mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Infiniti M35h: Niemcy, bójcie się!

Infiniti M35h: Niemcy, bójcie się!

Jesli chodzi o klasę premium i limuzyny, to ciągle jesteśmy zapatrzeni w samochody niemieckie. Okazuje się jednak, że od dłuższego czasu na rynku dostępna jest bardzo rozsądna alternatywa. Przemawia za nią wygląd, właściwości jezdne i co najważniejsze... cena, choć ta podobno dla klientów poszukujących auta w tym segmencie średnio się liczy.

Infiniti M35h: Niemcy, bójcie się!
Skąd się wzięło Infiniti? Z Japonii. Nissan poszedł swego czasu tą samą drogą co konkurencyjna Toyota. Przygotowano specjalną markę na potrzeby amerykańskich klientów, która różnić się będzie od standardowych produktów nie tylko jakością wykonania, ale także jakością wrażeń, jakie po sobie pozostawia. Mimo iż Infiniti prosperuje na rynku już dobrych kilka lat, to dopiero od 2-3 robi małe zamieszanie na Starym Kontynencie.

Infiniti M to prawie pięciometrowa limuzyna o mocno nietuzinkowych kształtach. Wygląd karoserii jest bardzo opływowy, a do tego zaznaczona jest dyskretna muskulatura. Auto nie rzuca się w oczy na ulicy wulgarnym wyglądem. Jest raczej stonowany, jak dobrze skrojony garnitur renomowanej firmy. W wyglądzie tego modelu można zauważyć dużo klasycznych zaokrągleń. Mimo tego samochód stylistycznie nie nawiązuje do żadnego konkurencyjnego modelu. Na papierze jest to konkurent takich modeli jak Mercedes Klasy E, Audi A6 czy BMW Serii 5. Ma jednak niezaprzeczalną zaletę. Na naszych drogach jest to nadal rzadki widok, zatem jest to idealna propozycja dla klientów poszukujących auta, które nie występuje masowo na naszych ulicach. W nasze ręce trafiła wersja oznaczona dyskretnie M35h. Jest to wersja z silnikiem hybrydowym.

Zaglądamy do wnętrza japońskiej limuzyny. I tutaj miłe zaskoczenie. Ciężko będzie znaleźć wspólne elementy z Nissanem. W oczy rzucają się obszyte wysokogatunkową skórą fotele z głośnikami umieszczonymi przy zagłówkach, wstawki z japońskiego drewna jesionowego, wypolerowanego i powlekanego proszkowanym... srebrem, a także duży ekran nawigacji z nieco przytłaczającą na pierwszy rzut oka liczbą przycisków.

Elektrycznie regulowane fotele można ustawić w najbardziej wymagającej pozycji. Siadając w nie mamy odczucie jakbyśmy siadali na ulubionej, wygodnej kanapie. Siedzisko bardzo dobrze trzyma na boki, a do tego jest wentylowane. Ciekawym rozwiązaniem jest automatyczna klimatyzacja z funkcją "Air Forest". Podobno po jej aktywacji ulatnianie są zapachy, które mają spowodować, że powietrze wewnątrz samochodu będzie przypominać te z lasu. Podobno. Podczas testu nie zauważyliśmy znaczącej różnicy.

Siedząc wygodnie w przednim fotelu dobrze trzyma się wielofunkcyjną kierownicę. Jej wymiary są w sam raz by wygodnie prowadzić, a od czasu do czasu popracować nieco intensywniej, ale o tym dalej. Na tylnej kanapie rozsiądziemy się równie wygodnie co z przodu. Miejsca na nogi jest aż nadto. Największe rozczarowanie przyjdzie jednak gdy zajrzymy do bagażnika. Jego pojemność (350 litrów) jest podyktowana tym, że pod maską mamy napęd hybrydowy. Nie złożymy zatem tylnych oparć, by przewieźć większy gabaryt.

Pod maską Infiniti M35h znajdują się dwie jednostki: benzynowa i elektryczna. Technologia ta nazywa się Infiniti Direct Response Hybrid). W jej skład wchodzi benzynowe 3,5 litra w układzie V6 (306KM) oraz motor elektryczny (68KM). Do tego dołożono jeszcze ciężką (co niestety czuć) baterię litowo-jonową oraz serię rozwiązań umożliwiających odzyskiwanie energii podczas hamowania.

Nie wgłębiając się w techniczne zawiłości zestaw ten potrafi pracować niezależnie od siebie, ale także skutecznie sobie pomagać. Obserwować to możemy przy pomocy ekranu nawigacji, który na podstawie schematu może wyświetlać w jaki sposób jest obecnie napędzany samochód. Z racji tego, że auto może poruszać się bezszelestnie, Japończycy zamontowali w przednim zderzaku głośnik z którego wydobywa się odpowiedni dźwięk ostrzegający chociażby przechodniów.

Elektryczny kopniak pomaga przy rozpędzaniu limuzyny. Auto żwawo rozpędza się od zera, by po chwili usłyszeć rasowe mruknięcie sześciu cylindrów. Napęd jest przekazywany na tylną oś za pomocą siedmiostopniowej przekładni automatycznej. Silnik znany z Nissana 350Z zapewnia bardzo dobrą elastyczność oraz dynamikę jazdy. Do tej pory obserwowaliśmy jednak, że dołączenie napędu elektrycznego psuło frajdę z jazdy. Jednak nie w tym modelu. Tutaj chce się wciskać mocniej gaz, by poczuć miłe wciskanie w fotel. Do tego mocno przekonuje zestrojenie zawieszenia oraz układ kierowniczy. Gdy wjedziemy w serię ciasnych zakrętów Infiniti zapomina, że jest dostojną limuzyną i dostarcza nam wrażeń niczym sportowy hatchback. Nad gabarytami auta łatwo jest zapanować. Nie ma ono tendencji do wyjeżdżania poza zakręt przednią lub tylną częścią nadwozia. Warto jest wtedy aktywować tryb "Sport".

Największe zaskoczenie przychodzi jednak w momencie wizyty na stacji benzynowej. Inżynierowie z Infiniti osiągnęli mistrzowski poziom jeśli chodzi o implementację zespołu hybrydowego i korzyści z tego wynikające. Podczas jazdy poza miastem, spokojnej ale dynamicznej udało nam sie zanotować spalanie wynoszące 6,9l/100km. To naprawdę niesamowity wynik biorąc pod uwagę osiągi i masę samochodu. Średnio samochód zadowalał się 9l/100km, natomiast podczas jazdy w mieście spalanie zatrzymywało się w granicach 11l/100km. To naprawdę przyzwoite liczby.

Czas przejść teraz do cennika. Importer życzy sobie za wersję modelu M z napędem hybrydowym co najmniej 259.650 złotych. W wyposażeniu GT. W nieco bogatszym wyposażeniu premium zapłacimy 284.850 złotych. Jeśli poszukujemy samochodu za 300 tysięcy złotych, a chcemy coś oryginalnego, to Infiniti na pewno będzie trafioną inwestycją.

Podobne wiadomości:

Ferrari stawia na hybrydy

Ferrari stawia na hybrydy

Samochody luksusowe 2016-11-08

Infiniti Q60 - znamy cenę japońskiego coupe

Infiniti Q60 - znamy cenę japońskiego coupe

Samochody luksusowe 2016-09-05

Komentuj:

~addam44 2012-07-19

Porownywalne moca BMW w dieslu i po doposazeniu do poziomu Infiniti kosztuje ponad 400tys zl!

~V70 2012-03-08

Nie będę oceniał tego samochodu ani tej marki bo nie miałem z nią styczności ale patrząc na sprzedaż Lexusa w Europie nie wróżę dobrej sprzedaży Infiniti. Tak więc niemiecka trójka raczej nie ma powodów do zmartwień, prędzej Infiniti odbierze klientów Lexusowi.

~sąsiad 2012-03-01

za....iste auto, mój sąsiad ma taką eMkę, niestety nie hybrydę i nie może się nachwalić, z tego co mówił to zapłacił o ok. 25-30 tys. mniej niż gdyby postawił na porównywalnie wyposażone Audi czy BMW

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport