Škoda z aspiracjami

Najpierw MB 100, potem stopiątka, później Favorit - Skoda zmotoryzowała Czechosłowację. Teraz czeski potentat motoryzacyjny, wprowadzając nowego Superba, rzucił rękawicę konkurentom z całej Europy.

Škoda z aspiracjami

Poprzedni model Superba budził kontrowersje. Nie wyglądem czy osiągami, ale tym, że Škoda ośmieliła się wprowadzić na rynek limuzynę segmentu D. Znaczna część motoryzacyjnego świata nie wróżyła największej Škodzie sukcesu. Głównie przez znaczek na masce. Logo Indianina nie niosło za sobą rzeczy dla wielu bardzo istotnej – prestiżu marki.

W Superbie drugiej generacji znaczek się nie zmienił. To dobrze. Będzie mógł zawstydzać posiadaczy innych, bardziej prestiżowych, marek.

Stylistyka
Superb pierwszej generacji mógł zostać pomylony z Passatem. Jego następcy to nie grozi. Bez względu na to, z której strony spojrzymy na czeską limuzynę, odnajdziemy wyjątkowe cechy przynależne tylko dla tego modelu.

Z przodu uwagę zwracają trzy elementy. Przetłoczenia na masce, które poza efektem wizualnym pomagają obniżyć także współczynnik oporu powietrza. Pionowe zakończenie górnej krawędzi świateł. Wyznaczone częściowo przez linię maski, a częściowo przez błotniki. Oraz uśmiech. Tworzą go dwa aluminiowe elementy wlotów powietrza wygięte ku górze. Jeżeli przyjrzymy się bliżej, okaże się, że światła mają wytłoczony napis – Superb. Odrobinę pretensjonalne.

Zostawmy przód i zerknijmy na czeszkę z profilu. Testowany model stał przyodziany w 17-calowe, dziewięcioramienne felgi z aluminium. Tak namarginesie, do wyboru jest aż siedem rodzajów obręczy kół. Poza kołami lekkości ciemnej limuzynie (do wyboru jest 12 rodzajów lakieru) dodawała aluminiowa listwa biegnąca wzdłuż drzwi i obwódki wokół szyb.

Jednak największe wrażenie robiły rozmiary obu par drzwi. Obiecywały, że za takimi wrotami kryją się iście pałacowe przestrzenie.

Pozornie najbardziej prozaiczny jest tył samochodu. Jedynymi ozdobnikami jest podwójna końcówka wydechu i aluminiowa listwa wyznaczająca krawędź klapy. Tak naprawdę, to właśnie z tyłu Superba kryje się innowacyjne rozwiązanie. Otwieramy klapę sedana i naszym oczom ukazuje się ogromny bagażnik, nomen omen, z funkcją domykania. Wystarczy, że najpierw przytrzymamy przez kilka sekund inny przycisk, a następnie otworzymy bagażnik i już będzie to bagażnik nie sedana, lecz liftbacka. Simply Clever, jak głosi slogan reklamowy.

Bogate wnętrze
Nie sposób uniknąć porównań do poprzedniego modelu, więc i tym razem wesprzyjmy się tym, co było, żeby pokazać to, co jest. Bagażnik, bez względu na to, jak zdecydujemy się go otworzyć, skrywa 565 litrów czekającej na załadunek powierzchni. To bardzo dobry wynik, który może oznaczać tylko jedno: we wnętrzu nie będzie tak dużomiejsca jak w poprzedniku, zwłaszcza na tylnej kanapie. A tu zaskoczenie – w Superbie było nieporównywalnie więcej miejsca i to nie tylko w odniesieniu do poprzedniego modelu, ale także do każdego konkurenta z segmentu. Wsiadłem więc do przodu, sądząc, że ułożenie w wygodnej pozycji mojego 190-centymetrowego ciała ograniczy miejsce z tyłu. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że muszę się jeszcze dosunąć.

W Škodzie na tylnej kanapie wystarcza miejsca dla trzech dorosłych pasażerów. Jeżeli podróżuje ich tylko dwoje, to ze środkowego fotela możemy zrobić podłokietnik. Za komfort odpowiadają roletki boczne, osobna klimatyzacja oraz podgrzewanie tylnych siedzisk.

Ja jednak wolę wozić niż być wożonym, dlatego powróciłem za kierownicę. Ta uśmiechała się do mnie aluminiowymi ustami, podobnie jak grill.Obszyta skórą z delikatnymi przetłoczeniami doskonale leżała w dłoniach.Tuż za nią znajdowały się łopatki do zmiany biegów. Przez wieniec kierownicy widać było eleganckie, głęboko osadzone zegary z aluminiowymi obwódkami. Między nimi wyświetlacz komputera pokładowego. Przez moment chciałem go obsługiwać z krawędzi wajchy od wycieraczek, ale teraz tę funkcję przeniesiono na kierownicę.

Elektrycznie regulowany fotel dał się pokornie ustawić w odpowiedniej pozycji. Siedzisko było wystarczająco głębokie, a dzięki zastosowaniu zamszu dość dobrze trzymało ciało podczas zakrętów. Jasna tapicerka ciekawie kontrastowała z ciemnym nadwoziem, ale jest to rozwiązanie, które, szczególnie jesienią i zimą, jest bardzo niepraktyczne. Panel centralny zaprojektowany, jak to w grupie Volkswagena, ergonomicznie. Dźwignia automatycznej skrzyni biegów, panel sterowania klimatyzacją i dotykowy ekran w testowanej wersji bez nawigacji. Jedynym ozdobnikiem była drewniana listwa biegnąca wzdłuż deski rozdzielczej. Schowek po stronie pasażera oferował sporo miejsca, w przeciwieństwie do kieszeni w drzwiach. Były zbyt wąskie. Pod ekranem centralnym znajdował się otwór na kartę SD. Dobry pomysł, ale może warto też pomyśleć o porcie USB.

Pierwszą okazję do przejechania sie testowym Superbem miałem wieczorem. Dwie czerwone literki w napisie TDI nie pozostawiały wątpliwości, że pod maską czeka na polecenia 170-konny turbodiesel o pojemności 2 litrów. Ale korzystając z pory dnia, w pierwszej kolejności postanowiłem sprawdzić biksenonowe reflektory z funkcją adaptive frontlight system. Wiązka światła nie tylko doświetla zakręty, poza klasycznym włączaniem halogenów, ale także zwęża się bądź rozszerza w zależności od prędkości pojazdu. Praktyczne i bezpieczne rozwiązanie.

DSG i wszystko jasne
Miałem już okazję jeździć samochodami wyposażonymi w skrzynię DSG, miałem też okazję jeździć autami ze 170-konnym silnikiem, który napędzał testowanego Superba, i w miarę przejechanych kilometrów mój podziw dla tych elementów nie słabnie.

Ten silnik to zdecydowanie najlepsza opcja dla klientów, którzy stawiają na jednostki wysokoprężne, nie rezygnując z osiągów auta.Rozpędzi ważące ponad 1500 kg auto do setki w 9 sekund, ale – co ważniejsze – zrobi to cicho, płynnie i z elegancją. Moment obrotowy dostępny w szerokim jak na silnik Diesla zakresie 750 obrotów (od 1750 do 2500) zapewnia bardzo elastyczne przyspieszanie do 150 km/h. Ale to nie silnik jest sercem jednostki napędowej Superba.

Magia skrywa się pod hasłem DSG. To nic innego jak dwusprzęgłowa skrzynia automatyczna. Dzięki takiemu rozwiązaniu, zmiana biegów następuje błyskawicznie. Próbowałem zmusić skrzynię do opóźnień i do błędu, wybierając, najszybciej jak umiałem, przełożenia łopatkami przy kierownicy. Gdy tylko nacisnąłem przycisk, momentalnie towarzyszył mu ruch wskazówki obrotomierza.

Do tego ta elastyczność. Chcemy podróżować Superbem 60 km/h na szóstym biegu – proszę bardzo. Wciskamy przycisk sport i śmiało możemy osiągnąć setkę, jadąc na trójce.

Miło zaskoczyło mnie zawieszenie. Spodziewałem się miękkiego bujania i kołysania, a tymczasem Superb już na pierwszych kilometrach zaznaczył, że nie ma zamiaru przechylać się w zakrętach i miękko wybierać nierówności. Auto jest twardo zestrojone, ale daje to możliwość pewniejszej jazdy z większymi prędkościami. Nie na tyle twardo jednak, by wpływało to na komfort. Układ kierowniczy działał poprawnie, ale bez rewelacji. Czuło się, że samochód jest długi.

Do flot przystąp
Firma, gdzie przedstawiciele jeżdżą Fabiami, menedżerowie Octaviami, a zarząd Superbami to nie mrzonka. Tak może wyglądać niedługo flotowa rzeczywistość. Superb przekonuje do siebie szeroką paletą wersji, głównie silnikowych. O zaletach mocnych diesli pisaliśmy, ale w ofercie są – kto wie czy nie lepsze – silniki TSI. Także komfort i jakość wykończenia pozwalają limuzynie z Mlady Boleslaw konkurować z rywalami, a wielu z nich pozostawić daleko w tyle.

Już poprzednie modele Škody udowodniły, że logo Indianina na masce to nie powód do wstydu. Nowy Superb nie tylko nie ma się czego wstydzić, ale sam jest w stanie zawstydzać innych rywali, nawet marek premium.

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Skoda Karoq nagrodzona za design
Skoda Karoq nagrodzona za design
Czytelnicy magazynu "Auto Motor und Sport" uznali Skodę za najlepiej zaprojektowanego, kompaktowego SUV-a na rynku. Czeski model zdobył 28,7 proc. głosów i pokonał aż siedemnastu rywali.