mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Chevrolet Volt: Ekologi(k)a

Chevrolet Volt: Ekologi(k)a

To bez wątpienia obecnie jeden z najważniejszych modeli w gamie Chevroleta. Amerykańska marka ma co do tego samochodu wielkie oczekiwania. My także. W kolejnym dniu akcji "Tydzień z Chevroletem" tym razem pod lupę bierzemy elektryczny model Volt.

Chevrolet Volt: Ekologi(k)a
Producent z delikatnym, piarowym nalotem mówi o nim jako o rozszerzonej koncepcji auta elektrycznego. Co to oznacza?  Chevrolet Volt zasilany jest prądem. Już wyobrażam sobie te skwaszone miny: "Przecież autem na prąd co najwyżej można  dojechać do najbliższej krzyżówki, później trzeba je pchać". To prawda, dzisiejsze auta z segmentu EV (Electric Vehicle)  to póki co "krótkodystansowce". Ale Volt - podobnie jak bliźniaczy Opel Ampera - podchodzi do tej kwestii inaczej.

Ten  Chevy na pokładzie ma także tradycyjny, czterocylindrowy silnik spalinowy o pojemności 1,4 l., który rekompensuje  kierowcy ubogą infrastrukturę stacji do ładowania aut elektrycznych. Od razu mówię, że nie jest to kopia napędu Toyoty Prius. W Volcie szofer używa tylko i wyłącznie energii nagromadzonej w bateriach litowo-jonowych (220 ogniw o pojemności 16 kWh). Jeśli ta się skończy wówczas wykorzystuje do jazdy silnik benzynowy, który pełni rolę generatora prądu. Tym samym zasięg Volta (około 480 km) zwiększa się do standardów aut jakimi przywykliśmy jeździć od zawsze.

Ponadto cały czas otrzymujemy dostęp do natychmiastowego momentu obrotowego - w przypadku Volta wynosi maksymalnie 370 Nm, ale jednocześnie nie trzeba zaciskać pośladków ze stresu, kiedy na desce rozdzielczej zapali się lampa sygnalizująca niski stan baterii. Jeśli akumulatorki są naładowane w pełni, wówczas bez zbędnego forsowania układu napędowego uda ci się przejechać około 70 kilometrów dystansu. No chyba, że akurat pokonujesz przełęcz Col de Turini. Wówczas bezszelestna jazda skończy się relatywnie szybciej. Naładowania akumulatorów Volta można także z powodzeniem dokonać w domu, w standardowym gniazdku 230V. Cały proces trwa około trzech godzin, przy czym, jeśli nie były one do końca rozładowane, czas jest odpowiednio krótszy. Na litowo-jonowe baterie Chevrolet daje osiem lat gwarancji albo będzie je serwisował za darmo do przebiegu 160 000 km. Marka zakomunikowała to w trakcie wizyty Prezydenta USA Baracka Obamy, w jednej z jej fabryk w stanie Michigan. To chyba zobowiązuje.
Jednak na tym korzyści się nie kończą. Spalinowy motor działa w Volcie jako generator dla jednostki elektrycznej, a nie jako typowy silnik. Ponieważ nie musi kręcić się co chwilę na wysokich obrotach, otrzymuje się w ten sposób solidną ekonomikę spalania (około 6 l. benzyny na 100 km) i niski poziom emisji CO2 na poziomie 27g/km. A to z kolei wydłuża czas posiadania wypchanego portfela w kieszeni. Według Chevroleta naładowanie akumulatorów będzie kosztować ok. 1 Euro, co daje koszt przejechania jednego kilometra w wysokości około 2 Eurocentów. Tymczasem koszt przejechania jednego kilometra 
przy użyciu benzyny wynosi mniej więcej 12 Eurocentów (przy cenie 1,5 Euro/l). Przejeżdżając dziennie dokładnie 60 km, rocznie pozwoli to zaoszczędzić około 2200 Euro. Nieźle. Od strony eko Chevrolet Volt wypada więc bardzo dobrze. A co z jazdą?

Elektryczny agregat Volta dysponuje mocą 150 KM. Ale to nie powoduje, że świat przemyka za oknami w szczególnie szybkim tempie. Przyspieszenie z miejsca do pierwszej setki zajmuje elektrycznemu Chevroletowi 9 s. Wynik do zaakceptowania, choć mogłoby być lepiej gdyby nie spora masa własna auta. Volt należy do aut klasy kompaktowej. W podłodze ma jednak ulokowane baterie, a one nie są lekkie. W sumie jest to 1715 kg. Ford Focus dla przykładu, jest lżejszy o blisko 520 kilogramów. 

Różnica jest zatem ogromna. Nie oznacza to jednak, że Volt nadaje się do jazdy wokół komina. Maksymalnie rozpędza się do 160 km/h i to w zupełności wystarczy do komfortowej jazdy po autostradzie. Z tą różnicą, że zamiast odgłosu silnika spalinowego częściej słychać w nim tylko szum wiatru. Przejeżdżając po nierównościach nie robi też większego hałasu w kabinie. Prowadzi się go naprawdę przyjemnie, zwłaszcza, że ma sporo przeszklonej powierzchni, przez którą bardzo dobrze obserwuje się sytuację na trasie. Jeśli rozpatrujemy Volta pod kątem środka komunikacji, który ma przewieźć pasażerów z punktu A do punktu B, trudno mu cokolwiek zarzucić. Bagażnik ma pojemność 301 l.

Auto elektryczne z założenia musi być odrobinę stylistycznie odjechane. W końcu mówimy o motoryzacji przyszłości. Wnętrze Chevroleta jest tego najlepszym przykładem. Wygląd zegarów i centralnej konsoli trochę jak w odrzutowcu, trochę jak z produktu marki, której znakiem rozpoznawczym jest ugryzione jabłko. Kształt niektórych elementów, jak chociażby drążka zmiany biegów, przypomina maszynkę do golenia dla pań serii Gillette Venus. Większość przycisków wtopionych jest w lakierowaną obudowę deski rozdzielczej i można je obsługiwać w zasadzie opuszkami palców. W miarę szybko można to wszystko okiełznać i poczuć się w środku jak we własnym... garażu.

Jak już wspomniałem Chevrolet Volt ma wiele wspólnego z Oplem Ampera. Różni się oczywiście emblemetami, ale co bardziej istotne, także ceną. Jest tańszy od swojego wewnątrzkoncernowego rywala. Przynajmniej tak jest w krajach, w których Volt jest oferowany w sprzedaży. W Polsce na pewno nie zobaczysz go w salonach dealerskich przynajmniej do końca 2012 roku - taka jest polityka biznesowa koncernu General Motors. Po przeliczeniu na złotówki, w Europie Zachodniej Volt jest tańszy od Ampery średnio o około 2000 zł. Przeważnie posiada też odrobinę bogatsze wyposażenie seryjne, ale nie jest to regułą. Ampera do sprzedaży w naszym kraju wejdzie na początku przyszłego roku w cenie podstawowej sięgającej 160 000 zł. Jeśli pod uwagę weźmiemy fakt, że mniej więcej tyle samo kosztuje Mitsubishi i-MiEV, cena wydaje się naprawdę okazyjna. A w przeciwieństwie do japońskiego wynalazku, Amperę i Volta można uznać za pełnowymiarowy samochód.

Tymczasem co można powiedzieć o modelu Volt to to, że jest to na razie jeden z niewielu samochodów na prąd, w których koncepcja tego alternatywnego napędu ma jakąś logikę. My, kierowcy zostaliśmy przyzwyczajeni do pewnej niezależności, do posiadania nieograniczonych możliwości. Większość oferowanych nam aut elektrycznych tej podstawowej potrzeby nie spełnia. Volt owszem. Nie jestem fanem samochodów zasilanych z gniazdka, ale ten Chevrolet jest faktycznie sensowny.


Z okazji setnych urodzin marki Chevrolet na stronach Mojeauto.pl przez ten tydzień prezentowane będą specjalne materiały dotyczące amerykańskiej marki. Przeczytacie między innymi relacje z jazd testowych najnowszymi modelami oraz różne ciekawostki z historii. A już w najbliższą sobotę (19.11.) opublikujemy konkurs dla naszych Czytelników. Odwiedzajcie zatem często nasze strony!

Podobne wiadomości:

Elektryczne Mercedesy pod koniec dekady

Elektryczne Mercedesy pod koniec dekady

Aktualności 2016-08-08

SsangYong planuje elektryczny model

SsangYong planuje elektryczny model

Aktualności 2016-05-31

Komentuj:

~pawian 2011-11-26

Pojazdy elektryczne były jednymi z pierwszych samochodów wykorzystywanych do przemieszczania się ludzi. Pomiędzy 1832 a 1839 szkocki biznesmen Robert Anderson wymyślił pierwszy prymitywny powóz elektryczny. Profesor Sibrandus Stratingh Groningen, Holandia, zaprojektował elektryczny samochód, którego model w skali wykonał jego asystent Christopher Becker w 1835. Pojazdy elektryczne popadły w niełaskę również z powodu masowej produkcji Forda T od 1908 do 1912 roku czyli Heniek Ford i jego konszachty z Rokefelerami

~sky 2011-11-24

Zagadzam się z przedmówcami, samochody elektryczne powinny wejść już do seryjnej produkcji w latach 70-80 i powinny być alternatywą dla paliw kopalnych. Wtedy ta technologia mogła by się rozwijać na równi z ze spaliniakami. Kto by wygrał nie wiadamo ale szanse byłyby wyrównane, przynajmniej w miarę. Technologie elektrycznych napędów były już praktykowane na początku XX w. ale skutecznie blokowane przez lobby naftowe. Sami pozwoliliśmy na to, nie sprzeciwialiśmy się tylko konsumowaliśmy to co nam podsunięto pod nos i to był błąd.Przy obecnej walce o ekologię powinno się położyć duży nacisk na napędy elektryczne i w tym kierunku powinny się skupić koncerny samochodowe ale one też są skorumpowane przez nafciaży. Jeszcze długo przydzie nam czekać na ogólno dostępne samochody o sporym zasięgu elektrycznym. pozdrawiam

~Kolpak 2011-11-24

Miałem okazję niedawno jeździć tym samochodem i muszę przyznać, że przyśpiesza naprawdę dobrze - przynajmniej ja byłem mile zaskoczony będąc nastawionym na to, że kompaktowy elektryk raczej nie ma powalać tym parametrem.

~michał 2011-11-24

Cena jak zwykle zaporowa ( za oceanem jest tańszy o połowę wliczając dopłaty rządowe) nie dająca w Polsce jakichkolwiek korzyści finansowych. Tylko co zrobiłby Rostkowski i cała Europa gdyby nagle wpływy z akcyzy paliwowej zmniejszyły się o połowę? Te auto było już opracowane przez GM w latach 70tych jednak zaniechano seryjnej produkcji. Kolejny spisek? A jak.

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport