mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Chevrolet Orlando w roli Ski busa

Chevrolet Orlando w roli Ski busa

Od kilku tygodni w górach trwa zima pełną gębą. Z tej okazji postanowiliśmy zabrać naszego długodystansowego Chevroleta Orlando na krótki wypad na stok.

Chevrolet Orlando w roli Ski busa

Za cel naszej wyprawy obraliśmy dobrze znany ośrodek narciarski w Zieleńcu leżący w paśmie Gór Orlickich, będących jednocześnie częścią Sudetów Środkowych. Dysponuje on dobrze rozwiniętą siecią wyciągów i tras narciarskich. Ponadto aktualnie panują w nim najlepsze warunki do uprawiania białego szaleństwa w tej części Polski. Jednak nie chodziło tylko o to. Chcieliśmy sprawdzić jak w trakcie takiego wypadu spisze się testowany przez nas już blisko trzy miesiące Chevrolet Orlando. Przed amerykańskim vanem postawiliśmy zadanie: przewieźć pięć osób wraz z zimowym ekwipunkiem, nie wykorzystując do tego celu dodatkowego bagażnika dachowego, w którym moglibyśmy pomieścić deski snowboardowe i narty.

Już podczas pakowania przed ponad 120-kilometrową podróżą z Wrocławia do Zieleńca okazało się, że przetransportowanie takiej ilości osób oraz wspomnianego bagażu nie stanowi dla testowanego Orlando jakiegokolwiek problemu. Wszystko za sprawą dobrze przemyślanej koncepcji dzielenia tylnej kanapy i dodatkowych, również oddzielnie montowanych dwóch siedzeń trzeciego rzędu. Nawiązując do terminologii piłkarskiej pięciu pasażerów (wraz z kierowcą) zasiadało w następującym ustawieniu: 2-2-1, gdzie cyfry 2 dotyczą zajęcia miejsc kierowcy, przedniego pasażera, a w drugim rzędzie lewego i środkowego siedzenia tylnej kanapy. 1-nka z kolei dotyczy jednego miejsca trzeciego rzędu siedzeń. W ten sposób w obszernym wnętrzu Orlando udało się wygospodarować prawą stronę pojazdu do transportu długich nart i czterech desek snowboardowych. Oczywiście zanim wyruszyliśmy w drogę, zimowy bagaż został należycie zabezpieczony linami, w taki sposób by podczas jazdy lub gwałtownego hamowania nie przemieszczał się po kabinie Chevroleta.

Ze względu na podniesienie jednego miejsca ostatniego rzędu automatycznie zmniejszyła się nominalna pojemność bagażnika Orlando, wynosząca 458 l. Jednak dzięki temu otrzymaliśmy dodatkowe miejsce dla piątej osoby, która w trakcie podróży nie mogła narzekać na brak miejsca. Trzeba z pełną satysfakcją przyznać, że Orlando należy do niewielkiej grupy samochodów, w których pasażerami trzeciego rzędu mogą być osoby dorosłe, a nie tylko dzieci. Co prawda dostęp do niego jest trochę utrudniony ze względu na niewygodny system odchylania siedzeń drugiego rzędu, jednak jak wspomnieliśmy już po zajęciu miejsca ostatni z pasażerów otrzymuje więcej niż poprawną ilość miejsca na nogi i głowę. Do tego Chevrolet nie zapomniał umieścić dla nich dodatkowych cup-holderów wkomponowanych w plastikową osłonę tylnych nadkoli.

W trakcie podróży dość mocno obładowanym Chevroletem, samochód podczas pokonywania zakrętów spisywał mimo wszystko stabilnie. Oczywiście jazda z pięcioma osobami na pokładzie i ważącym kilkadziesiąt kilogramów sprzętem narciarskim wymaga przede wszystkim niższych prędkości i większej płynności (zwłaszcza na ośnieżonych partiach trasy), jednak Orlando nie wykazywało w tym elemencie przesadnych tendencji do niebezpiecznego odchylania się na boki, czy nurkowania przodem podczas mocniejszego hamowania. O czym to świadczy? Przede wszystkim o właściwym/równomiernym rozmieszczeniu pasażerów i bagażu wewnątrz pojazdu, posiadania na wyposażeniu seryjnym systemu wspomagania nagłego hamowania - HBA, a także o zwartym zawieszeniu Chevroleta, co w przypadku wielu vanów dostępnych na rynku jest pewną wadą. W pogoni za komfortem wielu producentów zapomina, że oprócz wygody liczy się także odpowiednia przyczepność. W tym aspekcie Chevrolet Orlando wypada akurat bardzo dobrze.

Trzy kilometry po zjeździe z DK8 prowadzącej do przejścia granicznego w Kudowie-Zdroju na drogę powiatową nr 389 kierującej bezpośrednio do Zieleńca, nasz długodystansowy Chevrolet Orlando stał już w gigantycznym korku. Jak się okazało wielu rodaków dzień 6. stycznia i przypadające na ten czas Święto Trzech Króli postanowiło wykorzystać w taki sam sposób jak zgraja amatorów szusowania znajdująca się w kabinie czarnego Orlando. 40-minutowe ślimaczenie się w niekończącej się kolejce samochodów, ostatecznie spełzło na niczym.

Przy zachowaniu formalnych procedur demokratycznych postanowiliśmy zrezygnować z dojazdu do Zieleńca i obrać nowy cel podróży. Zanim jednak w nawigacji pojawił się nowy azymut, zgodnie stwierdziliśmy, że tak duży samochód jak Orlando powinien być standardowo wyposażony w system ułatwiający ruszanie ze wzniesienia. Zwłaszcza w zimowych warunkach, kiedy obciążonym vanem podróżuje więcej osób "hill holder" byłby bardzo przydatnym rozwiązaniem, niwelującym buksowanie kół czy staczania się pojazdu z pochyłości.

Tymczasem porzucając plany dotarcia na nartostrady Gór Orlickich postanowiliśmy odwiedzić, położone o 70 km na północny-zachód tereny naszych sąsiadów z Czech. Dokładniej rzecz ujmując Chevrolet Orlando po nawróceniu się na wąskiej drodze pędził już w kierunku Jańskich Łaźni i stoków Cernej Hory (Czarnej Góry). Najkrótsza trasa wiodła przez serpentyny ciągnące się od przejścia granicznego w Nachodzie, dalej przez Cerveny Kostelec, Upice i Trutnov.

Z wąskimi i krętymi partiami bardzo dobrze radził sobie dwulitrowy turbodiesel o mocy 163 koni mechanicznych. Już we wcześniejszych raportach zjazdy podkreślaliśmy jego wzorową elastyczność i bardzo dobre sprzężenie z sześciobiegową skrzynią. Ta podróż tylko utwierdziła nas w tym przekonaniu. 360 Nm momentu obrotowego w nawiązką wystarczają by w pełni załadowany Orlando zwinnie poruszał się po górskich zjazdach i podjazdach. Chevrolet stosuje także niezłą dietę - w zimowych warunkach i w tak nieprzyjaznym terenie jeśli chodzi o uzyskanie ekonomicznych wyników spalania. Chevrolet Orlando spisał się naprawdę dobrze.

Dojeżdżając do Jańskich Łaźni komputer wskazywał średnią konsumpcję paliwa na poziomie 7,5 l. Czeskie góry przywitały nas dość obfitymi opadami śniegu, co widać na załączonych zdjęciach. Atmosferę jednak poprawił Chevrolet Orlando, który po raz kolejny udowodnił, że jeśli chodzi o najważniejsze cechy jakimi powinien dysponować van, amerykański model powinien być zaliczany do czołówki. Według nas spełnia wymagania jakości 'OPO' - czyli Obszerny, Pojemny, Oszczędny.

Serwis specjalny - Chevrolet Orlando w teście długodystansowym>>>

 


Podobne wiadomości:

Chevrolet Corvette Shooting Brake - w sam raz na zakupy

Chevrolet Corvette Shooting Brake - w sam raz...

Aktualności 2016-04-06

Test opon letnich 2016 w auto motor i sport

Test opon letnich 2016 w auto motor i sport

Aktualności 2016-04-05

Komentuj:

~olaf 2012-01-25

co to jest 1nka ? czy "dziennikarze" spali na j. polskim czy też mają maturę od Giertycha za obecność? to że piszecie o autach nie znaczy, że macie pisać z błędami

~maks 2012-01-24

@ Miłosz i byś zapłacił z 20 tys. więcej

~miłosz 2012-01-24

i dlatego ja bym wybrał freemonta

~h8r 2012-01-24

a konkurent w postsaci Fiata Freemont naped na 4x4 posiada!

~miłosz 2012-01-24

napędu na 4 koła nie ma, generalnie dziwne, ale nie ma wielu aut na rynku typu van czy minivan właśnie z dołączanym napędem 4x4, a myślę, że to byłaby całkiem całkiem nisza, a co do orlando to b. fajny wóz jak za te pieniądze

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport