mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Długi dystans: Chevrolet Orlando: Z myślą o rodzinie

Długi dystans: Chevrolet Orlando: Z myślą o rodzinie

Choć w naszym kraju dominują rodziny w układzie 2+1, maksymalnie 2+2, to jednak nie brak i takich, w których mamy większą liczbę członków. W tego typu przypadkach typowe auta, cztero-, bądź pięciomiejscowe nie zdają egzaminu, a ojcowie zaczynają się rozglądać za czymś przestronniejszym. I tu przed swoją szansą stają siedmiomiejscowe minivany, które coraz częściej można spotkać w ofercie producentów.

Długi dystans: Chevrolet Orlando: Z myślą o rodzinie
Nie zdążyliśmy się jeszcze do niego porządnie przyzwyczaić, a już minął miesiąc, od kiedy nasz długodystansowy Chevrolet Orlando służy nam swoimi walorami. Już prawie 5 tysięcy przejechanych kilometrów pozwoliło ugruntować nasze opinie o nim, a w niektórych przypadkach je diametralnie zmienić. Jak na razie poruszał się tylko po polskich drogach, choć z różną liczbą pasażerów na pokładzie - od wyłącznie samego kierowcy, po komplet podróżnych na pokładzie. Zanim o zaletach i wadach, jakie coraz bardziej się krystalizują, trzeba przyznać, że nasze Orlando jak dotąd nigdy nas jeszcze nie zawiodło. Oby tak do samego końca.

Najpopularniejsza amerykańska marka samochodowa od pewnego czasu mocno walczy o europejskiego klienta. W tym to celu odświeżona gruntownie została cała gama modelowa, we wszystkich najważniejszych segmentach rynkowych Chevrolet ma co najmniej solidnego gracza, duży nacisk został położony na lepszą jakość wykonania, co w efekcie ma doprowadzić do poprawy wizerunku marki. Niemałą rolę do odegrania ma w tym planie Chevrolet Orlando, typowo rodzinne minivany odgrywają bowiem coraz większą rolę nie tylko na Starym Kontynencie.

Siedem miejsc już w podstawowej wersji Orlando może trochę zaskakiwać. Bądź co bądź tak liczne rodziny należą u nas do mniejszości, a raczej nikt nie nabywa takiego auta z myślą, że będzie woził nim znajomych, sąsiadów czy kolegów z pracy. Dostępność podstawowej wersji przeznaczonej tylko dla pięciu osób z pewnością obniżyłaby cenę jego zakupu, co przełożyłoby się na zwiększenie atrakcyjności. Darowanemu koniowi podobno nie powinno się jednak zaglądać w zęby, tym bardziej, że ostatni rząd siedzeń można w szybki sposób schować w podłodze. Jednak jeśli już narzekamy, to wielka szkoda, że nie można całkowicie wymontować miejsc nr 6 i 7. W ten sposób, w konfiguracji pięciomiejscowej, mamy do naszej dyspozycji ponad 450-litrowy bagażnik, niby sporo, potrafię wyobrazić sobie jednak sytuację, gdy będzie to zdecydowanie za mała wielkość.

Z pewnością na wielkość przestrzeni bagażowej będziemy narzekać, gdy na pokładzie będzie komplet. Wówczas mamy tylko 89 litrów, co ciężko w ogóle nazwać bagażnikiem. Słabo, co jednak powiemy o większości siedmiomiejscowych minivanów, jest z miejscem na dwóch ostatnich miejscach. O ile dostęp do nich nie jest najgorszy, to zdecydowanie brakuje tam miejsca na nogi (będziemy zmuszeni siedzieć mocno podkuleni) oraz głowy (możemy zawadzać o podsufitkę). Osoby o wzroście ponad 170 cm przed zajęciem tych miejsc powinny podpisywać jakiś certyfikat, że nie będą wnosić pretensji w przypadku wystąpienia jakichkolwiek dolegliwości.

Odrobinę będziemy w stanie im ulżyć, dzięki regulowanym oparciom drugiego rzędu siedzeń, choć zdecydowanie brakuje tu możliwości przesuwania tychże foteli. Miejsca jest na nich pod dostatkiem, więc nie byłoby problemem, gdyby zaszła potrzeba przesunięcia ich o kilka centymetrów do przodu. Szkoda także, że siedzenia te są składane w proporcji 60/40, a nie np. 40/20/40, no i że środkowego siedzenia nie da się np. złożyć i schować, a zewnętrznych zsunąć do środka. Możliwości konfiguracji wnętrza, która jest dostępna u wielu konkurentów, byłyby znacznie większe, ale i tak nie jest w Orlando najgorzej. Złożenie wszystkich siedzeń da nam 856-litrowy bagażnik i płaską jak stół podłogę, niestety próg załadunkowy jest wówczas dość wysoki.

Najmniej zastrzeżeń mamy do obu przednich foteli. Są wygodne i obszerne, ten kierowcy ma przydatny w długich podróżach podłokietnik, a trzymanie boczne jest jak najbardziej poprawne. Większych problemów z ustawieniem właściwej pozycji nie będą mieć ani wyjątkowo wysocy kierowcy, ani tacy o mizernej posturze. Obsługa urządzeń pokładowych niemal wzorcowa, głównie za sprawą odpowiedniej wielkości pokręteł i przycisków. Choć jakość użytych materiałów to co najwyżej solidny średni poziom, dominują dość twarde plastiki, to nie mamy zastrzeżeń co do ich spasowania oraz estetyki.

Ciekawym rozwiązaniem jest schowek ukryty za podnoszonym do góry panelem do sterowania audio. Jeśli nie wiemy o jego istnieniu, to tylko przypadkiem możemy na niego natrafić. A lepiej nie przeoczyć go, bo wewnątrz kryje się, wykorzystywane często podczas podróży, złącze USB oraz aux. Pomysł jak najbardziej nam się podoba.

Stylistyka wnętrza jest ciekawa, ale bardziej pod tym względem atrakcyjne jest nadwozie. Choć nie, atrakcyjne może nie jest tu idealnym określeniem dla stylistyki Orlando. Minivan Chevroleta nie musi się każdemu podobać, ale z pewnością będzie się wyróżniał z coraz większego tłumu wszelkiej maści aut familijnych. Dosyć masywna i zwarta sylwetka, z wysoko poprowadzoną linią okien wskazuje na pochodzenie Orlando, choć trzeba przyznać, iż Orlando nie jest ani wytwarzane, ani sprzedawane w Stanach Zjednoczonych.

163-konna dawka mocy, najmocniejsza w ofercie Orlando, jest w zupełności wystarczająca do dynamicznego nawet rozpędzania auta. Wprawdzie 10 sekund do setki czy prawie 200 km/h maksymalnej prędkości na papierze może i nie robią jakiegoś oszałamiającego wrażenia, ale pamiętajmy z jakim rodzajem auta mamy do czynienia. Z drugiej strony subiektywne odczucia są znacznie lepsze, szczególnie jeśli będziemy utrzymywać się powyżej 2.000 obr/min. Poniżej tej granicy dwulitrowy diesel Orlando mocno traci ze swojej dynamiki i nie reaguje już tak chętnie na mocniejsze wciskanie pedału przyspieszenia.

Z niezłymi osiągami w parze idzie więcej niż dobry układ jezdny Orlando. Wywodzące się z Cruze'a zawieszenie jest idealnie sztywne, co oznacza, że świetnie sprawuje się podczas ostrzejszej jazdy na bardziej krętej drodze, a z drugiej strony zapewnia skuteczne tłumienie wszelkich nierówności. Do ideału niestety brakuje jednego. Podczas jazdy po mniej równych odcinkach dróg hałas dochodzący do wnętrza jest zdecydowanie za wysoki. Swoją cegiełkę do tego, że autem prowadzi się pewnie i stabilnie, dokłada również precyzyjny układ kierowniczy. Nie ma powodów do obaw podczas "szybkich" zakrętów, przechyły nadwozia Orlando są w normie.

Po miesięcu jazd 163-konnym Orlando średnie spalanie wynosi dokładnie 8 l/100 km. Najniższe, uzyskane oczywiście w trasie, nieznacznie przekroczyło wynik sześciolitrowy, podczas gdy w mieście musimy się liczyć z rezultatem na poziomie 10-10,5 l/100 km.

Największymi zaletami Chevroleta Orlando, trochę nieoczekiwanie, okazuje się dynamiczny silnik i świetnie zestrojony układ jezdny. Przestronne i w miarę wygodne wnętrze mogłoby oferować nieco więcej przydatnych rozwiązań, tu niektórzy konkurenci poszli znacznie bardziej do przodu. Ale być może brak ich w ofercie to specjalna zagrywka Chevroleta, by utrzymać atrakcyjny poziom ceny. 82 tys. zł, jaką to kwotę trzeba wydać za najtańszą wersję z testowanym przez nas silnikiem, to sporo mniej niż oferuje większość rywali z silnikiem o podobnej mocy. A to niezwykle mocny atut w rękach Chevroleta.

Podobne wiadomości:

Chevrolet Corvette Shooting Brake - w sam raz na zakupy

Chevrolet Corvette Shooting Brake - w sam raz...

Aktualności 2016-04-06

Nowy Chevrolet Camaro ZL1

Nowy Chevrolet Camaro ZL1

Premiery 2016-03-16

Komentuj:

~mariusz 2012-09-17

faktem jest że fotele mają dziwny materiał ale generalnie bardzo dobrze się sprawują...auto mam od listopada 2011 r,i jestem naprawdę zadowolony...a nie jedna osoba odwraca się na widok przejeżdżanego orlando...mam wersje lt+ i przejechałem do tej pory 22 tyś km na gazie...pozdrawiam

~Tad. 2011-12-16

Wszystko się zgadza . Kilka miesięcy temu stanąłem przypadkowo na parkingu swoim kombi Lacetti obok jakiegoś Peugota ,też kombi , na dodatek w identycznym kolorze lakieru. Otworzyliśmy tylne klapy i patrzyliśmy z pewnej odległości , czym tak na prawdę oba auta się różnią .Doszliśmy do wniosku ,że tak na dobrą sprawę , franca jest tylko minimalnie większa ,cała reszta jest bardzo podobna do siebie ... W Europie większość aut są do siebie podobne , ale to tylko w Europie ,zwłaszcza wschodniej. W USA czegoś takiego nie ma . U nas większość aut jest koloru białego,srebrnego i czarnego .Tapicerka zaś czarna (!) .Taki jest gust Polaków i taka jest dla nich produkcja. W USA byłoby to nie do pomyślenia . Tam każda marka ,tak jak dawniej ,charakteryzuje się inną sylwetką . Każde auto ma to"coś" w sobie , co przyciąga uwagę. Np; ostatnie wydanie Camaro . Takich i podobnych aut za oceanem jest mnóstwo , ale nie jest to świat dla nas. O kolorach tapicerki w kolorze lakieru nie ma co pisać ... Natomiast Orlando jak na Europę, jest bardzo ładnym samochodem tak wewnątrz jak i na zewnątrz , jest też stosunkowo niedrogim autem . Przeraża mnie tylko tapicerka w kolorze żałoby i śliski tandetny ,tani materiał na fotelach .

~kimi 2011-12-16

jeden z niewielu dostępnych u nas prawdziwych chevroletów, przynajmniej słusznym wyglądzie. oczywiście bez dwóch zdań najbardziej chevroletowe jest camaro, ale orlando również niczego nie brakuje. Ja nie lubię tej ogólnej mody na wszelkiego rodzaju globalizację, w motoryzacji polegającej na tym, że wszystkie modele tej samej marki, od segmentu A do luksusowych limuzyn i SUV-ów zaczynają wyglądać coraz bardziej podobnie. Co gorsza, coraz więcej producentów zaczyna też tworzyć modele jak najbardziej podchodzące pod gusta klientów i tym samym, w Europie, modele różnych marek zaczynają się ujednolicać. Jak tak dalej pójdzie, to na drogach będą jeździć auta wyglądające niemal jednakowo.

~Szymon 2011-11-22

W jaki model radioodbiornika (systemu audio-nawigacyjnego) jest wyposażony testowany samochód? (CD300, CD400, CD500) Jakie jest wyposażenie tego systemu audio? (tuner LW / AM / FM / DAB) Jaka jest możliwość podłączenia urządzeń zewnętrznych? (USB, Bluetooth - w szczególności bezprzewodowe podłączenie telefonu i wykorzystanie systemu jako zestawu głośnomówiącego) Jak wygląda sprawa rozszerzania map o dodatkowe regiony? (w szczególności o Niemcy i Czechy i Słowację) Czy mapy są zapisane na płycie CD, czy ładowane z USB, albo z karty SD? W związku z tym, że czeka nas cyfryzacja i że za kilka lat może z eteru zniknąć radio na częstotliwościach FM, a w niektórych krajach już to się dzieje, to w/w pytania są niezwykle istotne. Podobnie ma się sprawa z używaniem systemu audio jako bezprzewodowego zestawu głośnomówiącego. Standardowe radioodbiorniki renomowanych firm (Blaupunkt, Sony, Pioneer) obsługują zarówno USB, karty SD czy są zestawami BT już w cenie kilkuset złotych. A że w tym Chevrolecie radio jest bardzo zintegrowane z kokpitem, to podmianka na sprzęt alternatywny posiadający odpowiednie funkcje może być odrobinę kłopotliwa. Dodam, że konkurencja np. Bluetooth ma już najczęściej w standardzie.

~BigMac 2011-11-20

5 tys. km to test długodystansowy?

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport