mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Mitsubishi Lancer: Bezzębny rekin

Mitsubishi Lancer: Bezzębny rekin

Dzisiejszy bohater naszego testu jest świetnym przykładem na to, że agresywna stylistyka, niezłe właściwości jezdne, sportowe koneksje na nic się zdają, jeśli pod maską będzie pracować za małe stado koni. Oto Mitsubishi Lancer ze 109-konnym silnikiem benzynowym.

Mitsubishi Lancer: Bezzębny rekin
Mitsubishi Lancer jest autem dość specyficznym, jeśli chodzi o stylistykę. Nie jest autem brzydkim czy nudnym stylistycznie, w którym wstyd byłoby się pokazać. Nie jest też jednak autem jakoś wyjątkowo atrakcyjnym wizualnie, które z kolei mogłoby rywalizować w konkursach o tytuł najpiękniejszego. Bo Lancer to auto, które ma przemawiać swoim wyglądem, i przemawia, do osób, które oczekują od niego całkiem innych doznań. Agresywna sylwetka na długo pozostaje w pamięci i potrafi przyćmić wielu innych rywali.

Testowana przez nas wersja sedan wyróżnia się najbardziej z całej rodziny Lancerów. Przede wszystkim tym, iż nie posiada aż tak olbrzymiego grilla w kształcie trapezu, ciągnącego się niemal od przedniej krawędzi maski, aż po dolną krawędź zderzaka. W przypadku sedana atrapa chłodnicy jest wyraźnie przedzielona na pół przez górną listwę zderzaka, a tym samym nie ma szans, byśmy pomylili to auto z jego najmocniejszą i pożądaną przez wielu odmianą Evolution.

Niestety bardzo wysokie oceny za styl kończą się gdzieś w okolicach przedniego słupka. Później jest gorzej, choć nie znaczy zaraz, że tragicznie. Z boku Lancer sedan wygląda po prostu... normalnie i bardzo spokojnie, a najgorzej jest chyba w części tylnej auta, gdzie nawet ciekawie wyglądające światła nie poprawią ogólnego wrażenia, że projektantom Mitsubishi zabrakło chyba jakiegoś pomysłu na zakończenie swojego dzieła.

Wnętrze z kolei jest takie, do jakiego zdążyło nas już przyzwyczaić Mitsubishi, czyli mocno w japońskim stylu. Przede wszystkim jest dość prosto urządzone, żeby nie powiedzieć, iż surowo. Dominującą czerń tylko momentami ożywiają aluminiopodobne elementy. Całość jest twarda i sprawia wrażenie mało odpornej np. na zarysowania. Jednakże plastiki są dobrze spasowane.

Prawie 4,6 m długości sprawia, że Lancer jedną nogą próbuje się wcisnąć do segmentu D. I choć takie pozycjonowanie byłoby raczej mocno naciągane, to skutkuje to sporą ilością miejsca w kabinie. I to zarówno na obu przednich fotelach, jak i na tylnej kanapie. Z tyłu nawet trójka pomieści się względnie komfortowo, choć wyprofilowanie samych siedzeń preferuje zdecydowanie dwójkę pasażerów. Przednie fotele z kolei są bardzo wygodne, z długim i szerokim siedziskiem, niestety już z nieco słabszym podparciem bocznym. Wadą jest tylko jednokierunkowa regulacja kierownicy, na szczęście szeroki zakres regulacji fotela pozwala dopasować sobie najodpowiedniejszą pozycję. Same koło kierownicy jest dość duże, wąskie i pokryte nie najlepszym rodzajem skóry, przez co zdarza się podczas prowadzenia, że ręka może ześliznąć się z niego.

Wspomniana wcześniej prostota wykończenia wnętrza ma swoje zalety w postaci łatwej obsługi wszelkich urządzeń. W dodatku pokrętła do obsługi klimatyzacji są na tyle duże, tak iż po kilku chwilach obcowania z deską rozdzielczą Lancera znamy ją już na wylot. Duże i czytelne, choć pozbawione jakiejkolwiek fantazji, są także zegary.

O ile w wersji Sportback można było trochę ponarzekać na pojemność bagażnika, to w sedanie w tym temacie jest dobrze. 400 litrów to wystarczająca wielkość nawet na wyjazdy wakacyjne. Ponadto przestrzeń bagażowa jest ustawna, nieznacznie tylko ograniczona przez wchodzące do wnętrza nadkola.

Przyzwoite osiągi i "jako-takie" tylko zadowolenie podczas naszego spotkania ze 143-konnym Lancerem Sportback zeszłej jesieni, nie napawały zbytnim optymizmem przed kolejnym testem Lancera. A wszystko przez to, że tym razem do naszej redakcji trafiła najsłabsza odmiana najpopularniejszego Mitsubishi, pod maską której pracuje 1,5-litrowy silnik benzynowy rozwijający moc 109 koni mechanicznych. Skoro wówczas było średnio, to jak mogło być teraz z jednostką słabszą o ponad 30 KM? Przed samą jazdą jeszcze rzut oka na dane techniczne - maksymalna moc osiągana przy 6.000 obr/min, zaś maksymalny moment obrotowy wynoszący 143 Nm od 4.000 obr/min - i było jasne, że aby cokolwiek wykrzesać z tego motoru, niezbędne będzie wkręcanie go na wyższe partie obrotów. Choć z drugiej strony osiągi podane przez producenta, czyli 11,6 sekundy do setki i 191 km/h maksymalnej prędkości, dawały jakąś nadzieję, że nie będzie tragicznie.

To wszystko jednak dane na papierze, a jak wyglądało to w rzeczywistości? Do mniej więcej 2 tys. obrotów Lancer poruszał się jakby w zwolnionym tempie. Powolne wkręcanie silnika powyżej tej granicy nie dawało niezbędnego impulsu do gwałtowniejszego przyspieszenia. Dopiero mocne, wręcz brutalne obchodzenie się z pedałem gazu sprawiło, że nasz bohater ożywił się bardziej. Towarzyszył temu jednak już dużo większy hałas dochodzący spod maski, podczas gdy przy spokojnej jeździe warkot silnika jest bardzo przyjemny dla ucha.

Niestety, wcale lepiej to nie wygląda przy jeździe z większymi prędkościami i próbach wyprzedzania. Do tego, aby sprawnie i szybko "pochłonąć" kilka jadących ciężarówek niezbędna będzie redukcja i to często nawet o dwa biegi, a i tak konieczne będzie mocne dociskanie pedału przyspieszenia do podłogi. W przeciwnym razie potrzebowalibyśmy bardzo długiej prostej. Wspomniana skrzynia biegów ma ten mankament, iż ma tylko pięć biegów, co przy jeździe z dużą prędkością także przyczynia się do zwiększonej liczby decybeli.

Przyzwoicie w tej wersji silnikowej wyglądać będą rachunki, jakie będziemy płacić na stacjach paliwowych. Nie przesadzając w żadną ze stron, czyli bez szalonej jazdy, ale i bez ścisłego trzymania się regułom ecodrivingu, w mieście spalanie powinno oscylować w granicach 8,5-9 l/100 km. W trasie z kolei, przy jeździe w równym tempie i z prędkościami nieprzekraczającymi 110 km/h, spokojnie można pokusić się o wynik sześciolitrowy.

Do spokojnego charakteru auta, o którym decyduje taka liczba koni mechanicznych, trochę nie pasuje dość sztywno zestrojone zawieszenie. Wprawdzie inżynierowie Mitsubishi nie przesadzili tu na szczęście zbytnio, jednak przy tego typu aucie można było postawić na nieco większy komfort. Tak jak w przypadku układu kierowniczego, który jest idealny do spokojniejszej jazdy, a nie do szaleństw do drodze pełnej ostrych zakrętów.

Nijak mają się porównania naszego sedana z najsłabszym z dostępnych silników z wersją Evolution X. Może i wygląd obu wersji jest dynamiczny, choć nie identyczny, to różni je prawie 250 koni mocy. A to więcej niż przepaść. Bo 109-konny Lancer to auto idealne dla tych kierowców, którzy preferują raczej spokojną jazdę, nie spieszących się za wszelką cenę do celu podróży, a przy tym chcących mieć wygodny i przestronny samochód.

No i jeszcze, którzy niekoniecznie chcą wydać za dużo. Lancer z testowanym przez nas silnikiem i niezłym wyposażeniem kosztuje już od 58.440 zł, choć chyba lepiej skusić się na nieco bogatszy wariant Invite z ceną od 66.740 zł. Z drugiej jednak strony, wersja ze 143-konnym silnikiem kosztuje wówczas tylko 3 tysiące więcej... Wybór pozostawiamy każdemu z osobna.

Podobne wiadomości:

Mitsubishi L200 pickupem roku 2017

Mitsubishi L200 pickupem roku 2017

Aktualności 2016-12-01

Mały, elektryczny SUV Mitsubishi w drodze

Mały, elektryczny SUV Mitsubishi w drodze

Aktualności 2016-08-24

Komentuj:

~Lancelot 2011-08-09

Kupiłem Lancera 1.5 sedana.2010r. potrzebowałem samochód na krótkie trasy, nie na wyścigi. Jestem zadowolony co do wyposażenia mam wersie invite+ inne dodatki tj czujniki parkowania oraz ma wszystkie spoilery,Była to wersja demonstracyjna po przebiegu 2tyś km.dlatego tak wyposażona.Przy zakupie urwałem 15 tyś zł.Porównują konkurencje zakup był - tak sądzę- udany.Z tym paleniem to bym nie przesadzał, znajomy ma Jettę 1.4 FSI pali zbliżone wartości trasa 6.0 miasto 7.5-8.5. Ale cóż to jest japoniec , a polacy , zawsze przedkładają auta niemiecki nade wszystko mając klapki na oczach.Misiek ma silnik mniej wysilony bez turbo i innych gadżetów. Wiele się naczytałem o silnikach TFSI i ich awariach..Przypuszczam , iż silnik w miśku wytrzyma dłużej bez napraw, oraz to iż produkowany jest Japonii.Pozdrawiam

~maniak 2011-08-02

Wersja 1.6 do miasta jak najbardziej. W 1-2 osoby. Przewieźć teściową, pooglądać krajobrazy miejskie. Super. Ale jeśli rozważa się więcej jazd poza miastem okaże się zdecydowanie za słaby. :)

~tadek 2011-07-31

Ja właśnie się przymierzam do kupna Lancera Sportback 1.6 Invite . Byłem na próbnej jeździe w Mitcarze i muszę przyznać, że prowadzi się świetnie.

~maniak 2011-07-30

Hi. Mam Lancera S z 2010 roku typ Invite, 1,8 143KM. Jestem z niego zadowolony. Jeżdżę nim prawie rok. Poprzednio miałem kilka Toyot corolla z silnikiem 1.6 (110KM) i uważam że ten Lancer wart jest uwagi. Zalety: 1. Przestronne wnętrze i dobrze spasowane lecz surowe plastiki ( takie lubię- ja akurat nie cierpię francuskich choinek) 2. Bardzo dynamiczny silnik ( po wciśnięciu gazu większym niż do spokojnej jazdy). Generalnie jest to auto i dla spokojnych kierowców którzy lubią niestresową jazdę jak i dla tych którzy lubią poczuć trochę adrenalinki. To wszystko zależy od ciężkości nogi. Przy spokojnej jeździe w mieście ( Gdańsk) pali około 8 litrów bez kombinowania. Na wyższych obrotach ( silnik pracuje doskonale i rasowo) pali do 10 litrów. Co ciekawe w porównaniu, z ponoć ekonomiczną Corollą 1.6 jest to wynik bardzo zbliżony, no może pali o 1 litr więcej, czyli praktycznie niewiele. 3. Systemy kontroli trakcji działają super, a można się o tym przekonać zimą czy w czasie ulewnych deszczów. Przy niskiej cenie w tym wielki szacun dla Mitsu za to. 4. Świetne zawieszenie. Corolla pod tym względem nie ma szans do Mitsu. Idealnie trzyma się drogi a co ciekawe jest bardzo wygodnie i elastycznie na dziurach. 5. kapitalna skrzynia biegów wzięta żywcem z Evo. 6. Ciekawy wygląd ( choć nie do końca). Z każdej strony wygląda inaczej :) i faktycznie im dalej tym gorzej choć i tak bije na głowę chińszczyznę, francuszczyznę i włoskie autka. Każdy kto kupuje Lancera patrzy się łapczywie na Evo a to jest błąd, ponieważ to są dwa różne samochody. W stosunku do innych samochodów które wszystkie wyglądają tak samo ten jest naprawdę oryginalny. Jakie wady? Hm. 1. Lakier. Faktycznie w salonie wyglądał super( czarny). Po kilku miesiącach wygląda jednak jakby miał kilka lat i jest zniszczony. Sprzedawana opcja czarna to nie jest żaden metalic !!!!!!!!!!! i nie nabierajmy się na to. Szkoda że nie ma opcji dopłaty do wersji metalic. Bardzo szybko się rysuje i już rozważam opcję polakierowania go póki jest nowy. To jest jego wielka wada. Choć gdy go ładnie wymyję to klękajcie narody :) dziękuję :)

~Magdalena 2011-07-21

Mam Lancera Sportbacka 1.8 i jest to bardzo przyjemny samochód poza jednym, jednakże bardzo istotnym mankamentem - odpryskuje na nim lakier! U mnie odpryski pojawiły się w nowiutkim samochodzie, który miał przebieg poniżej 1900 km. Ustalilam ze nie jest to przypadek jednostkowy, maja go chyba wszystkie Lancery. Sprzedawca w Warszawie firma Auto GT odpowiedział ze spokojem że tak już jest i to mój problem. Ostrzegam wszystkich potencjalnie zainteresowanych kupnem tego samochodu - zastanówcie się czy chcecie mieć samochód z którego odpryskuje lakier. A na pewno nie kupujcie go w firmie Auto GT - tam doskonale wiedzą że sprzedają samochody z wadą lakieru, jednak nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności w stosunku do klienta! Rozpoczynam akcję zbierania informacji o innych użytkownikach tego modelu z podobnym problemem w celu zgłoszenia sprawy do UOKiK. Jesłi masz podobny problem odpisz tutaj.

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport