mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > BMW 135i: Jeden bez M

BMW 135i: Jeden bez M

Bawarski koncern co jakiś czas wypuszcza plotki o pracach nad ekstremalną wersją modelu Serii 1, czyli M1. Fani czekają, a dociekliwi wiedzą, że w gamie silnikowej tego modelu jest jednostka która potrafi zapewnić przypływ endorfiny i zimny pot na czole. Po przejażdżce już nigdy nie pomyślimy o BMW Serii 1 jako mało męskim.

BMW 135i: Jeden bez M

BMW Serii 1 pojawiło się na rynku w 2004 roku. Od tamtego czasu samochód potrafił zdobyć sobie grono wiernych sympatyków, ale ortodoksyjni fani inżynierii z Monachium podchodzili do tego auta z przekąsem, podobnie jak Ci ze Stuttgartu podchodzili do Klasy A oraz Klasy B. Wyniki sprzedaży zachęciły jednak kierownictwo koncernu do tego by BMW Serii 1 przestało być tylko pięciodrzwiowym hatchbackiem. Na początek dołożono wersję trzydrzwiową, a dopiero na sam deser pozostawiono kabriolet oraz coupe. I właśnie najciekawiej ze wszystkich prezentują się dwie ostatnie wersje. Opływowa bryła małego coupe w kolorze Sedona Red z 18-calowymi felgami i oponami o profilu ciasta naleśnikowego przyciągają wzrok nie tylko kobiet.

Po otwarciu długich i ciężkich drzwi nie ma zaskoczenia. Podobnie jak w innych wersjach BMW 1 także tutaj jest tak samo ciasno. Wnętrze nie rozpieszcza ilością miejsca, ale nadrabia to jakością wykonania. Tutaj nie ma fuszerki. Jest za to bawarska jakość. Deska rozdzielcza oraz kokpit praktycznie nie różnią się od tych które możemy zobaczyć w Serii 3.

Mimo, że samochód już w bazowej wersji jest bardzo dobrze dopieszczony, to lista opcji jest długa jak lista grzechów popełnionych przez Fidela Castro przez ostatnie 48 godzin. Za cenę wyposażenia opcjonalnego można kupić już dobry samochód z segmentu C, ale o tym za chwilę.

Po wciśnięciu się w ciasny, ale za to doskonale trzymający fotel nie pozostaje już nic innego jak wcisnąć magiczny przycisk Start/Stop Engine. Z niepozornej dubeltówki umieszczonej z tyłu samochodu wydobywa się lekki rasowy pomruk. Jeśli nie zdążyliśmy rozszyfrować magicznej kombinacji cyfr i litery już spieszę w z wytłumaczeniem. "135i" oznacza że mamy do czynienia z silnikiem który jest dostępny tylko w tej wersji nadwoziowej i za chwilę sprawi, że na zawsze zmienimy zdanie o tym samochodzie.

Pod maską pracuje wielki jak na gabaryty tego samochodu, trzylitrowy silnik. Co więcej jest to legendarna rzędowa szóstka o doskonałym wyważeniu, wspomagana akompaniamentem podwójnego doładowania. Jedna turbosprężarka odpowiada za dostarczanie kopa w dolnym zakresie obrotomierza, natomiast druga pilnuje by mocy nie brakło, gdy pierwsza zacznie grać pełnym gwizdem. Taka konfiguracja sprawia, że 306 koni trafia bezpośrednio na tylną oś, a do przodu kopie nas moment obrotowy o wartości 400Nm. To już nie są przelewki.



Silnik potrafi być narowisty, ale czyni to z elegancją. Gdy ruszymy pełną parą auto lekko tańczy, ale w ryzach trzyma go system kontroli trakcji. Po 5,3 sekundy zobaczymy pierwszą setkę, ale na drugą małe BMW też nie każe sobie długo czekać. Elektroniczny kaganiec uaktywnia się dopiero przy 250km/h, ale auto mogłoby spokojnie pociągnąć jeszcze dalej.

Małe gabaryty i idealnie rozłożona masa (nawet z kierowcą bez idealnie rozłożonej masy) sprawiają, że jazda samochodem w zakrętach to czysta frajda. Bezpośredni i lekko twardawy układ kierowniczy daje poczucie symbiozy z asfaltem. Jednak twarde, sportowe zawieszenie w połączeniu z ultra cienkimi oponami to nie najlepsza konfiguracja na polskie drogi. Wspomniana symbioza powoduje też, że czujemy każdą dziurę w nawierzchni. Jadąc rozsądnie ciężko doprowadzić do nadsterowności, ale każdy motoryzacyjny purysta powinien sprawdzić co dzieje się po odłączeniu systemów kontroli trakcji. Oczywiście w bezpiecznym miejscu. Przy odrobinie wprawy auto bardzo ładnie i posłusznie poddaje się przeprowadzanym eksperymentom. Pomaga w nich elektroniczna blokada dyferencjału.

Niestety szaleństwa trzeba odkupić na stacji benzynowej. Chociaż patrząc chłodno na tabelkę z osiągami to samochód wcale nie jest taki zachłanny. Spokojna jazda w trasie kosztuje około 10l/100km. Jazda miejska potrafi zmieścić się w 15l/100km. Mały zbiornik (51 litrów) powoduje, że niedługo będziemy po imieniu ze wszystkimi pracownikami okolicznej stacji benzynowej.

Jak wiadomo każda przyjemność trwa krótko i z reguły dużo kosztuje. Jeżeli chcielibyśmy przedłużyć naszą zabawę z BMW 135i potrzebne będzie co najmniej 188 tysięcy złotych. Tyle kosztuje samochód w podstawowej wersji. Gdyby doposażyć go tak by wyglądał jak na zdjęciach cena podskakuje aż do 254.827 złotych. Ciarki przechodzą. Za kwotę 66.827 złotych, która wychodzi za opcje, można już kupić przyzwoity samochód. Albo dołożyć i mieć BMW Serii 1 bez literki M.

Sprawdź dostępne konfiguracje:

BMW Seria 1
BMW Seria 1
Cena podstawowa już od: 94 600 PLN brutto
Dostępne nadwozia: hatchback-5dr.

Podobne wiadomości:

BMW serii 5 2017 - znamy ceny nowego modelu

BMW serii 5 2017 - znamy ceny nowego modelu

Aktualności 2016-11-18

BMW M2 od Hamanna

BMW M2 od Hamanna

Samochody luksusowe 2016-11-15

Komentuj:

~juzek 2010-08-14

hahaha swietny tekst :)

~Artur 2010-08-14

Nie rozumiem ostatniego zdania... Ale ten samochód z pewnością jest wściekły. Jeździłem 335i z tym silnikiem i było szalone. To musi być naprawdę fajna zabawka. Ale czy za te pieniądze nie można już przymierzyć się do 335, które ma miejsce na nogi z tyłu?

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport