mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Camaro vs. Mustang: Koszmar ekologów

Camaro vs. Mustang: Koszmar ekologów

Z czym kojarzy się wam wielki kraj za wielką wodą, gdzie mimo usilnych starań miłościwie nam panujących możemy polecieć wyłącznie po uzyskaniu wizy? Pewnie dla wielu z was jest to uosobienie zła pod wszelkimi postaciami. Jednak w całej tej, wielkiej (aż po rozmiary 8XL) kulturze zza oceanu jest kilka rzeczy na które warto zwrócić uwagę.

Camaro vs. Mustang: Koszmar ekologów

Jeśli nie od wieków, to od dziesięcioleci wiadomo, że w USA prawie wszystko jest przerysowane, a  przynajmniej popadające w skrajność na biegunie odwrotnym do tego, który obowiązuje na Starym Kontynencie. Żeby się o tym przekonać nie trzeba wcale wybierać się do Las Vegas.

Przechodząc jednak do meritum, w tym przeroście formy nad treścią jest jednak coś, co nam europejczykom bardzo się podoba. Mianowicie chodzi o motoryzację. Jeżeli mówimy o samochodowym wyścigu zbrojeniowym pomiędzy europejskimi stajniami, to mamy na myśli odchudzanie, zmniejszanie i wsadzanie do tego turbosprężarki lub dwóch. W Ameryce pod maskę wkłada się po prostu większy silnik. Cała siła leży w tzw. muskułach.

Jeśli mowa o muskułach i samochodach, to musimy przenieść się w czasie do lat sześćdziesiątych, które są podobno kwintesencją amerykańskiej kultury. Wtedy właśnie narodziły sie dwa samochody, które za chwilę będziemy mieli okazję bliżej poznać.

Aut, które można nazwać mianem sportowych, ale nijak mają się do ich odpowiedników znanych w Europie. To tak jakby porównać Roberta Burneikę, do Roberta Kubicy.

Jeżeli mówimy o sporcie to jest także jeszcze jedna dyscyplina, która mimo podobnej nazwy, jest czymś zgoła odmiennym. Wymawiając słowo futbol w Stanach, zobaczymy dwie jedenastoosobowe ekipy, ale nie będzie to banda opalonych i wiotkich chłopaków po trwałej ondulacji na głowie, zmieniających koszulkę na nieprzepoconą, w przerwie meczu. Zamiast tego będziemy mieć do czynienia z ekipą gości, z których każdy wybierze w restauracji krwisty stek zamiast sałatki z krewetkami, a do tego nie bawią ich czerstwe dowcipy w stylu Karola S.

W Stanach mają Jackowo, a my na Stadion Olimpijski we Wrocławiu sprowadziliśmy trochę Ameryki. I nie mówimy tutaj o pikniku złożonym z kilku powiększonych zestawów bułek z wątpliwym mięsem, serwowanych z kwasem fosforowym zabarwionym karmelem w półlitrowym, papierowym kubku.

Równo o godzinie dziewiątej rano, w słoneczny poranek zameldowała się zgraja kilku postawnych mężczyzn z kaskami i zbrojami w ręku oraz dwie gwiazdy motoryzacji, czyli Chevrolet Camaro i Ford Mustang.

Podczas gdy Devilsi przygotowywali się do porannego rozruchu, my postanowiliśmy się przyjrzeć z bliska dwóm innym gościom. Od razu zaznaczamy, że nie jest to porównanie w skali 1:1 bowiem "złośliwe zwierzę które zjada Mustangi" miało nieco lepszą specyfikację niż model spod znaku błękitnego owalu.


Przez długi czas Amerykanie nie za bardzo mieli ochotę dzielić się swoimi modelami z innymi częściami globu. O ile Chevrolet postanowił niedawno naprawić ten błąd i do oferowanej od długiego czasu Corvette dorzucił właśnie Camaro. Niestety Ford dopiero za jakiś czas zamierza oficjalnie zacumować na Stary Kontynent z watahą dzikich koni. Wszystkie egzemplarze przemieszczające się po naszym kraju, to sprawa mniej lub bardziej prywatnego importu.

W ostatnich latach Mustang nabrał nieco zaokrąglonych kształtów, posiadając nadal widoczną muskulaturę. Jednak pod względem kanciastości nadwozia i jej "napompowania" styliści Chevroleta wykazali się większą fantazją. Oba samochody wyglądają jak resoraki powiększone do rozmiarów rzeczywistego samochodu. I trzeba przyznać, że mocno zwracają na siebie uwagę, pomijając fakt że są pomalowane w jaskrawo-czerwonych barwach.

Wygląd zewnętrzny to jedno. Bardziej zastanawiający jest jednak widok wnętrza obu tych samochodów. Krąży stereotyp o tym, że amerykańskie samochody mają z reguły przaśne wnętrze wykonane z plastiku o jakości odbiegającej od europejskich standardów.

Musimy przyznać, że po pierwszym zachłyśnięciu się stylistyką nadwozia trochę zawiedliśmy się widząc środek Camaro. W Mustangu sytuacja wygląda trochę lepiej, ale też jest to ten sam poziom wykonania. Lakierowane plastiki lubią sobie poskrzypieć. W obu samochodach pozycja za kierownicą jest bardzo niska, jednak trochę trudniej wysiada się z Chevroleta. Tak w ogóle siedząc w nim mamy trochę wrażenie jakbyśmy jechali czołgiem. Linia na której znajdują się szyby nawet dla wysokiego kierowcy zaczyna się niemal przy szyi. Nisko poprowadzony dach sprawia, że podczas postoju na światłach musimy stanąć odpowiednio daleko lub wyginać się w dziwny sposób, by zobaczyć jak wygląda sytuacja.

Oba modele można spokojnie uznać za dwuosobowe. Co prawda próbowaliśmy sprawdzić jakie wrażenia dostarcza jazda na tylnej kanapie, ale już po kilkunastu minutach jazdy mieliśmy wrażenie, że jeszcze trochę i będzie nas czekać obowiązkowa konsultacja ortopedyczna. Tak więc miejsce za plecami kierowcy traktujemy trochę jak przedłużenie przestrzeni bagażowej.

Przyszedł czas sprawdzić co kryje się pod mocnymi przetłoczeniami wyglądu zewnętrznego amerykańskich sportowców. W przypadku zawodników grających w futbol pod zbrojami, płynie podobnie jak w samochodach wysokooktanowe paliwo. Z tą różnicą, że u jednych jest ono wzbogacone ambicją, charyzmą i sportową agresją, a w Camaro i Mustangu 98-oktanami.

Widok pod maską obu samochodów jest już coraz rzadszy. Mamy wrażenie, że jeszcze kilka lat i silniki V6 oraz V8 oglądać będziemy jedynie w motoryzacyjnych muzeach.
W przypadku Camaro gra tam amerykańska orkiestra na osiem garów o łącznej pojemności 6,2 litra. Wolnossący silnik, który z nowych technologii posiada tylko bezpośredni wtrysk. Żadnych zmiennych faz rozrządu, turbosprężarek czy innych elektronicznych wspomagaczy. Generuje on 405 koni mechanicznych mocy. Tylko 405, bowiem wersja ze skrzynią automatyczną została lekko okrojona z mocy. Wariant z manualem dysponuje liczbą o 27 większą. Szczyt możliwości pod względem mocy jest uzyskiwany przy 5.900 obr./min. Jednak gdy obrotomierz zawędruje w to pole, układ wydechowy (poza tym że wydala ogromne ilości CO2, ale chyba mało kogo to rusza) wydaje z siebie szatańskie odgłosy. Na tylną oś przy 4.300 obr./min ląduje 556Nm maksymalnego momentu obrotowego. To wystarczy by tylna oś zapałała chęcią wyprzedzenia przedniej. Przy mocnym wciśnięciu gazu auto wpada w lekki slajd, po czym zostaje przywołane do porządku przez elektroniczny system kontroli trakcji.

Mustang stojący obok Camaro, rozgrzewa się nieco subtelniej. W wersji, którą mieliśmy okazję spróbować pracował silnik V6 o pojemności 3,7 litra. Pod względem mocy odstaje dość sporo od Camaro. Jednak 305KM też robi swoje, tyle że w dużo cichszy sposób. Idealnym konkurentem byłaby tu wersja GT z silnikiem V8 o pojemności pięciu litrów. W najnowszej odsłonie seruje 420KM na tylną oś.

Szybki futbolista przebiegnie 40jardów (36,5m) poniżej pięciu sekund. Camaro do setki potrzebuje 5,6 sekundy, natomiast Mustang robi to w nieco ponad 6 sekund.

Jest jednak jedna kwestia w której dużo słabszy Mustang radzi sobie zauważalnie lepiej niż wściekłe Camaro. Specjaliści z Chevroleta dwoili się i troili by wersja przeznaczona na Europę została przyjęta z odpowiednim szacunkiem przez odbiorców. Zawieszenie zostało usztywnione, układ hamulcowy poprawiony, a kierownica działa bardzo bezpośrednio jak na amerykański wóz. Jednak przy tym nadmiarze mocy ociekającym po mocno wytłoczonych nadkolach, ciężko jeździ się Chevroletem na co dzień. Jest to świetny generator endorfiny na zawołanie, jednak codzienne użytkowanie nastręcza wiele problemów użytkowych, ze względu na gabaryty. Mustang przy tej okazji jest dużo łatwiejszy w obsłudze. Rano może sportowcem plującym agresją, a wieczorem potrafi ubrać się w szykowny garnitur, udając dżentelmena.

Dieta sportowca to skomplikowana kwestia. Generalnie musi dobrze się odżywiać, ale przy okazji dostarczać odpowiedniej ilości kalorii do organizmu. W przypadku futbolisty granice mieszczą się pomiędzy 3.500, a 5.000kcal dziennie. Camaro oscyluje wokół tych większych wartości. Podczas jazdy miejskiej potrafi wchłonąć nawet 28l/100km 98-oktanowego paliwa. Wyjazd poza miasto i dłuższy rozbieg sprawi, że jego apetyt zmaleje nawet do 11l/100km. Zapotrzebowanie Mustanga jest dużo bardziej skromne. W mieście zadowoli się wartościami około 15l/100km. W trasie spożyje nawet 8l/100km.

 

Na koniec przejdźmy tradycyjnie do cen. Podstawowa wersja Chevroleta Camaro kosztuje w polskich salonach do 199.900 złotych. Jest to wersja mocniejsza niż testowana przez nas, gdyż wyposażona w sześciobiegowego manuala. W Stanach Zjednoczonych podstawowy Mustang kosztuje niecałe 70 tysięcy złotych. Werja GT jest niewiele droższa i kosztuje w okolicach 100 tysięcy złotych. Jesteśmy ciekawi jaką cenę otrzyma wersja przygotowana na rynek europejski, gdyż raczej nie spodziewamy się by kosztowała podobnie co Ford Mondeo z silnikiem diesla. Zresztą, gdyby spojrzeć na amerykański cennik Camaro, on też kosztuje w przeliczeniu nieco ponad 72 tysiące złotych w podstawowej wersji.

 

Dziękujemy za pomoc w realizacji materiału ekipie Devils Wrocław

Sprawdź dostępne konfiguracje:

Ford Mustang
Ford Mustang
Cena podstawowa już od: 159 000 PLN brutto
Dostępne nadwozia: cabrio-2dr. coupe-2dr.

Podobne wiadomości:

Ford Mustang - wersje specjalne

Ford Mustang - wersje specjalne

Aktualności 2016-11-30

Ford Mustang V8 GT  - dla niemieckiej policji

Ford Mustang V8 GT - dla niemieckiej policji

Samochody luksusowe 2016-11-28

Komentuj:

~ffdfdf 2014-02-08

Przecież 15 litrów to mało mój f150 Raptor spala 23 litry i nie narzekam (w Texasie tanie paliwko :P )

~a twoje maŻenie... 2012-10-11

a twoje maŻenie to muuuuuuuuuuuuuu(Ó)j ko(S)rzzzzzzzzzzzmar

~fan 2012-10-10

chadzam na meczyki DEVILSOW! Swietny material, mam nadzieje ze pojawi sie jeszcze wiecej amerykanskiego futbolu w tym portalu. KOCHAM AMERYKANY :)

~dasia 2012-10-10

który z trzech wspaniałych pisał tekst? Przyznać się i pisać więcej! Auta cud!

~marjan 2012-10-10

Camaro to moje mażenie

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport