mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Ford B-Max: Na patencie

Ford B-Max: Na patencie

Galaxy, S-Max, C-Max oraz Grand C-Max - gama dostępnych modeli Forda naszpikowana jest wszelkiej maści minivanami, niczym babciny sernik upstrzony rodzynkami. To jednak nie koniec. Najnowsze dziecko w rodzinie, model B-Max, to także minivan, choć najmniejszy z możliwych. Jak się okazało, po wspólnie spędzonym tygodniu, nie jest to jedynie pomniejszona kopia większych i starszych braci, a całkiem przemyślane auto.

Ford B-Max: Na patencie
Jednak pierwszy rzut oka na B-Maxa może sugerować, że projektanci Forda poszli na łatwiznę i podczas tworzenia bryły nadwozia po prostu zminimalizowali jedynie rozmiary C-Maxa. Identycznie poprowadzona linia dachu i okien, niemal taki sam przedni grill, odrobinę tylko zmieniony kształt świateł (oczywiście z LED-ami do jazdy dziennej). O tym, że nie jest to większy o rozmiar minivan Forda przekonują prowadnice od tylnych drzwi do końca nadwozia. Choć dowód nie do końca przekonywujący, identyczne znajdziemy bowiem w Grand C-Maksie.

I właśnie w momencie, gdy zechcemy wykorzystać owe prowadnice, objawia się najważniejszy znak rozpoznawczy B-Maksa. Brak środkowych słupków. Dzięki takiemu rozwiązaniu, po otwarciu przednich drzwi i przesunięciu tylnych, tworzy się 1,5-metrowa wolna przestrzeń i wsiadanie do wnętrza auta jest o wiele łatwiejsze. Po prostu Ford Easy Access. Głównie docenimy ten patent na ciasno zastawionych parkingach, gdzie nawet otwierane "pod prąd" tylne drzwi Merivy nie zdają egzaminu. Ale ułatwienia dotyczyć będą także pakowania cięższych bagaży na tylną kanapę oraz, a może przede wszystkim, sadzania tam dzieci w fotelikach. Bo B-Max to jednak auto rodzinne, choć w tym przypadku ograniczone maksymalnie do układu 2+2.

Tylna kanapa pomieści także dwójkę dorosłych, trzej nawet średniego wzrostu pasażerowie już mogą przeżywać katusze na dłuższym dystansie. Dość masywne drzwi zabierają bowiem trochę miejsca na szerokość, mimo iż nie posiadają podłokietników (to jedna z wad tego rozwiązania). Za to sporo miejsca mamy nad głową (B-Max jest wyższy od Fiesty o 12 cm) i, o dziwo, na nogi. Siedzisko tylnej kanapy jest trochę mało wygodne, zbyt krótkie, ale i tak jak na segment B i 249-centymetrowy rozstaw osi należy pochwalić przestronność naszego bohatera testu. Fizyki jednak nie oszukasz i stąd dość ubogi, zaledwie 318-litrowy bagażnik (304 z kołem zapasowym).

Brak środkowego słupka niesie ze sobą jednak spore ryzyko, w postaci poważnych zniszczeń auta w przypadku zderzenia bocznego. Tyle w teorii, w praktyce jednak B-Max... posiada słupek B. Powstaje on po zamknięciu obu drzwi, wzmocnionych stalą borową, które nachodząc na siebie tworzą sztywny słupek. Jeśli wątpisz w skuteczność takiego rozwiązania, spójrz na wyniki testu zderzeniowego Euro NCAP. Są na podobnym poziomie, co najbezpieczniejsze modele z tego segmentu z konwencjonalnie zamykanymi/otwieranymi tylnymi drzwiami.

Pomysł Forda ma jednak pewne wady, może i drobne, ale jednak niektórym mogą dokuczać. Wspomniany już brak podłokietników w przesuwanych drzwiach ogranicza nieznacznie komfort jazdy. Same drzwi są dość ciężkie i do ich otwarcia/zamknięcia trzeba użyć sporej już siły, podobnie jak do ich zatrzaśnięcia (a może to jednak zaleta, dzieci nie dadzą rady samemu tego dokonać). A dodatkowo wewnętrzne plastiki są twarde i wydaje się, że podatne na zarysowania. Wzdłuż progów tylnych drzwi poprowadzona została wiązka kabli i tak się zastanawiam, jaki będzie ich stan po dłuższej eksploatacji, gdy z tylnego progu będą korzystać dzieci do wsiadania i wysiadania do/z auta. Krótkiego przyzwyczajenia wymaga także umiejscowienie pasów bezpieczeństwa przednich foteli. Brak, czy też ukrycie słupka B, spowodowało, że pasy zostały przymocowane do oparcia fotela.

Są też jednak zalety. Łatwo i przyjemnie, jednym ruchem ręki, złożymy oparcie tylnej kanapy. Co więcej, tak samo złożymy oparcie fotela przedniego pasażera, dzięki czemu w B-Maksie jesteśmy w stanie przewieźć bagaż o długości 2,34 m. Do tego w aucie znajdziemy liczne udogodnienia w postaci schowków, półeczek, a także zaczepy do mocowania bagażu oraz podwójną podłogę bagażnika. Za dopłatą możemy jeszcze wybrać dodatkowy schowek w podłodze bagażnika, dwustronną matę oraz siatkę i kratę bagażową. Stosunkowo wygodne okazują się przednie fotele, od wersji Titanium z regulacją podparcia odcinka lędźwiowego, choć siedzi się na nich wysoko. Zupełnie inaczej niż w Fieście. Dzięki temu mamy jednak dobry ogląd na otoczenie, a nieotwierany panoramiczny dach zapewni nam wystarczającą ilość światła w kabinie.

Podobieństwo do Fiesty dostrzeżemy za to po kilku kilometrach spędzonych za kierownicą B-Maksa. Mimo rodzinnego charakteru auta, myliłby się ten, kto by sądził, iż B-Max nadaje się tylko do spokojnej jazdy z punktu A do punktu B. Zestrojenie zawieszenia plus precyzyjny układ kierowniczy sprawiają, że cały czas mamy bardzo dobre wyczucie auta. Oczywiście wyższe nadwozie powoduje, że przy szybszych zakrętach kabina będzie bardziej podatna na przechyły, jednak z taką przypadłością muszą się liczyć wszyscy kierowcy minivanów. B-Max ponadto bardzo dzielnie walczy z wszelkimi nierównościami. Jeśli nie przeszarżujemy i przed większymi dziurami stosownie zwolnimy, wówczas komfort jazdy zostanie zachowany na całkiem wysokim poziomie.

Dużą część frajdy podczas naszego testu odebrał nam silnik, jaki znajdował się pod maską B-Maksa. Podstawowa jednostka benzynowa Duratec o pojemności 1,4 rozwija moc 90 koni mechanicznych. Efekt jest taki, że wynik 100 km/h ze startu zatrzymanego na prędkościomierzu pojawia się dopiero po prawie 14 sekundach. Przez ten czas już dwa razy zdążymy zrezygnować z bardziej dynamicznej jazdy. Również i niezbyt imponujący maksymalny moment obrotowy (125 Nm) ma swoje minusy. Manewr wyprzedzania musimy zaplanować z głową i bardzo często poprzedzić redukcją przełożenia. Aby było nieco lepiej niż jest, można próbować wkręcić silnik na wyższe partie obrotów (powyżej 4 tys.). Efekty w postaci osiągów może nieznacznie lepsze, ale poziom hałasu, a przede wszystkim spalania ostro szybuje wówczas do góry.

9 l/100 km to wynik, z jakim musimy się liczyć w ruchu miejskim. Próby ekonomiczniejszej jazdy pozwalały urwać kilka dziesiętnych, ale nie udało nam się pokonać bariery 8,5 litra na 100 km. W trasie dużo zależy z kolei od prędkości, do jakich się rozpędzimy. Prawie 200 kilometrów na jednej z naszych autostrad (prędkości przepisowe, choć maksymalne) skończyło się ponad 10,5-litrowym rezultatem. To w dużej mierze efekt braku szóstego przełożenia. Spokojniejsza jazda na drogach krajowych, wymuszona większym ruchem, pozwoliła zejść ze spalaniem do 7,4 l/100 km.

Niecałe 60 tys. za minivana prosto z salonu wydaje się być propozycją godną uwagi. W tej cenie dostajemy jednak podstawowy silnik i naprawdę ubogi wariant wyposażeniowy (Ambiente). Gdybyśmy chcieli go doposażyć, jak nasz testowy egzemplarz (Titanium plus dodatkowo czujniki parkowania z kamerą cofania, panoramiczny dach i przyciemniane tylne szyby, audi Sony CD/MP3 z kolorowym wyświetlaczem i funkcją sterowania głosem), wówczas cena ostro szybuje aż do 83 tys. zł.

Ford B-Max to ciekawy i niekonwencjonalny minivan, tak jak i jego reklama ze skoczkiem przeskakującym do basenu wszerz przez kabinę auta. Niewielkie wymiary zewnętrzne nie przeszkadzają podczas codziennej jazdy miejskiej. A jednocześnie przestronne wnętrze pozwala zabrać całą rodzinę i trochę bagażu. No i to przemyślane rozwiązanie z przesuwanymi tylnymi drzwiami i ukrytym słupkiem B. Opcja z podstawowym silnikiem benzynowym nie dla wszystkich jednak będzie akceptowalna, dlatego warto rozważyć litrową jednostkę EcoBoost, nawet w słabszej, 100-konnej wersji. To tylko o 1.100 zł większy debet na naszym koncie.
Zobacz koniecznie: Wszystko o Ford B-Max Wszystko o Ford
Tematy w artykule: Ford Ford B-Max

Podobne wiadomości:

Ford Mustang - wersje specjalne

Ford Mustang - wersje specjalne

Aktualności 2016-11-30

Ford Mustang V8 GT  - dla niemieckiej policji

Ford Mustang V8 GT - dla niemieckiej policji

Samochody luksusowe 2016-11-28

Komentuj:

~karol 2012-12-02

ale co wy porównujcie b-maxa do orlando,zupełnie inne klasy mimo że i to i to minivan

~kross 2012-11-29

Jezdze na co dzien Orlando z dwulitrowym dieslem kupionym za 81tys zl.I chcesz te 90km i 125nm porownywac do 160 km i 360nm w Orlando ktore robi setke w ponizej w 9 s?

~a jeździłeś tym Orlando 140KM ? 2012-11-29

jeszcze gorszy muł od B-maxa i pali 2x więcej

~abc 2012-11-29

też tak uważam, porażka

~kross 2012-11-28

Porazka.Za ta sume mamy Chevroleta Orlando z silnikiem 140km. A kolei za 84tys jest Orlando ze 160konnym dieslem!!!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport