mojeauto.pl > motogazeta > Technika > Zelektryzują Europę, ale nie tak szybko

Zelektryzują Europę, ale nie tak szybko

Przyszłość samochodów elektrycznych stoi w blokach startowych. Producenci w znacznym stopniu zdołali opanować większość technicznych zawiłości nowego napędu i dumnie zapowiadają produkcję pierwszych seryjnych egzemplarzy. Niestety na przeszkodzie do rozpoczęcia elektrycznej rewolucji w motoryzacji stoją póki co wysokie koszty produkcji i znajdująca się w powijakach infrastruktura.

Zelektryzują Europę, ale nie tak szybko
Przynajmniej ten ostatni problem zamierza rozwiązać własnym rękami Nissan. Japoński koncern szuka na całym świecie partnerów, którzy pomogliby mu rozbudować  - głównie w Europie - sieć stacji, z lejącym się do "baków" prądem. Cel szlachetny, ale czy możliwy do zrealizowania?

Nissan do swojego projektu nie zamierza włączać tylko prywatnych inwestorów. Pomocy chce szukać w państwowych programach rozwoju, które opracowuje każdy cywilizowany kraj. Do rozwoju sieci elektrycznych stacji chce zachęcić także innych producentów, którzy w przyszłości mogliby czerpać profity, podobnie jak japońska firma. Kłopot w tym, że koszty takiej inwestycji są obecnie trudne do oszacowania. Sam Nissan w swojej prezentacji tego projektu stroni od podawania jakichkolwiek kwot. Jedno jest pewne - zależy mu na czasie.

Już w 2011 roku Nissan zamierza wprowadzić na europejski rynek serię konkurencyjnych aut o napędzie elektrycznym. Na początek skieruje swoją flotę do Portugalii, Irlandii i Danii. Rządy tych państw są bowiem bardzo zainteresowane rozwojem czystego ruchu drogowego. Ponadto to te kraje mają nieodpartą pokusę bycia głównymi propagatorami nowego trendu w motoryzacji. Do zakupu elektrycznych aut obywateli w Portugali, Irlandii i Danii mają zachęcać specjalne dopłaty rządowe, abolicja podatkowa przy zakupie i inne typy zwolnień z opłat w trakcie codziennego użytkowania samochodu zasilanego voltami. Pomoc państwa, przynajmniej na początku, może okazać się kluczowa. Jak na razie produkcja elektrycznych aut jest droższa od produkcji pojazdów tradycyjnych. Nissan przyznał się, że koszt wyprodukowania jednego egzemplarza samochodu z napędem elektrycznym, przekracza cenę jego odpowiednika z silnikiem wysokoprężnym. I to nie wliczając w tą sumę kosztownych baterii, w których lokowana jest cała energia.

Dofinansowanie z państwowego budżetu nie jest tylko istotne z punktu widzenia klienta indywidualnego. Liczy się także, a może przede wszystkim, przekonanie do nowej technologii wielkiej rzeszy kierowców, gdyż dopiero odpowiednio silny trend zakupowy, będzie w stanie w znaczący sposób wpłynąć na dynamikę rozbudowy sieci stacji z alternatywnym paliwem. Tylko w takim przypadku prywatni inwestorzy będą gotowi wyłożyć swoje pieniądze na stół.

Trzeba tutaj oczywiście zaznaczyć, że rozwój sieci to nie tylko ukłon państw w stronę samego Nissana, bowiem zaraz po japońskich autach do sprzedaży trafią samochody konkurencji, dla której bogata sieć stacji będzie stanowić także podstawowy argument w walce o klienta. Jest to więc duża szansa dla małych państw, nie posiadających swojego przemysłu motoryzacyjnego. Dzięki niewielkiej powierzchni będą one mogły relatywnie szybko stworzyć własną infrastrukturę, bez zbędnego patrzenia się na interesy gospodarcze pozostałych krajów. Polska na szybki rozwój nowych stacji nie ma co liczyć. Po pierwsze jesteśmy stosunkowo dużym krajem, więc gęste rozwinięcie sieci elektrycznych stacji wymagałoby sporych inwestycji. Co jeszcze istotniejsze, polski rynek motoryzacyjny nie miał jak dotąd żadnej styczności z autami napędzanymi na prąd. Stąd potrzeba byłoby kilku lat, aby odpowiednia liczba tego typu pojazdów mogła zagwarantować rentowność takiej sieci. Szczególnie u nas taka sytuacja wymusiłaby zaangażowanie i wspieranie dotacjami ze strony państwa, a z tym jak wiadomo jest w Polsce nienajlepiej.

Kluczem do rozwiązania problemu deficytu stacji mógłby okazać się kolejny pomysł forsowany przez Nissana. W raz ze swoim biznesowym partnerem Renault, Japończycy chcą wprowadzić do sprzedaży samochody z wymiennymi bateriami. Pomysł na tego typu rozwiązanie wziął się z Westernów, gdzie kowboje do perfekcji opracowali sztukę Pony-Expressu. Na Dzikim Zachodzie tworzone były specjalne punkty, w których mogli oni zamienić zmęczone podróżą konie, nie tracąc w ten sposób czasu na ich długi odpoczynek. W przypadku samochodów wymiana baterii miałaby trwać zaledwie kilka minut, zwiększając tym samym zasięg wehikułu. Pod względem technicznym takie auta niewiele różniłyby się od typowych pojazdów elektrycznych. Posiadałyby one wymienny adapter, bezpośrednio zintegrowany z bateriami.

Nissan natomiast postawił sobie za punkt honoru, osiągnięcie w ciągu dwóch kolejnych lat pułapu produkcji samochodów elektrycznych na poziomie 180 000 sztuk rocznie. Na początek zamierza wprowadzić pięciomiejscowego kompakta, którego wersja produkcyjna ujrzy światło dzienne jeszcze we wrześniu tego roku. Kolejne e-modele Nissana mają pojawić się w niedługim czasie. Potwierdzeniem tych słów może być wypowiedź szefa europejskiego działu handlowego Nissana, Simona Thomasa, który zdradził, że japońska firma co roku zamierza prezentować nowy pojazd z elektrycznej serii. Kooperant Nissana, Renault na 2011 rok planuje także wprowadzenie modelu wykorzystującego nową technologię. Chodzi tutaj najprawdopodobniej o "hybrydową" wersję Renault Megane. Właściwy samochód zasilany z kontaktu, przeznaczony do masowej produkcji, ma natomiast zadebiutować rok później.

Oczywiście daleka jest jeszcze droga do kompletnej wymiany aut z silnikami spalinowymi na ich elektrycznych następców. Na początek elektro-mobile mogłyby sprawdzić się w parkach flotowych dużych firm, obsłudze komunalnej wielkich aglomeracji lub jako drugi samochód w rodzinie, głównie służący do jazdy miejskiej. Na dzień dzisiejszy auta z silnikami benzynowi i wysokoprężnymi są daleko przed nimi, zarówno jeśli chodzi o zasięg podróży na jednym baku, koszty produkcji, ceny, osiągi czy wreszcie dostępność zasilania.

Podobne wiadomości:

Renault wzywa auta do serwisu

Renault wzywa auta do serwisu

Aktualności 2016-11-15

Tanie auto elektryczne od Renault-Nissan

Tanie auto elektryczne od Renault-Nissan

Aktualności 2016-11-08

Komentuj:

~nina 2009-07-23

Tak.

~zen 2009-07-23

polska (piszę z małych bo na DUŻE trzeba zasłużyć!) też będzie za wprowadzeniem takich siamochodów, znając życie, cena 1kW wzrośnie kilkakrotnie + jakieś wymyślone durne badania. później będą badania i wyjdzie, że są bardziej awaryjne, bardziej trują i są rakotwórcze. a jedyne dotacje na zakup dostaną rodziny i znajomi tych co przy korycie!(nie obrażając świń)

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport