mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Citroen C1 vs Hyundai i10: Maluch i młodzieniaszek

Citroen C1 vs Hyundai i10: Maluch i młodzieniaszek

Podział na segmenty już dawno przestał być prosty jak przysłowiowa budowa cepa. Co więcej, to często producenci celowo tworzą takie auta, które stoją rozkrokiem pomiędzy różnymi klasami. W dzisiejszym porównaniu mamy jednak dwa modele, ze sklasyfikowaniem których teoretycznie nie powinniśmy mieć problemów. A jednak... Stojąc obok siebie - Citroen C1 i Hyundai i10 wydają się autami, które mają więcej różnic niż podobieństw.

Citroen C1 vs Hyundai i10: Maluch i młodzieniaszek

A wszystko za sprawą ostatniej zmiany w koreańskim maluchu. Poprzednia generacja Hyundaia i10 była, krótko mówiąc, autem prostym, o pudełkowatym kształcie, z mało ciekawą stylistyką, kiepsko wyposażonym, której główną zaletą był fakt, iż był to jeden z najtańszych modeli dostępnych na polskim rynku, bez aspiracji do miana lidera segmentu A. Teraz się to zmieniło i to od razu o 180 stopni.

Nowy i10 nie ma już żadnych kompleksów, by stanąć ramię w ramię z obecnymi najpopularniejszymi maluchami. Zaprojektowany z myślą właśnie o europejskim odbiorcy wygląda dobrze, żeby nie powiedzieć świetnie, na tle swoich konkurentów. Ma zadziorny "pyszczek" z modnymi LED-ami do jazdy dziennej, charakterystyczne przetłoczenia z boku dodają mu dynamiki, a wyważone proporcje sprawiają, iż wygląda całkiem zgrabnie. W tym aspekcie Citroen C1, który przeszedł kolejny raz zabieg odmładzający, wygląda o wiele słabiej. Same LED-y i jeszcze krótsza maska silnika to za mało, by mówić o jakichś znaczących zmianach. Różowe wdzianko francuskiego malucha nie dodaje mu powagi, sprawia, jakby ten pierwszoklasista wciąż myślami był w przedszkolu, podczas gdy jego koreański kolega już zaczyna zerkać w stronę starszych koleżanek.

Być może to kwestia wymiarów, bowiem Hyundai i10 pod tym względem wyraźnie przewyższa małego Citroena. Jest o 23 cm dłuższy, a do tego po kilka centymetrów szerszy i wyższy. Poza tym miejscami wygląda na bardziej "napakowanego". Przekłada się to znaczącą różnicę w kabinach obu modeli.

Niewielkie gabaryty zewnętrze sprawiają, iż podróż "C-jedynką" dla dorosłych jest możliwa wyłącznie na przednich fotelach. Z tyłu byłoby to możliwe dopiero po amputacji obu dolnych kończyn, choć i wówczas ci wyżsi musieliby się mocno skulić. Tylną kanapę lepiej zostawić dzieciom i to takim, które nie osiągnęły jeszcze wieku gimnazjalnego. Za tylną kanapę lepiej także nie zaglądać, chyba że naprawdę musimy. Przestrzeń bagażowa jest tak naprawdę mikroskopijnych rozmiarów. Według danych katalogowych oferuje 139 litrów (po złożeniu tylnej kanapy pojemność rośnie do 751 litrów). Żeby upakować torbę podróżną, która bez problemu zmieści się do luku bagażowego w samolocie tanich linii, w Citroenie musieliśmy odchylać oparcia. Jeżeli już przyczepiamy się do bagażnika, to kolejna irytująca sprawa w tym modelu, to jego klapa, a w zasadzie szyba. Z powodów aerodynamicznych bardzo szybko się brudzi, tak więc przy próbie jej zamykania (i braku uchwytu po wewnętrznej stronie) ubrudzimy się błotem.

W Hyundaiu jest pod tym względem dużo lepiej. Po bezpośredniej przesiadce wydaje się, że ilość miejsca jest dwa razy większa. Do tego siedzimy trochę wyżej i na pewno dużo wygodniej. W wyższych wersjach wyposażeniowych i10 oferuje fotel z regulacją wysokości. Wydawałoby się, że koreański samochód będzie skrojony pod mikrych Azjatów, ale nic bardziej mylnego. Pod tymi względami rozkłada Europejczyka na łopatki. Przy okazji dorosła osoba, skazana na oglądanie mijanych krajobrazów z tylnej kanapy, miny może nie będzie mieć zadowolonej, ale nie przypłaci za to takiej podróży martwicą nóg. Bagażnik jest również mocną stroną koreańskiego konkurenta. Przestrzeń, jaką oferuje, to 252 litry pojemności. Pod tym względem jest to lider kategorii. Dodatkowo w standardzie jest oferowana składana kanapa, dzięki której przestrzeń ładunkowa powiększa się do ponad tysiąca litrów pojemności.

Gdy w końcu uda nam się zająć optymalną pozycję za kierownicą, co w przypadku modelu C1 nie jest wcale takim łatwym zadaniem, zaczniemy się rozglądać po wnętrzu. O ile wygląd zewnętrzny mógł nastroić nas pozytywnie, to środek szybko weryfikuje oczekiwania. Nieważne jaką wersję wybierzemy, wnętrze samochodu będzie nam cały czas przypominać, z jaką półką cenową mamy do czynienia. Na szczęście jest ono dość oryginalne, dzięki kosmicznym kształtom zegarów. Dookoła otacza nas plastik, momentami kolorowany w cukierkowym kolorze nadwozia. Na plus dla atmosfery we wnętrzu robią tutaj całkiem spore szyby. Dzięki czemu promienie słońca mogą dobrze doświetlić kabinę, a kierowca ma bardzo szeroki kąt widzenia. Najbardziej intrygujący we wnętrzu był dla nas panel sterowania klimatyzacją. Wykonany z półprzezroczystego plastiku podświetlanego na pomarańczowo-różowy odcień przypominał nam trochę… bidon.

Wracając do koreańskiego konkurenta, ponownie możemy pomyśleć, że oba samochody grają w zupełnie różnych ligach. Hyundai od kilku lat ostro celuje w Volkswagena. Samochody tej marki są projektowane i strojone w Niemczech, dlatego zajmując miejsce za kierownicą mamy poczucie, że wewnątrz auta nastał „ordnung”. Przed oczami mamy jeszcze poprzednie generacje tego modelu, które prezentowały starą, ale niekoniecznie dobrą szkołę z Korei Południowej. Były tanie plastiki i stylistyka rodem sprzed dwóch epok. Teraz Hyundai i10 liczbą schowków mógłby zawstydzić niejednego francuskiego vana. Uchwyty na kubki są z każdej strony. Kolejna sprawa to złącze USB oraz komunikacja Bluetooth (w tym obsługa streamingu audio). W tej kwestii należy pochwalić oba modele. Nareszcie producenci przestali traktować port USB jako luksusowy dodatek wymagający wykupienia specjalnego adaptera-kabla za kilkaset złotych. Pewien producent z segmentu premium mógłby się od nich trochę nauczyć.

2 tysiące "z hakiem" droższa podstawowa odmiana Hyundaia i10 i równe 4 tysiące więcej warta najlepiej wyposażona wersja koreańskiego malucha sugerują nieco dłuższą listę dostępnych elementów wyposażenia w ofercie "koreańczyka". Tak jest w rzeczywistości, choć pod względem rzeczy niezbędnych Citroen wcale nie odstaje. Oba maluchy już w bazowym wariancie oferują komplet poduszek, ESP, wspomaganie kierowcy czy też dzieloną i składaną tylną kanapę z mocowaniami Isofix. W Citroenie za klimatyzację manualną dopłacimy 3000 zł, a za radio CD 1,5 tys. W Hyundaiu oba te elementy możemy dokupić w pakiecie, który wyniesie nas... 4,5 tys. zł. Z praktycznych elementów wyposażenia i10 przebija C1 o komputer pokładowy.

W obu przypadkach mamy pod maską litrowe silniki o mocno zbliżonych parametrach. Różnią je w zasadzie detale. Jednostka w C1 jest mocniejsza o 2 KM, zaś w i10 z większym o 2 Nm maksymalnym momentem. Jednak na ich końcową ocenę wpływa całokształt. Przy tak niewielkich jednostkach każdy kilogram jest na wagę złota. W przypadku C1 korzyść wynosi aż 130 kilogramów. Dlatego pod względem zrywności Citroen zostawia w tyle Hyundaia. Sprint do setki trwa w C1 1,2 sekundy krócej. W warunkach miejskich oba modele mają równe szanse, jednak nie samą jazdą w mieście samochód (miejski) żyje. Czasami trzeba wyjechać poza miasto lub na miejską obwodnicę, gdzie dopuszczalna prędkość zaczyna nieuchronnie zbliżać się do maksymalnej.

Gdy przekroczymy magiczną barierę 100 km/h wychodzą wady lekkiego Citroena C1. W kabinie robi się bardzo głośno, a na kierownicy odczujemy każdy mocniejszy podmuch wiatru lub wyprzedzający nas z dużą prędkością samochód. Kolejna sprawa to osiągi. W małej „cytrynie” mamy do dyspozycji tylko pięć biegów, ale mimo wszystko wyprzedzanie w warunkach pozamiejskich wymaga częstego sięgania po lewarek skrzyni biegów. Zawieszenie jest raczej sztywne, ciężko znosi poprzeczne nierówności i w mocnym stopniu przenosi je do kabiny, co pogarsza komfort podróżowania. Dużym atutem tego niewielkiego samochodu jest jego mikroskopijne zapotrzebowanie na paliwo. Bak jest niewielki, ale przy spalaniu w warunkach pozamiejskich na poziomie 4,5 l/100km zajedziemy naprawdę daleko. W mieście przy mocnym operowaniu prawym pedałem musimy się liczyć, że litrowy silnik pochłonie maksymalnie 6 l/100km.

Koreański konkurent pod względem przekazywania osiągów na asfalt jest bardziej stonowany. Kultura pracy jednostki stoi na porównywalnym poziomie, ale różnicę robi tutaj wyciszenie wnętrza. Przy prędkości ponad 100 km/h jest tutaj zauważalnie ciszej niż we francuskim modelu. To ważne, jeżeli od czasu do czasu zdarza nam się pokonywać trasy za miastem, gdzie potrzebne jest rozwinięcie dużo wyższej prędkości. Odwiecznym problemem małego Hyundaia było troszkę zbyt mocne elektryczne wspomaganie kierownicy. W najnowszej odsłonie poprawiono całe zawieszenie, ale nadal pozostawiono kwestię układu kierowniczego w spokoju. W zakrętach samochód zachowuje się bardzo przewidywalnie, na poprzecznych nierównościach zawieszenie dużo zgrabniej radzi sobie z tłumieniem. W bezpośrednim starciu nieco wolniejszy Hyundai nadrabia dużo wyższym komfortem. Średnie spalanie w trasie w przypadku i10 wynosi 5,1 l/100km. Na mieście musimy dołożyć do tego wyniku jeszcze co najmniej dwa litry benzyny bezołowiowej.

Jeszcze do niedawna auta z segmentu A miały przede wszystkim mało kosztować i służyć wyłącznie do miejskiej jazdy, jednej, góra dwóm osobom. O dłuższym wypadzie poza miasto można było zapomnieć, choćby ze względu na braki w pojemności bagażnika. Jednak obecnie sporo się zmienia. Projektanci umieją już wykorzystywać każdy centymetr, ba, nawet każdy milimetr przestrzeni i w małych z pozoru samochodach nie odczuwamy już klaustrofobii.

Najlepszym tego przykładem jest nowy Hyundai i10, który w obecnej generacji wydoroślał i zrywa całkowicie z takim postrzeganiem auta z segmentu A. Za taką zmianą poszła również cena, która teraz startuje od 35.900 zł. W tym kontekście jednak wielu konkurentów jesteśmy w stanie nabyć taniej. W tym i Citroena C1 - jednak to chyba jedyny element, w którym jest on lepszy od "i-dziesiątki". W każdym innym względzie Hyundai przewyższa swojego kolegę z klasy.

 Citroen C1
Hyundai i10
dług./szer./wys. (mm)
3.435/1.630/1.4653.665/1.660/1.500
rozstaw osi (mm)
2.340
2.385
masa własna (kg)
800
933
poj. silnika (ccm)
998
998
moc (KM)
68 (przy 6.000 obr/min)
66 (przy 5.500 obr/min)
moment obrotowy (Nm)
93 (3.600 obr/min)
95 (3.500 obr/min)
0-100 km/h (sek.)13,7
14,9
Vmax. (km/h)
160
155
trasa/średnie/miasto (l/100km)
3,8/4,3/5,14,0/4,7/6,0
średnie spalanie - test (l/100km)
5,1
 6
poj. bagażnika (l)
139/751252/1.046
cena od (zł)
33.700
35.900

Sprawdź dostępne konfiguracje:

Hyundai i10
Hyundai i10
Cena podstawowa już od: 38 800 PLN brutto
Dostępne nadwozia: hatchback-5dr.

Podobne wiadomości:

Citroen C-Elysee po nowemu

Citroen C-Elysee po nowemu

Premiery 2016-11-15

Hyundai Ioniq - znamy cenę w Polsce

Hyundai Ioniq - znamy cenę w Polsce

Aktualności 2016-09-07

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport