mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > BMW 125d M: Cichy prowokator

BMW 125d M: Cichy prowokator

James Bond ma swojego człowieka od gadżetów - Q. W BMW jest podobnie. Za wymyślanie zabawek dla niegrzecznych facetów odpowiedzialna jest armia inżynierów z departamentu M. W teście jedna z ich ostatnich nowinek - BMW 125d M Sport.

BMW 125d M: Cichy prowokator

Jeszcze nie tak dawno temu zakup kompaktowego GT, napędzanego silnikiem wysokoprężnym, można było uznać za totalną abstrakcję. Dziś? Nie ma z tym żadnego problemu. Mało tego, jeśli nie musisz liczyć każdej złotówki, to nie musisz ograniczać się do VW Golfa GTD za 118 tys. zł. Wystarczy, że dorzucisz do puli 40 patyków i wyjedziesz z salonu znacznie bardziej prestiżową opcją. Właśnie taką jak BMW 125d, dodatkowo obdarowaną pakietem M-Sport.


Tak na marginesie jest to najdroższa wersja "jedynki" 5-drzwiowej jaką jesteś w stanie zamówić u Bawarczyków. Pytanie czy jest warta tej ceny?

Cóż, jeśli o tym miałby decydować wygląd, to z pewnością tak. Już sam błękitny lakier "Estoril Blue" (nazwa nieprzypadkowa) wspaniale uwydatnia sylwetkę BMW. Pakiet M to także 18-calowe alufelgi z niebieskimi zaciskami, bardziej agresywny przedni zderzak, subtelnie poszerzone nadkola, czarne żebra w grillu, a także dyfuzor i chromowane końcówki dwóch rur wydechowych. Sporo tych modyfikacji, ale na szczęście efekt końcowy nie jest przekombinowany. Nawet powiedziałbym, że jest w nim trochę tajemniczości - owszem na pierwszy rzut oka rozpoznasz, że nie jest to wersja
typu golas, ale też BMW w pakiecie M nie odsłania od razu wszystkich kart.

Kiedy wsiądziesz do środka, wrażenie dobrze wydanych pieniędzy nie maleje. Na początek przywitają cię znakomicie wyprofilowane, sportowe fotele. Nie tylko wygodne, ale także bardzo dobrze trzymające ciało w zakrętach. Ma się ochotę od razu ułożyć ręce na małej, mięsistej kierownicy, wcisnąć przycisk start i ruszyć. Wygląd zegarów w klasycznym dla BMW stylu, ale analogowe pozostały już tylko wskazówki. Środkowa konsola delikatnie zwrócona w stronę kierowcy - tak, to ty jesteś tutaj najważniejszy. O ile nie jesteś sporych rozmiarów. W tym przekonaniu utwierdza też ilość miejsca na tylnej kanapie. Dla dorosłych jest go tam niewiele i przy dłuższych podróżach stracisz trochę czasu na postoje, by ci z tyłu mogli doprowadzić z powrotem krążenie do dolnych kończyn. Bagażnik też nie zachwyca - 360 l.

Ten czas trzeba będzie gdzieś odzyskać. No ale jeśli BMW ma znaczek M, to znaczy że masz ku temu spore szanse podczas jazdy. Pod długą maską znajduje się dwulitrowy silnik Diesla serii TwinPower o mocy 218 koni mechanicznych. To poprawiona wersja tego samego motoru, który znajdziesz w 120d. Z tą różnicą, że ten w 125d jest mocniejszy o 34 konie. To pozwala przypuszczać, że osiągi też powinno być bardziej satysfakcjonujące.
Nie zawiedziesz się - do osiągnięcia pierwszej setki "emka" potrzebuje 6,5 s., zamiast 7,3. Zaś na autostradzie w Niemczech będziesz mógł podczepić się pod kierowców luksusowych limuzyn jadących bez przerwy lewym pasem, a nie "idących wszystko" właścicieli kompaktów - 240 km/h do 218 km/h na korzyść błękitnej strzały. Jednak to maksymalny moment obrotowy robi tak naprawdę kolosalną różnicę między oboma wariantami "jedynki". Ten w 120d wynosi też wcale nie mało, bo 380 Nm i jest osiągalny w przedziale 1750-2750 obr./min. Ależ czym jest w porównaniu z danymi 125d - 450 Nm łapane pomiędzy 1500, a 2500 obr./min. Bardzo łatwo w tym samochodzie się zagapić i pomylić na liczniku 50-tkę z 100-ką. Diesel pracujący (jak na BMW dość głośno, zwłaszcza na wolnych obrotach) pokazuje, jak mocno technologia w silnikach konsumujących olej napędowy poszła mocno do przodu przez ostatnie lata. W połączeniu z 8-stopniowym automatem, który uważam za niezbędny, jazda tym BMW spodoba się nawet najbardziej bezdusznemu i przedmiotowo traktującemu cztery kółka kierowcy.

BMW 125d to generalnie świetny kompakt do podróżowania, zarówno w mieście jak i poza nim. Do wolnej i do szybkiej jazdy. Niestety w każdych okolicznościach cierpi na pewne dolegliwości. Na szczęście są one do przetrawienia. W mieście system start-stop działa dość ordynarnie - długo trzeba czekać na ponowną reanimację silnika, a kiedy już to nastąpi elektronika robi to tak niechlujnie, że od wibracji zaczynają drżeć dłonie na kierownicy. O ile start-stop można wyłączyć, o tyle podsterowności w trakcie ostrej jazdy po zakrętach już nie. Jeśli więc dojdziesz do wniosku, że być może wpadasz w łuk za szybko, przyhamuj. Akurat z tym nie ma żadnego problemu - BMW wesprze cię 17-calowymi tarczami. To w zasadzie tyle. Czego by nie chwalić, czego nie ganić, muszę przyznać, że polubiłem ten wysoki uniwersalizm BMW. Jeśli masz ochotę przybrać rumieńców na twarzy, za pomocą systemu BMW Drive Performance Control wybierasz tryb Sport lub Sport plus. Wtedy i tak szalenie precyzyjny układ kierowniczy napina swoje elektro-mechanicznie muskuły jeszcze bardziej. Zawieszenie, przełożenia skrzyni i przepustnica robią to samo, a ty możesz zadać sobie retoryczne pytanie: "Who's the boss? I am". Jeśli masz dość, po prostu wracasz do ustawień komfortowych lub programu ECO PRO. Oba sprawiają, że 125d wkłada kapcie, siada na fotelu i zaczyna popijać popołudniową herbatkę. Ze wszystkich wspomnianych wcześniej układów powoli uchodzi ciśnienie, ale nadal dysponujesz znakomicie dopracowanym pojazdem. Podążanie auta za wybranym kierunkiem jazdy nadal działa tak precyzyjnie jak wcześniej, ale przy wykorzystaniu mniejszej siły rąk. Zawieszenie nie tracąc nic na zwartości wybiera nierówności jakby z większą gracją. No i spalanie z 10 l. w trybie "Jestem Kubicą" spada mniej więcej o połowę. Do salonów!

W tym miejscu powinienem postawić trzy kropki i przez kilka dni poczekać na komentarze na skrzynce mailowej od tych, którzy postanowili przygarnąć jeden z takich egzemplarzy BMW 125d M Sport. Nie zrobię jednak tego. Przypuszczam, że nie nadawałyby się do publikacji. Zapomniałem dodać, że skórzana tapicerka, skrzynia automatyczna, system nawigacji z mapami Polski, a nawet tak prozaiczne wyposażenie jak światła przeciwmgielne windują już i tak wysoką cenę początkową do granic absurdu... czyli ponad 200 tys. zł. Dobrze, że przynajmniej napęd na tylną oś nie wymaga dopłaty.

Ameryki nie odkryję - BMW 125d M Sport to samochód niszowy. Co prawda napędza go klekoczący Diesel, ale mimo to zasługuje na miejsce na M-parkingu. Ta "beemka" pogoni kota niejednemu niedowiarkowi i będzie bardzo wyrozumiała na stacji benzynowej. Jeśli jesteś w stanie pokonać psychologiczną barierę cenową, nie masz się nawet co zastanawiać. Jeśli nie, to też nie ma problemu. Pozostaje VW Golf GTD.

CENA:
161 700 zł (M Sport), testowana: 206 151 zł (opcje)
SILNIK:
2.0 l. (TwinPower Diesel) 218 KM
OSIĄGI:
0-100 km/h - 6,5 s. ; V-max - 240 km/h
SKRZYNIA:
8-stopniowa, automatyczna
SPALANIE:
5,0 l. ON/100 km (śr.)

 

Sprawdź dostępne konfiguracje:

BMW Seria 1
BMW Seria 1
Cena podstawowa już od: 94 600 PLN brutto
Dostępne nadwozia: hatchback-5dr.

Podobne wiadomości:

Audi Q5 - znamy cenę

Audi Q5 - znamy cenę

Aktualności 2016-12-08

Wielkie stolice zakażą Diesli

Wielkie stolice zakażą Diesli

Aktualności 2016-12-06

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport