mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Chevrolet Captiva: Bardziej amerykański

Chevrolet Captiva: Bardziej amerykański

Captiva, choć wytwarzana przez koreańskie skrzydło amerykańskiego producenta, jest jednym z tych modeli, dzięki którym średnio orientujący się w motoryzacji Europejczyk może lepiej poznać prawdziwe oblicze marki Chevrolet. A że SUV-y są obecnie równie modne na Starym Kontynencie, Captiva jest ciekawą alternatywą wobec europejskich oraz japońskich modeli.

Chevrolet Captiva: Bardziej amerykański
W końcu za Oceanem Chevrolet słynie właśnie z dużych aut, różnej maści trucków, crossoverów czy SUV-ów, dlatego może dziwić, że dopiero od 2006 roku amerykańska marka zdecydowała się na podbój europejskiego rynku pojazdów użyteczno-sportowych. Obecnie dostępny na rynku Chevrolet Captiva w ubiegłym roku poddany został kuracji odmładzającej, dzięki której auto stało się nieco bardziej „amerykańskie”. Bardziej muskularna przednia część nadwozia, ostrzejsze kształty, do tego większy grill przedzielony pasem, na którym pręży się dumnie logo jednej z najstarszych amerykańskich marek samochodowych. Całość dużo bardziej agresywna, jednak wciąż z klasyczną linią nadwozia typu SUV, bez zbędnych udziwnień, upiększających bądź ekstrawaganckich dodatków. Captiva nie będzie dla oczu magnesem, jednak to wcale nie musi być odebrane jako minus tego auta.

„Amerykańskość” Captivy dużo bardziej będzie się rzucać w nasze oczy po zajęciu miejsca w jej środku. Te negatywne cechy tego określenia to przede wszystkim zbyt duża ilość plastików, jakie nas otaczając. Co gorsza, różnie jest z ich jakością. Generalnie, apelujemy tu o poprawę. Ekologiczna skóra, jaką pokryte były siedzenia, w letnie i upalne dni nie sprawdza się specjalnie. Im chłodniej, tym lepiej, zwłaszcza, że dysponowały możliwością podgrzewania. Jeśli jesteśmy już przy siedzeniach, to przednie fotele nie zapewniają odpowiedniego trzymania bocznego, choć długa, kilkugodzinna jazda nie powoduje nadmiernego zmęczenia ani bólu pleców.

Captiva w wersji siedmiomiejscowej, jak nasz testowy egzemplarz, nie jest „ściemą” i faktycznie jest w stanie pomieścić tyle osób na pokładzie. I to wcale nie pod warunkiem, że w trzecim rzędzie zasiądą dzieci bądź pasażerowie o wyjątkowo niskim wzroście. W SUV-ie Chevroleta bez większych problemów, nawet na nieco dłuższej trasie, z tyłu zasiądą osoby o wzroście ponad 180 cm i nie będą zmuszone siedzieć skulone z głową między kolanami. Co ważne, tylne siedzenia dają się łatwo schować w podłodze bagażnika, wcale jakoś drastycznie nie ograniczając jego pojemności.

Jeśli jedziemy w układzie pięciomiejscowym, wówczas do naszej dyspozycji pozostaje całkiem spory bagażnik. Oczywiście jest też możliwość złożenia wszystkich siedzeń, także oparcia fotela przedniego pasażera, i wtedy do naszej dyspozycji mamy prawie tysiąc litrów przestrzeni bagażowej. Pozostając w temacie bagażnika, nie można zapomnieć o niezwykle przydatnym rozwiązaniu, jakim jest otwierana tylna szyba klapy bagażnika. Szybka potrzeba sięgnięcia do bagażnika, bądź wrzucenia tam jakiegoś bagażu nie wymaga od nas otwierania całej klapy.

Różne niedociągnięcia, z reguły jednak drobne, mogą zaniżyć nieco ocenę wnętrza, na szczęście jednak można znaleźć także i pozytywy. A do tych należą liczne i co ważne praktyczne schowki, czytelne zegary, prosta i intuicyjna obsługa większości urządzeń pokładowych. Pewien niesmak pozostał po obsłudze centralnego, dotykowego wyświetlacza, na którym znajdziemy wskazania komputera pokładowego, nawigacji, układu audio a także obraz z kamery cofania. Niestety w naszej Captivie ekran potrafił załączać się dopiero po dłuższej chwili albo wyłączać się w czasie jazdy. Ostatnie dni testu musieliśmy już radzić sobie z całkowicie czarnym monitorem. Jeśli zdarzyłoby się to nam podczas jazdy w nieznane, wówczas problemy murowane. Miejmy nadzieję, że to tylko przypadłości naszego egzemplarza, a nie jakaś wada seryjna.

Napęd, w jaki wyposażona była nasza Captiva, tylko w połowie był typowo amerykański. Pod przednią maską pracował bowiem 2,2-litrowy silnik wysokoprężny, który dostarcza dość dużą dawkę 184 koni mechanicznych. Z kolei za przeniesienie napędu odpowiadała automatyczna przekładnia, a więc ta, po którą Amerykanie sięgają zdecydowanie częściej. Takie połączenie w przypadku dużego bądź co bądź auta (prawie 1,9 tony) daje poprawne efekty, a 9,6 sekundy, jakie upływają od startu do przekroczenia przez strzałkę prędkościomierza granicy trzycyfrowej, jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. Silnik najlepiej czuje się od ok. 2.000 obr/min (przy tej wartości dostępny jest maksymalny moment wynoszący 400 Nm) do 3.000 obr/min. Reaguje wówczas żwawo na każde mocniejsze wciśnięcie pedału przyspieszenia, a przy okazji nie męczy nas nadmiernym hałasem.

Dobre ogólne wrażenie psuje nieco automat  i nie chodzi tu tylko o porównanie do najlepszych dwusprzęgłowych przekładni. Podczas dynamicznej jazdy potrafi się pogubić i momentami zmiana przełożenia trwa zdecydowanie za długo. Sytuację ratuje nieco tryb manualny, a kierowców patrzących na spalanie wspomoże program ECO wymuszający wcześniejszą zmianę biegów. Podczas naszych jazd Captivą w mieście spalanie oscylowało w granicach 10,5-11 l/100 km, w trasie, przy stałej prędkości, udało nam się zejść tylko nieco poniżej poziomu 8,5 l/100 km.

SUV średniej klasy nigdy nie będzie autem skorym do szybszej jazdy na bardziej krętych odcinkach drogi. I tu Captiva nas nie zaskakuje, na szczęście nie jest też tragicznie. Gwałtowne ruchy kierownicą (notabene z trochę za dużym wieńcem) powodują pewną nerwowość, podobnie jak i bardziej nierównie nawierzchnie, zwłaszcza jazda w koleinach wymaga większej uwagi. Zawieszenie jest dość sztywne, dzięki czemu jest w stanie utrzymać w ryzach auto na zakrętach i nie grożą nam gwałtowniejsze przechyły nadwozia. Niestety, na gorszych nawierzchniach odbije się to wyraźnie pogorszonym komfortem.

Terenowe zapędy za kierownicą Captivy należy zdusić w zarodku. Owszem, jest napęd na wszystkie koła, załączany za pomocą prostego ale i niezawodnego sprzęgła Haldex starszej generacji. Jest także asystent zjazdu oraz możliwość odłączenia systemu stabilizacji toru jazdy. To jednak mało, by wybrać się choćby w średniej trudności teren, a jedynie pomocne okaże się przy wyjątkowo śnieżnej zimie, gdy musimy podjechać do naszego domu oddalonego o kilkadziesiąt metrów od asfaltu.

Jeśli jednak, jako mieszkańcy dużego miasta, będziemy posiadaczami Captivy, będziemy musieli nauczyć się i wykazywać się cierpliwością podczas manewrowania tym mało poręcznym i zwrotnym autem w ciasnych uliczkach oraz na zatłoczonych parkingach. Czujniki i kamery parkowania oraz duże lusterka i dobra widoczność z kabiny pomogą nam w tym nieznacznie.

Captivę dostaniemy już od 84 tys. zł, jednak pod maską będzie wówczas pracować 2,4-litrowa jednostka benzynowa o mocy 167 KM. Za 184-konną wersję przyjdzie nam zapłacić minimum 115 tysięcy, a jeśli koniecznie będziemy chcieli mieć jeszcze automatyczną skrzynię biegów, wówczas będziemy musieli zainwestować dodatkowe 10 tys. zł. Warto podkreślić, że już w podstawowym wariancie wyposażeniowym dostaniemy solidne wyposażenie.

Tydzień spędzony za kierownicą Chevroleta Captivy wystarczył, by polubić to auto. Duże i przestronne daje poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Silnik okazuje się całkiem dynamiczny, a przy tym jego apetyt na paliwo nie zrujnuje nas finansowo. Nawet drobne wady nie są w stanie przesłonić tej pozytywnej oceny. I choć wśród niemiecko-japońskiej konkurencji znajdą się lepsze modele, to jednak Captiva daje możliwość posiadania innego SUV-a. Amerykańskiego, choć pochodzącego z Korei.


Podobne wiadomości:

Chevrolet Corvette Shooting Brake - w sam raz na zakupy

Chevrolet Corvette Shooting Brake - w sam raz...

Aktualności 2016-04-06

Nowy Chevrolet Camaro ZL1

Nowy Chevrolet Camaro ZL1

Premiery 2016-03-16

Komentuj:

~frank 2013-08-16

Orlando wydaje się lepszy. Ostatnio wynająłem z wypożyczalni Panek i trochę nim pojeździłem. Świetnie się prowadzi dobre wyposażenie, silnik też niczego sobie.

~wojt 2012-09-15

Mnie się bardzo podoba...pomimo mankamentów. Wybierałem pomiędzy Freemontem i Captivą - wybór padł na Chevy'ego. Teraz czekam na odbiór.

~gg1979@o2.pl 2012-09-07

dobre, porządne auto, bez wodotrysków, takie lubię :))

~misiek 2012-09-06

konkurencja dla ssangyonga korando co najwyżej

~egon 2012-09-06

autko OK

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport