zapasowe auta w razie by co. Mimo takiego stanu rzeczy nie czuję pełni komfortu psychicznego i podjąłem rozważania, co jeszcze można byłoby zrobić w przypadku, gdyby te wszystkie zapasowe auta uległy awarii a ja miałbym kaprys kontynuować podróż samochodem.

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport