mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Fiat 500 C, Mazda MX-5: Cabrio dla niej i dla niego

Fiat 500 C, Mazda MX-5: Cabrio dla niej i dla niego

Tegoroczne wakacje chylą się ku końcowi. Postanowiliśmy więc uczcić je testem dwóch kabrioletów, które nadają na zupełnie innych falach. W (nie)porównawczym teście Fiat 500 C, czyli modny dodatek do damskiej torebki i kultowa, bardzo męska Mazda MX-5 w limitowanej edycji Kirei.

Fiat 500 C, Mazda MX-5: Cabrio dla niej i dla niego
Ona - kokietuje swoim wyglądem. Niby zwykła, a jednak ma w sobie coś oryginalnego. Uwielbia błyskotki, przykuwa uwagę ciekawymi detalami. Dobrze czuje się w towarzystwie, w którym może prezentować swój modny styl. Jak typowa Włoszka pali, ale naprawdę niewiele i okazyjnie. On - zadbany. Mimo że pochodzi z niewysokiej pod względem wzrostu Japonii, ma budowę lekkoatlety. Nie lubi nadwagi, każdy zbędny gram zaburza jego spokój ducha. Nie lubi też miejskiego zgiełku. Zdecydowanie bardziej woli obcować z naturą, która ukształtowała jego drogę życia w ten sposób, by była wymagająca. Co ich łączy? Otwartość i tradycja. Dzieli? Prawie wszystko.

Pani przodem
Fiat 500 C to nietypowe rozumienie kabrioleta jak na obecne czasy. Ale taki też był zamysł włoskiego producenta, by "pięćsetka" w wersji z otwieranym dachem była wierna rodzinnym tradycjom z lat 50-tych ubiegłego wieku. A przecież we Włoszech rodzina i tradycja to słowa o fundamentalnym znaczeniu. Tak jak z resztą piłka nożna i Silvio Berlusconi. Stąd też w 500 C dach otwiera się i zamyka jak zawijane wieczko konserwy rybnej. Z tą różnicą, że tutaj dzieje się wszystko automatycznie za pomocą guzika umieszczonego na podsufitce. We Fiacie pozostawiono więc boczne ramy dachu, które z masywnymi, tylnymi słupkami i przednią szybą, trzymają w ryzach całą konstrukcję nadwozia. Takie rozwiązanie siłą rzeczy musiało obniżyć możliwości załadunkowe "Baby Fiata". W malutkim bagażniku zmieści się raptem 182 l. Dla facetów wydawać się to może niewiele, ale kobiety uznają, że jest w sam raz. W końcu to ile różnych rzeczy może się zmieścić w damskiej torebce, dla mnie osobiście, pozostaje wielką zagadką.

Wygląd Fiata 500 w zwykłej wersji hatchback, jest już mocno kobiecy. W przypadku "pięćsetki" Cabrio można rzec - ultra-kobiecy, stąd widok mężczyzny za jej kierownicą może być..., co tu dużo mówić, dwuznaczny. Zdradza to nie tylko wygląd zewnętrzny, ale również wnętrze pełne błyskotek i modnych kolorów. Front deski rozdzielczej przypomina dobrze wypastowane lakierki. Obszyta białą, ekologiczną skórą kierownica prezentuje się lepiej, kiedy spoczywają na niej dłonie z pomalowanymi paznokciami, niż te z powybijanymi palcami. Za nią z kolei tonacja centralnego zegara połączonego z prędkościomierzem i komputerem pokładowym, także bardziej będzie odpowiadać płci pięknej. Co ważne wszystkie informacje dotyczące działania samochodu, są prezentowane na nim przejrzyście i zrozumiale. Największy problem wnętrza stanowią fotele, które raczej pozostały potraktowane jako dzieła sztuki wprost z Mediolanu, niż element funkcjonalny samochodu. Małe talerzyki, nieudolnie udające zagłówki i brak trzymania bocznego to ich najpoważniejsze minusy. Uroku dodaje im jednak tapicerka - w testowanej wersji w fakturze drobnej, beżowej kratki i brązowych, skórzanych dodatków.

Powyżej w ogłoszeniu matrymonialnym wspomniałem, że Włoszka pali niewiele i okazyjnie. W prezentowanej wersji napędzana jest silnikiem wysokoprężnym serii Multijet, o pojemności 1300 ccm. Pali zatem niewiele, bo średnio 4,3 l. Z kolei dzięki systemowi Start-Stop stojąc na czerwonym świetle, zgasi też silnik na kilkadziesiąt sekund, żeby dodatkowo zaoszczędzić kilka kropel paliwa. 95 koni mechanicznych podtrzymywanych przy życiu przez turbinę zaspokaja głód jazdy po mieście. W trasie silnik nie jest już tak uległy. Długo się rozkręca z powodu dużej turbodziury, a dynamika zakłócana jest przez częste sięganie do drążka, pięciostopniowej skrzyni biegów. Podobnie jest z zawieszeniem i układem kierowniczym - oba miękkie, trochę rozkojarzone i sprawiające wrażenie delikatnych układy, dobrze sprawdzają się tylko w truchtaniu po ulicach miast i parkowaniu przed butikami.

Skoro o zakupach mowa. 73 000 zł - tyle trzeba zapłacić za małą błyskotkę Fiata. To po prostu o drobinę za dużo. Tym bardziej, że za skórzaną tapicerki trzeba dopłacić 4000 zł, a za system ESP połączony między innymi z ASR i elektroniką ułatwiającą ruszanie pod górę - Hill Holder, kolejne 2000 zł. Najwidoczniej chęć bycia modnym też modnie kosztuje.
Klasyka gatunku
Co innego Mazda MX-5. Niewiele jest aut do których określenie: "stworzona po to, by jeździć", pasuje tak dobrze jak właśnie do tego japońskiego roadstera. O tym, że jest to perfekcyjny pod kątem walorów jezdnych dwuosobowy samochód, mówiono już wiele. I być może powtarzanie tego będzie banałem, ale jakże jest to banał prawdziwy. Rozłożenie masy 50/50, napęd na tylną oś, wolnossący, benzynowy silnik, który uwielbia, gdy jego konie mechaniczne poganiane są przez kowboja ostrygami po wysokich partiach obrotomierza. I wreszcie diabelsko skuteczny układ kierowniczy, który pozwala czuć i kontrolować auto nawet samymi opuszkami palców. A na wyposażeniu tylko to czego potrzebujesz, żeby czerpać przyjemność z jazdy - bez zbędnego lukru na desce rozdzielczej, podświetlanych na 1000 sposobów zegarów czy rozbudowanego radia z nawigacją interplanetarną, tunerem telewizyjnym i kostkarką do lodu. W tym aucie - mimo, że jakże współczesnym za sprawą klimatyzacji i pasów bezpieczeństwa - powraca się do korzeni. Do tych podniecających momentów, które skłoniły ludzi do przesiadki z wierzchowca na cztery koła. Anglicy mają doskonałe określenie na tego typu odczucia - "pure drvie", czyli czysta, nieskazitelna i niczym niezmącona przyjemność z jazdy. Jakie mają Japończycy? To proste - Mazda MX-5.

Czas jednak zejść na chwilę na ziemię. Testowana MX-5 to odmiana Kirei. Czyli taka, która zamiast składanego, blaszanego dachu, pokryta została brezentem. To wersja limitowana z silnikiem 1.8 l. o mocy 126 KM, rzucona przez Mazdę na pożarcie wszystkim tym zagorzałym fanom kabrioletów, którzy uważają, że tylko miękki dach jest synonimem "roadsterowości". Ten dach ma o tyle dobrą zaletę, że złożyć i rozłożyć można go praktycznie siedząc za kierownicą. I to nie za pomocą automatyki, a pewnej zwinności górnych kończyn. Podnoszenie dachu jedną ręką jest niewiele trudniejsze niż dźwignięcie kilogramowej torebki z cukrem, a rozkładnie jeszcze łatwiejsze. A wadę? Po zamknięciu karoserii W aucie jest zwyczajnie głośniej niż w przypadku wersji hard-top. [Zobacz TEST-VIDEO Mazdy MX-5 hard-top]

Sama moc silnika może być trochę rozczarowująca. W końcu w ofercie Mazda ma jeszcze jednostkę dwulitrową o mocy 160 KM, która wydaje się idealnym kompromisem pomiędzy mocą, przyspieszeniem, a tak szanowanym przez Japończyków utrzymaniem właściwej wagi auta. Niestety dostępna jest ona tylko w wersji z twardym dachem. Kirei nie powala więc osiągami - 9,9 s. do 100 km/h (Fiat 500 C jest wolniejszy tylko o 1,3 s.) i prędkość maksymalna w granicach 190 km/h. W mieście nie spali mniej niż 9,5 l., w cyklu mieszanym 8 l.

Sprawa jest zatem dość oczywista. Dla kogoś kto wie czego oczekiwać po tym aucie, MX-5 będzie kwintesencją wolności, podróżowania ze współpasażerką... ewentualnie współpasażerem przez górskie, wąskie i kręte partie, odurzając się jednocześnie pięknem przyrody. W zasadzie podziwiać krajobrazy będzie osoba na prawym fotelu, ponieważ ta na lewym, będzie pochłonięta do cna prowadzeniem Mazdy. Czerpania dziecięcej radochy z możliwości naciśnięcia twardego pedału sprzęgła, zredukowania biegu na krótko prowadzonej skrzyni biegów i dodawania gazu jeszcze w zakręcie, by sprowokować tylne gumy do delikatnego uślizgu. Z kolei dla tych, którzy chcą kupić kabrioleta, tylko po to, żeby go mieć, Mazda MX-5 doprowadzi ich do szewskiej pasji. Jest twarda, męcząca, głośna i ma mało miejsca. Komfort ma tu znaczenie drugorzędne, o czym przekonał się mój dobry znajomy o słusznych gabarytach - również dziennikarz motoryzacyjny -, który przez 350 kilometrów jechał w palącym słońcu z otwartym dachem, ponieważ w innym przypadku musiałby odkręcić dożywotnio głowę. MX-5 nie można nawet nazwać drugim autem w rodzinie. Co najwyżej trzecim, o ile budżet domowy udźwignie cenę 91 800 zł. To dużo, a zarazem tak niewiele.

Kompromis
Tak więc jeśli wspólnie, ze swoją kobietą szukacie kabrioletu, nadającego się na słoneczne wypady poza miasto, a nie możecie się porozumieć w kwestii wyboru modelu, są na to dwa rozwiązania. Zakupcie po prostu oba auta. Jest też inne wyjście - po dodaniu sum za Fiata i Mazdę otrzymacie cenę równą najtańszej wersji Mercedesa SLK - jest i modny i dobrze jeździ.

Zobacz dane techniczne i cennik Fiata 500 C >>>

Zobacz dane techniczne i cennik Mazdy MX-5 >>>

Sprawdź dostępne konfiguracje:

Mazda MX-5
Mazda MX-5
Cena podstawowa już od: 89 900 PLN brutto
Dostępne nadwozia: cabrio-2dr.

Podobne wiadomości:

Fiat Tipo hatchback i kombi - polskie ceny

Fiat Tipo hatchback i kombi - polskie ceny

Aktualności 2016-11-23

Mazda CX-5 w nowej odsłonie

Mazda CX-5 w nowej odsłonie

Premiery 2016-11-16

Komentuj:

~radush 2011-11-26

Mi tam Pięćsetka się podoba i myślę, że wcale nie jest typowo damska. Jeśli ktoś chce inne braki nadrobić dużym samochodem, proszę bardzo, ja nie muszę, więc wybieram to co mi się podoba, czyli świetnego Fiata 500.

~tymon 2011-09-05

z 500C takie cabrio jak z koziej d..y trąbka

~albo albo... 2011-09-01

prawdziwy krol roadsterow czy tez jak kto woli kabrioletów... MERCEDES SL!!!

~sdf 2011-09-01

Raczej cabrio dla niej i dla jej koleżanki :) Dla niego to jakieś 911, czy bmw 6

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport