mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Mitsubishi Outlander: Sposób na sukces

Mitsubishi Outlander: Sposób na sukces

Mimo załączanego napędu na cztery koła oraz zwiększonego prześwitu nie powinniśmy zapuszczać się nim w trudniej dostępne tereny. 140-konny silnik z kolei nie pozwala na zbyt dynamiczną jazdę. Mimo tych obwarowań Mitsubishi Outlander to najlepiej sprzedający się kompaktowy SUV na polskim rynku, za sprawą którego w dużej mierze rosną także wyniki sprzedaży japońskiej marki.

Mitsubishi Outlander: Sposób na sukces
Kiedy prawie trzy lata temu testowaliśmy Mitsubishi Outlandera, mieliśmy wobec tego auta bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony nie dało się nie zauważyć jego wyraźnych wad, z drugiej - po tygodniu jazd właściwie nie były one już tak dokuczliwe, żebyśmy zdecydowanie potępiali ten model. Dziś, kiedy po naszych drogach już od prawie roku jeździ odmieniony Outlander, mamy okazję przyjrzeć się, czy japońscy projektanci oraz inżynierowie bacznie wsłuchali się w głosy kierowców i dokonali niezbędnych poprawek, czy może też zaślepieni wynikami sprzedażowymi nie dojrzeli faktycznych potrzeb.

Nowa twarz
Stylistycznie z całą pewnością jest na plus. Zmieniona przednia część auta, to niemal wierna kopia tego, co zapoczątkował najnowszy Lancer, a co następnie pojawiło się w innych nowościach spod znaku trzech diamentów, czym Mitsubishi wpasowuje się w ogólnoświatowy trend unifikacji wyglądu modeli jednej marki. Przede wszystkim znak rozpoznawczy marki - dużych rozmiarów, trapezoidalna osłona chłodnicy wraz z reflektorami sprawiają, że duże auto, jakim bez wątpienia jest Mitsubishi Outlander, wygląda niezwykle drapieżnie. Im dalej w tył, tym sylwetka jest bardziej masywna i mnie atrakcyjna, jednak w końcu mamy tu do czynienia z SUV-em, a nie autem o sportowych ambicjach. Przyglądając się dłużej kompaktowemu SUV-owi, jednego można być pewnym, zarzuty o nudnym, pozbawionym wyrazu wyglądzie nie będą wobec niego wysuwane. A faktu, że na długość Outlander urósł o 2,5 cm, z pewnością nikt nie zauważy.

Siedmioosobówka dla piątki
Za to spore rozmiary zewnętrzne - 4,67 m długości i 1,8 szerokości - powodują, że w środku miejsca mamy pod dostatkiem. Nawet osoby o słusznym wzroście nie powinny narzekać i to bez względu, czy zasiądą na przednich fotelach, czy może w drugim rzędzie siedzeń. Oba przednie fotele są wygodne, odpowiednio szerokie i z długim siedziskiem, a ich zakres regulacji pozwoli zapomnieć o możliwości regulacji kierownicy tylko w jednej płaszczyźnie. Jeśli nie damy się skusić na bardziej szaloną jazdę po krętej drodze, być może nie będzie nam przeszkadzać również słabe podparcie boczne.

Dobrze jest także na środkowej kanapie, gdzie bez większych kłopotów będzie mogła podróżować nawet trójka dorosłych. Możliwość przesuwania a także regulowania osobno każdego z oparć to także duży plus. Japończycy chyba jednak za bardzo uwierzyli w duże rozmiary Outlandera, bo oferują auto także w wersji siedmioosobowej. Dwa dodatkowe siedzenia, które można ukryć w podłodze bagażnika, tak naprawdę mogą służyć tylko i wyłącznie dla najmłodszych podróżników. Dorosła osoba będzie musiała sporo się nagimnastykować, by zarówno dostać się do nich, jak i w miarę wygodnie, o ile jest to w ogóle możliwe, rozsiąść.

Rozmiary docenimy także, jak zaglądniemy do środka auta po otwarciu tylnej klapy. Przestrzeń bagażowa jest ogromna, a 774 litry pojemności, przy złożonych dwóch baby-fotelach, będzie trudno wypełnić po brzegi nawet robiąc zakupy raz w miesiącu. Jeśli jednak to dla nas za mało, bądź będziemy wykorzystywać naszego Outlandera jako dostawczaka, to po szybkim złożeniu siedzeń drugiego rzędu otrzymamy aż 1.691 litrów i płaską podłogę. Aby sprawnie zapełnić taką przestrzeń będziemy mogli skorzystać z otwieranej dolnej burty, co wydatnie obniża próg załadunku. Ponadto wnętrze pełne jest przydatnych i funkcjonalnych schowków.

Niestety, nie tylko rozmiar decyduje o końcowej ocenie, jaką można uzyskać za wnętrze. Przed liftingiem sporo zastrzeżeń do kabiny Outlandera wysuwanych było pod adresem użytych materiałów. Krótko mówiąc, były dość twarde, mało przyjemne w dotyku oraz podatne na zarysowania. O tym, że szare i generalnie utrzymane w ciemnej kolorystyce nie ma co wspominać. Po zmianach wystrój wnętrza nie zmienił się jakoś drastycznie. Wciąż jest ciemno oraz plastikowo. Jednak pojawiły się też skórzane wstawki, a tam gdzie ręka często dotyka połacie plastiku, nabrał on bardziej przyjemnej formy. Wydaje się, iż poprawie uległo także spasowanie tychże elementów, jednak na faktyczną ocenę przyjdzie czas za kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy kilometrów.

Deska rozdzielcza niemal żywcem została przeniesiona z Lancera (podobny los spotkał obecnie także mniejszego brata - Mitsubishi ASX). O estetyce zbyt dużo ciepłych słów nie ma co mówić, w przeciwieństwie do ergonomii. Pod tym kątem jest idealnie, a obsługa wszystkich urządzeń nie sprawia żadnych kłopotów. No może poza przyciskiem do obsługi komputera pokładowego, który ponownie znalazł się za kierownicą, raczej w trudno dostępnym miejscu podczas prowadzenia auta. Nieco zmienione zostały zegary, pomiędzy którymi znalazł się kolorowy wyświetlacz zastępując poprzedni podświetlany w mało przyjazny dla wzroku, czerwony kolor.

Tylko bez szaleństw
Pracujący pod maską turbodiesel to znana, volkswagenowska jednostka o pojemności dwóch litrów, która dysponuje mocą 140 koni mechanicznych. Jak na ważące prawie 1,7 tony auto nie jest to imponująca wielkość, ale życie pozytywnie weryfikuje te obawy. Zanim jednak przekonamy się o tym na własnej skórze, pompowtryskiwacze dadzą o sobie znać tuż po uruchomieniu silnika. Jest stosunkowo głośno, nowoczesne diesle "chodzą" już znacznie ciszej, ale i tak czuć znaczną poprawę w stosunku do poprzednika. Widać, że wykonano porządną robotę w kwestii wygłuszenia komory silnika. A jak silnik rozgrzeje się już odrobinę, różnica staje się już prawie niezauważalna. Jeśli dla osób o wyczulonym słuchu wciąż będzie za głośno, mogą go zagłuszyć świetnym systemem audio Rockford Fosgate z subwooferem umieszczonym w części bagażowej.

Nie walory akustyczne będą jednak decydować o odczuciach podczas jazdy. Przebieg krzywej momentu obrotowego z maksimum wynoszącym 310 Nm przy 1.750 obrotów na minutę gwarantuje, że po krótkiej chwili od wciśnięcia pedału przyspieszenia Outlander dość żwawo wyrywa się do przodu. 12,3 sekundy, jakie mijają od startu do osiągnięcia prędkości 100 km/h to jak na SUV-a wynik do zaakceptowania. Również przyspieszanie przy wyższych prędkościach, niezbędne do sprawnego wyprzedzania w trasie, jest poprawne. A jeśli niezbędna będzie redukcja, nie przeszkodzi nam w tym specjalnie sześciobiegowa skrzynia manualna, której to biegi załączają się precyzyjnie z nieznacznym tylko oporem.

Pozytywnie należy ocenić także wyniki spalania. W trasie zapotrzebowanie silnika na olej napędowy waha się od 6,7 do 7,3 litra na każde 100 przejechanych kilometrów. W mieście wynik oscylujący wokół 9 litrów jest także możliwy do uzyskania.

Niestety jest coś, do czego Outlander nie nadaje się niemal zupełnie. To szybka jazda na bardziej krętych odcinkach dróg. Pierwsze zastrzeżenie związane jest z wysokością nadwozia i wysoko umieszczonym środkiem ciężkości. Auto ma wówczas tendencje do wychylania się na boki. Dosyć miękko zestrojone zawieszenie, choć świetnie radzi sobie z nierównościami i po opuszczeniu asfaltowych dróg, również nie jest naszym sprzymierzeńcem przy szybko pokonywanych zakrętach. No i wreszcie układ kierowniczy. Niby jest precyzyjny, ale jednocześnie ma zbyt silne wspomaganie, przez co niebyt dobrze czujemy drogę. Jeśli wjeżdżamy w okolicę, gdzie będziemy dużo poruszać kierownicą, bezpieczniej będzie, jeśli nieco zmniejszymy naszą prędkość.

Niewiele też zmieni tu przekręcenie pokrętła przeniesienia napędu na tryb 4WD (automatyczne dołączanie napędu tylnej osi). Auto bez wątpienia zachowuje się pewniej, jednak powyższych przypadłości całkowicie się nie wyeliminuje. Teoretycznie najbardziej terenowy tryb lock pozwoli nam zjechać z utwardzonej nawierzchni, jednak niech nam się nie wydaje, że nagle dostaliśmy do swojej dyspozycji pełnoprawną terenówkę. Stały rozdział momentu obrotowego 50 na 50 procent zapewnia co najwyżej lepsze właściwości na ośnieżonej bądź wyjątkowo podziurawionej drodze. Nic więcej.

Poprawki na plus
Mitsubishi Outlander to auto niezwykle solidne, które obok sporej liczby zalet, ma również swoje wady. I choć po liftingu liczba tych drugich została nieco ograniczona, to wciąż pewne rzeczy można by jeszcze poprawić.

Outlandera obecnie możemy już dostać za 85 tys. zł, zaś ceny za wersję ze 140-konnym dieslem zaczynają się od 102.990 zł. W tej dość atrakcyjnej cenie otrzymamy naprawdę niezłe już wyposażenie. I to właśnie te dwa elementy mogą być tymi decydującymi, które sprawiają, że polski kierowca poszukując dla siebie miejskiego SUV-a nie omija salonów Mitsubishi.

Sprawdź dostępne konfiguracje:

Mitsubishi Outlander
Mitsubishi Outlander
Cena podstawowa już od: 123 990 PLN brutto
Dostępne nadwozia: suv-5dr.

Podobne wiadomości:

Mitsubishi L200 pickupem roku 2017

Mitsubishi L200 pickupem roku 2017

Aktualności 2016-12-01

Mały, elektryczny SUV Mitsubishi w drodze

Mały, elektryczny SUV Mitsubishi w drodze

Aktualności 2016-08-24

Komentuj:

~fox 2012-04-14

auto lalla

~2.0 turbo 203 KM 2011-02-25

Toż to lata nie jeździ:)

~MT 2010-11-03

a jak z rdzą ?

~vvv 2010-10-28

to najciekawsze auto w klasie. a kosztuje niewiele więcej co padlina z Korei

~chochlik 2010-10-24

a jakim serwisie Zbyszek mówisz, może nie wszędzie jest tak źle?

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport