mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Chevrolet Malibu 2.0D LTZ: Amerykański remix Insigni

Chevrolet Malibu 2.0D LTZ: Amerykański remix Insigni

Blisko 50-letnia historia modelu Chevroleta - Malibu, jest nie gorszą miksturą jak drinki, które powstają z bliźniaczo brzmiącego alkoholu. Sprawdzamy jak smakuje najnowsza generacja tej limuzyny.

Chevrolet Malibu 2.0D LTZ: Amerykański remix Insigni
Od pewnego czasu Chevrolet na polskim rynku radzi sobie dobrze, a nawet bardzo dobrze. Duża w tym zasługa małych modeli i vana Orlando. Malibu ma jednak moim zdaniem trochę trudniej. Musi konkurować w segmencie D, w którym ścieżki wytarte przez przyzwyczajenia i oczekiwania klientów są już bardzo mocno. I o ile konstrukcja Malibu w sporej części oparta jest na oplowskiej Insigni, wcale to nie oznacza, że limuzyna Chevroleta jest jej wierną kopią. Zwłaszcza jeżeli mówimy tutaj o prestiżu jednego i drugiego samochodu. Ok, skoro według filozofii koncernu General Motors Malibu nie ma deptać po piętach Insigni, Pasatowi, Mondeo i Avensisovi, to siłą rzeczy musi zostać zdegradowany do ligi - jak ją nazywają na zachodzie - "good value for money", gdzie rządzi Superb i całkiem nieźle radzi sobie również Optima. Szczerze? W przypadku polskiego podwórka nie wiem do końca, która z nich bardziej zasługuje na miano "grupy śmierci".

Ale nie ma co usprawiedliwiać Malibu już na samym początku. W zasadzie nawet nie trzeba, bo ile wygląd to temat do dyskusji przy long drinku, to jeśli chodzi o wnętrze, Chevrolet broni się sam. Miejsca jest w nim naprawdę od groma. Z jednym małym wyjątkiem - choć auto ma prawie 4,9 m długości i jest dłuższe od Skody Superb o 3 cm, to prawie o tyle samo ma krótszy rozstaw osi. I to przekłada się na lekko ograniczoną przestrzeń na nogi dla pasażerów zasiadających z tyłu. Za kierownicą siedzi się natomiast wyśmienicie. Fotele dają spory zakres regulacji, są bardzo wygodne, dobrze wykonane i nie męczą po przejechaniu paruset kilometrów. Oprócz płyty podłogowej Insignia sprezentowała Malibu kilka przełączników i guzików. "Zapomniała" o plastikach lepszej jakości w centralnej konsoli. Jednak sama deska rozdzielcza prezentuje się w porządku. Jest miękka, dobrze spasowana. Podobnie jak boczki drzwi, które zaakcentowano podświetlanymi listwami. Ten motyw ciągnie się aż w okolice schowka przed przednim pasażerem. W nocy daje to naprawdę przyjemny dla oka widok i dodaje szczyptę ekskluzywności. Za ekranem wyświetlacza systemu audio i nawigacji można z kolei znaleźć obszerny schowek. Całość pozostawia po sobie dobre wrażenie. Projektantom wnętrza należy postawić piwo. Albo Pina Coladę.

Czy tak dobrze jest też podczas jazdy? Krótko mówiąc, jest. Pomijając Camaro czy Corvette, bo to zupełnie inne pary kaloszy, nie jestem sobie w stanie przypomnieć czy kiedykolwiek jeździłem lepiej prowadzącym się Chevroletem. Zawieszenie działa w sposób, który naprawdę warto docenić. Jest mięsiste, solidnie wgryza się w jezdnię, ale nie jest przy tym irytująco sztywne. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko odrobinę lepiej skalibrowanego układu kierowniczego. Chociaż może oczekuję za dużo? Jazda tym autem daje całkiem dużą frajdę z jazdy. Nie mam na myśli brutalnego prostowania każdego zakrętu, ale komfort jazdy jest godny limuzyny. Jak na poziom tej klasy aut, kabina wyciszona jest bardzo dobrze. Przy prędkości 140 km/h możesz rozmawiać z pozostałymi pasażerami równie swobodnie i bez zakłóceń, jak przy 70. Hałas spod maski usłyszysz dopiero, kiedy zatrzymasz się na światłach.

Dwulitrowy diesel ma lekkie wibracje przy niskich obrotach silnika, ale kiedy łopatki turbiny zaczynają obracać się szybciej, kultura pracy 160-konnej jednostki poprawia się. Motor bardzo dobrze dogaduje się z sześciostopniową skrzynią manualną, która ma krótkie skoki na lewarku. Przy wbijaniu kolejnych biegów po prostu sprawia wrażenie solidnie wykonanej. Denerwuje w niej tylko zbyt czułe sprzęgło. Nawet jeśli po zmianie biegu na wyższy powoli je puszczasz, momentalnie podnosi obroty na silniku i sprawia, że Malibu wyrywa się do przodu. W trasie nie ma z tym problemu, ale w mieście już mocno wkurza.

Osiągi Chevroleta są najzwyklej w świecie przeciętne: 9,7 s. od 0 do 100 km/h i prędkość maksymalna na poziomie 204 km/h. Wspomniane 160 KM osiągane jest przy 4000 obr./min., choć maksymalny ciąg jednostki - 350 Nm, ma się do dyspozycji już od 1750 obr./min. Godne uwagi jest za to spalanie, na poziomie 5,5 l./100 km w jeździe mieszanej.

Cena testowanej i najbogatszej wersji LTZ to wydatek sięgający 110 000 zł. "Dużo" - powiecie. "I to jeszcze za Chevroleta?" Zgadzam się, bo uważam, że samochody generalnie powinni być tańsze. Wszystkie, bez wyjątku. Lecz jeśli popatrzeć na cenniki potencjalnych konkurentów, to propozycja Chevroleta skalkulowana jest korzystnie. Opcji do wyboru nie ma zbyt wiele (elektryczny szyberdach i nawigacja odpowiednio w kwotach: 3000 i 4000 zł), ale już standard wyposażenia w tym wariancie jest zdecydowanie do zaakceptowania: dwustrefowa klimatyzacja automatyczna, ksenonowe reflektory, niezłe audio z MP3 z panelem sterowania na 7-calowym, kolorowym wyświetlaczu LCD, pełna elektryka, czujniki parkowania, multifunkcyjna kierownica. To najważniejsze z nich. Ważniejsze jest jednak to, że Chevroletowi udało się zbudować interesujący samochód, ciekawą odskocznię od najbardziej popularnych modeli w tej klasie.

CENA: 109 990 zł (LTZ) 
SILNIK:2.0 D 160 KM 
OSIĄGI:0-100 km/h - 9,7 s. ; V-max - 209 km/h 
SKRZYNIA:6-stopniowa manualna 
SPALANIE:5,5 l. ON/100 km (śr.) 

Podobne wiadomości:

Audi Q5 - znamy cenę

Audi Q5 - znamy cenę

Aktualności 2016-12-08

Wielkie stolice zakażą Diesli

Wielkie stolice zakażą Diesli

Aktualności 2016-12-06

Komentuj:

~prezes 2013-03-15

Faktycznie ciekawy sposób prezentacji samochodu. W porównaniu do pospolitych "brukowców samochodowych" tu można się czegoś dowiedzieć jakoś tak bardziej obiektywnie, bez piania z zachwytu nad każdą śrubką czy listewką niezależnie od marki i klasy. Gratuluję!

~zzxx 2013-02-07

Fajnie napisany artykuł. W porównaniu do początków tego działu widać bardzo pozytywną zmianę!

~sasa 2013-02-06

Insignia kontra Malibu, szczerze? ja wybrałbym Chevroleta, ma przynajmniej charakter

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
S8 Łódź - Wieluń - działa pierwsza stacja benzynowa
S8 Łódź - Wieluń - działa pierwsza stacja benzynowa
Mamy dobrą wiadomość dla wszystkich kierowców poruszających się w najbliższych dniach drogą ekspresową S8 z Warszawy w kierunku Wrocławia. Na odcinku pomiędzy Łodzią a Wieluniem uruchomiono pierwszą stację benzynową.