mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Mitsubishi Outlander: Szeroko uzdolniony

Mitsubishi Outlander: Szeroko uzdolniony

Do miasta po zakupy, do lasu na grzyby, na długie wakacje. Taką wszechstronnością powinien wyróżniać się dzisiaj samochód aspirujący do segmentu SUV. Między innymi takim też kryteriom poddaliśmy do testu na średnim dystansie model Mitsubishi Outlander drugiej generacji.

Mitsubishi Outlander: Szeroko uzdolniony
Ubiegłoroczne Święta Bożego Narodzenia wyjątkowo spędziłem poza granicami kraju. Otrzymałem zaproszenie od polskich przyjaciół na stałe mieszkających w Niemczech, we wsi Rinderbügen położonej około 60 kilometrów na wschód od Frankfurtu nad Menem. Miejscowości wkomponowanej w uroczy krajobraz wzgórz i dolin regionu Ptasiej Góry (niemiecka nazwa to: Vogelsberg). Podobno jest tam tak miło dlatego, że całą robotą formowania tych wszystkich pagórków zajął się wulkan. A działo się to jakieś 19 milionów lat temu. Znacznie później - i ta informacja ucieszyła mnie zdecydowanie bardziej – nasi zachodni sąsiedzi, aby połączyć ze sobą wszystkie ośrodki cywilizacji zbudowali setki kilometrów krętych dróg. Może nie mają one takiego stopnia „spaghettizacji”, jak górskie odcinki wijące się wokół Alp, jednak, jak zapewnił mnie mój znajomy, są na tyle kręte, aby w lecie dość dobrze sprawdzić trakcję w samochodzie. Z przyjemnością przyjąłem więc zaproszenie, w myślach ułożyłem spis rzeczy, które powinienem ze sobą zabrać (łącznie z polską kiełbasą) i po konsultacjach z narzeczoną ustaliliśmy kupno upominków dla przyjaciół.

Pozostał jeszcze jeden drobny problem. Samochód. Niestety Święta w Europie wypadają wtedy, kiedy znaczna część Starego Kontynentu pokryta jest większymi lub mniejszymi połaciami śniegu i lodu, dlatego wykazując się pewną dozą asekuracji lub jak kto woli zdrowym rozsądkiem, z uwagi na fakt, w jaki teren się wybieramy, zdecydowałem, że najlepszym rozwiązaniem będzie auto z napędem 4x4, z większym prześwitem niż typowa osobówka – w końcu mogą być zaspy – i takie, które zdoła zabrać ze sobą ponadstandardowe wielkości bagażu. Na pokładzie miała być bowiem kobieta. I wreszcie moja decyzja miała też trochę podłoże osobiste. Z reguły jestem uprzedzony do przedmiotów, które są przysłowiowo od wszystkiego. Auto miejskie jest bowiem do jazdy po mieście, auto terenowe do jazdy po bezdrożach, zaś sportowe służy… wiadomo do czego. Aby poskromić swoją ciekawość i pozbawić się wreszcie uprzedzeń postawiłem na „wszechstronnego” SUV-a.  Wybór padł na twór z kraju Samurajów, drugą generację Mitsubishi Outlandera.

Już sama nazwa modelu Mitsubishi sugeruje, że samochód ten można puścić prawie samopas w lekki teren, tak więc auto powinno poradzić sobie z zadaniem, jakie je czeka. Dodatkowo dzięki innym terenowym modelom marki dziedziczy część genów odpowiadających za sukcesy Mitsubishi w Rajdzie Dakar. Zgadza się, to nie wyczynowe Pajero Evolution, jednak tak się już przyjęło w świecie motoryzacji, że to co testowane jest w sporcie, często trafia później do seryjnej produkcji. Kolejny argument przemawiający za moim wyborem to… po prostu ciekawy wygląd, lepiej docierający do odbiorcy, dojrzalszy w porównaniu z zabawkowym imidżem poprzednika. Zdecydowanie pociągnięte linie nadwozia, chromowany, dzielony logo z trzema diamentami grill, efektowne tylne lampy z diodami LED. Całość usadzona na 18-calowych felgach z mieszanki lekkich stopów aluminium. Jest ok.

W końcu nastał 23. grudnia, dzień od którego za kierownicą Mitsubishi Outlandera miałem spędzić najbliższy tydzień z krótkimi przerwami na czerwony barszcz z uszkami i chłonięcie świątecznej atmosfery. Na początek rozgrzewka… jednak nie za kierownicą, a z bagażami. I już na samym początku miłe zaskoczenie, bo Outlander posiada dzieloną klapę bagażnika. Wystarczy pociągnąć za wajchę, burta otwarta na zewnątrz i próg załadunkowy jest niższy o dobre kilkanaście centymetrów. Podłoga kufra płaska, są listwy podłogowe, więc co cięższy bagaż można łatwiej wepchnąć do przestrzeni, która w standardzie oferuje 541 l. a po złożeniu drugiego rzędu siedzeń 1691 l.

Po ćwiczeniach na biceps przyszedł czas na relaks za kierownicą. Jeszcze tylko kilka chwil spędzonych nad dopracowaniem miejsca pracy za kółkiem i małe rozczarowanie – regulacja kolumny kierownicy tylko w pozycji wertykalnej. Na szczęście skórzane fotele mają wystarczający zakres regulacji i wydają się być wygodne. Lusterka ustawione, krótki rzut okiem na deskę rozdzielczą z tunelowymi, czytelnymi zegarami  oraz uporządkowaną, zachowawczo stylizowaną konsolę centralną i w drogę. A… pokrętło w środkowym tunelu w pozycji 2WD. Najbliższy dystans z Wrocławia do granicy polsko-niemieckiej Jędrzychowice-Ludwigsdorf, której po wstąpieniu do strefy Schengen de facto już nie ma, przyjdzie nam pokonać po suchej autostradzie A4. Napęd tylko na przednią oś póki co wystarczy. 4x4 nazwany przez japońskiego producenta jako All Wheel Control sterowany sprzęgłem wielopłytkowym przyda się w górach. Poza tym to nie bolid F1 przed startem do wyścigu, nie ma sensu wypalać paliwa na darmo.

Po wjeździe na A4 od razu przechodzę do rzeczy. Narzeczona póki co zajęta jest poważnymi rozterkami : „…czy aby wszystkie kosmetyki i ubrania zabrałam ze sobą?”,  zatem mam czas na odrobinę swobody i rozkręcenie 140-konnego Diesla DI-D o pojemności 2.0 l. Silnik chyba wyczuł moje intencje i dość żwawo rozpędza ważącego blisko 1800 kg + my Outlandera. A może cieszy się na wycieczkę do „Heimatlandu”? W końcu to jednostka autorstwa Volkswagena. Jej maksymalny moment wynosi 310 Nm, który najlepiej czuć na pułapie 4000 obr./min. Również i ja za bardzo skoncentrowałem się na swoich dziennikarskich dywagacjach, testach na przyspieszenie i prędkości maksymalnej, co brutalnie zweryfikował patrol drogówki już na wysokości Legnicy. Prędkość dozwolona na tym odcinku autostrady wynosi 110 km/h, według pomiarów policyjnego foto-radaru prędkość Mitsubishi 164,7 km/h. Precyzyjniejszych metod na mierzenie maksymalnego potencjału auta w warunkach drogowych nie znam, a i tłumaczenia nawet na chwilę nie poprawiają mojej sytuacji. Z pokorą przyjmuję pouczenie i wyrok: 500 zł i 10 punktów karnych. Jak ja lubię Święta! Do kolejnych prób bicia rekordów witalności Mitsubishi Outlandera postanawiam poczekać do miejsc bez ograniczeń prędkości na niemieckich autostradach.

Krótkie dotankowanie przed granicą, 40 km/h przez punkt kontroli paszportowej i witamy w Niemczech, kraju w którym w Europie produkuje się najwięcej, sprzedaje najwięcej i skąd my Polacy importujemy najwięcej... aut oczywiście. Tu także, dokładnie w Offenbach mieści się europejska filia Mitsubishi. Wróćmy jednak do naszego bohatera podróży, którym bez wątpienia jest Outlander. W kraju tak uporządkowanym jak Niemcy dopada mnie poczucie bycia dosadnie wnikliwym. Narzeczona trzyma notes, ja dyktuję, ona notuje: skórzane fotele wygodne, szerokie siedziska, ale kiepskie trzymanie boczne; przestrzeń w kabinie ogromna (1490/1470 mm – kolejno przód/tył); komfort jazdy zaniża ordynarnie i głośno pracujący silnik, duże szumy w kabinie – przy tej pozycji gwiazdka sugerująca zagłuszenie motoru świetnym car-audio firmy „PockfordFosgate” z dodatkowymi głośnikami w słupkach A i subwooferem w bagażniku (podobno dostosowuje siłę brzmienia do harmidru panującego wewnątrz); jeśli jesteśmy przy słupkach warto wspomnieć o widoczności – dobra w przód i na boki, ograniczona do tyłu; plus za duże lusterka boczne; ergonomia konsoli centralnej w normie, pokrętła duże, dobrze oznakowane, nie nadąża za nimi jakość wykonania, choć wyglądają, jakby wyciągnięte były prosto z Lancera; skórzana kierownica z funkcją sterowania radiem i komputera dobrze leży w dłoniach, jednak ma trochę za cienki profil …

… krótka pauza na obiad i papierosa…

podczas przerwy miałem okazję zająć miejsce z tyłu, kanapa jest naprawdę wygodna (możliwość przesunięcia wzdłuż w obrębie 8 cm), a jeśli podróżujemy z dziećmi lub marudnymi pasażerami można ich uraczyć filmem wprost z zamontowanego pod sufitem monitora LCD z odtwarzaczem DVD; trzeci rząd siedzeń tylko do reklamy w folderze, kompletnie nieużyteczny; małe lusterko w osłonach przeciwsłonecznych – ach te kobiety(!);  pojemne schowki w drzwiach z przodu i z tyłu, duży, dzielony na dwie części po stronie pasażera; wyposażenie standardowe – komplet poduszek powietrznych + kurtyny dla I i II rzędu siedzeń, klimatyzacja, ESP, ABS z EBD, chłodzony schowek.

Wyliczanka wad i zalet pochłonęła mnie niemal do reszty prawie zapominając o tym, co jeszcze w Polsce drogo mnie kosztowało. Jeszcze tylko krótki bilans wyników spalania - przy stałych prędkościach w granicach 130-140 km/h na autostradzie spalanie 6.2 l. – i mogę zabierać się za skrót V-max. Długa prosta pomiędzy miejscowościami Gera-Jena, mały ruch i blaszka dotyka podłogi. Wynik? 196 km/h, o 9 jednostek więcej niż podaje producent. Spalanie wzrasta diametralnie do 10 l.

W szybkim tempie przemierzamy kolejne kilometry. Zostało nam jakieś 3,5 godz. drogi do krainy położonej wokół Ptasiej Góry. Zjazd z A4 na A7 w stronę Fuldy, kilka chwil pod górkę i w dół, silnik z turbodoładowaniem Mitsubishi radzi sobie przyzwoicie ze zmianami ciśnienia. Ciekawe, czy tak będzie też na obiecanych przez znajomego krętych drogach, na które czekam z taką niecierpliwością, jak dziecko na sygnał od rodziców zezwalający na wyciąganie prezentów spod choinki. Z A7 zjeżdżamy na A66, po 50 kilometrach odbijamy na drogę B457.

Podświadomie czuję, że zbliżamy się do owego tajemniczego górskiego odcinka. W istocie powiało aurą tajemniczości. Mglista trasa zaczyna wić się w lesie niczym korpus węża zbliżającego się po cichu do ofiary. Co paręset metrów Mitsubishi Outlander ulega siłom bezwładności raz unosząc się do góry wyciągając amortyzatory i sprężyny do maksymalnych długości, by po chwili opadać dociskając się całą swoją masą do podłoża. Kto choć raz doświadczył jazdy, w slangu rajdowym nazywanej jako „w siodle” ten z pewnością wie, o czym mówię. Po długiej jeździe po autostradach zdążyłem już wyalienować z obsługi drążek zmiany biegów. Teraz zaczynam sięgać po niego nieporównywalnie częściej. Działa precyzyjnie, drogi wbijania biegów są krótkie, tylko sprzęgło mogłoby być nieco krótsze.  Asfalt czarny ale licho wie, czy przypadkiem nie ściął go lód. Komputer pokładowy pokazuje zerową temperaturę na zewnątrz. Pora na tryb 4WD Lock, by wspomóc się tylną osią. Outlander cały czas wzorowo się prowadzi, tylko nieznacznie odchylając na boki – lepszą trakcją może wykazać się wśród bezpośrednich konkurentów chyba tylko Seat Altea Freetrack, którym nie tak dawno miałem okazję jeździć po szutrach w Małopolsce. Choć na dworze zimno w środku coraz cieplej. Zawieszenie japońskiego SUV-a spisuje się bardzo dobrze. Z przodu tradycyjnie oparte na McPhersonach, tył niezależny, wielowahaczowy. Za tymi zdecydowanie dodatnimi cechami zawieszenia przemawia również kompaktowość i zwartość nowej płyty podłogowej, na której zbudowany został także nowy Lancer, a w najbliższych latach powstanie kolejna spora liczba innych modeli (w tym już dostępne na rynku bliźniacze francuskie SUV-y: Peugeot 4007 i Citroen C-Crosser). Jesteśmy prawie na miejscu. Jeszcze tylko krótka przeprawa przez ośnieżony dojazd do domu. Duży prześwit się przydał.

Przydała się również trzydniowa przerwa świąteczna. Nie tylko aby wypocząć i nabrać sił, ale także żeby zdystansować się na chwilę od Mitsubishi Outlandera i po tym czasie ocenić go bardziej obiektywnie. Egzamin z jazdy w lekkim, zaśnieżonym terenie i  - bez buńczucznych stwierdzeń – dynamicznej jazdy wokół Ptasiej Góry zdał na piątkę. Co do tego nie mam wątpliwości. Moja współpasażerka, która dość kurczowo trzymała się uchwytów w drzwiach, stwierdziła to samo. Jedyny minus, który zaobserwowałem to duża turbo-dziura w dolnym zakresie obrotów. Silnik po części jest winny też słabszej ocenie podczas podróży po autostradzie. Po kilkugodzinnej jeździe hałas docierający z zewnątrz jest zbyt dokuczliwy. Motor, choć dysponuje niezłym przyspieszeniem (10,8 s. do setki), jest ewidentnie zbyt słaby do tej konstrukcji.

Mimo to Mitsubishi Outlander spowodował, że zmieniłem opinie o rzeczach przeznaczonych do wszystkiego, przynajmniej częściowo i przynajmniej jeśli chodzi o niektóre samochody. Na koniec testu postanowiłem sprawdzić japońskiego SUV-a w warunkach miejskich. Idealnym miejscem była więc mekka europejskiej bankowości, Frankfurt nad Menem. I wiecie co? Ponownie mnie zaskoczył, tym razem swoją zwrotnością, a przy tym, w skupisku właścicieli modeli Porsche, Maserati, Ferrari i Mercedesów, nie czułem się aż tak strasznie źle. Zawsze mogłem powiedzieć, że Mitsubishi wjadę do mglistych lasów krainy Ptasiej Góry, a oni nie.

Zobacz cenę i dane technicze testowanej wersji

+ funkcjonalne i przestronne wnętrze
+ wszechstronność
+ napęd 4x4

- głośny i za mały silnik
- trzeci rząd siedzeń bezużyteczny
- część elementów wnętrza niskiej jakości

Sprawdź dostępne konfiguracje:

Mitsubishi Outlander
Mitsubishi Outlander
Cena podstawowa już od: 123 990 PLN brutto
Dostępne nadwozia: suv-5dr.

Podobne wiadomości:

Mitsubishi L200 pickupem roku 2017

Mitsubishi L200 pickupem roku 2017

Aktualności 2016-12-01

Mały, elektryczny SUV Mitsubishi w drodze

Mały, elektryczny SUV Mitsubishi w drodze

Aktualności 2016-08-24

Komentuj:

~lili 2010-04-30

Mam outlandera z 2007r w wersji instyle 2,0diesel 140km> Przebieg 278000km. Wymieniłem na gwarancji turbinę ( przy przebiegu 25000), lewą lampę xenon ( 18000km), Mam problem przy obrotach 2000/min przy jednostajnej jeździe autem lekko szarpie. No i jeszcze jedno. Silnik VW zamontowany w outlanderze to niemiecki "szajs". Klekot w cholerę . Jak jest zimny to jest tragedie na maxa!!! Uważajcie też na bez kluczykowe otwieranie auta. Obydwie karty przestają działać regularnie raz na dwa miesiące się. Żeby to naprawić oczywiście serwis. A jak już o serwisach to powiem tylko jedno. W Polsce w serwisach pracują TUMANY nie mające pojęcia o nowoczesnej technologii . Przykład: Miałem problem z normalnymi obrotami po odpaleniu auta. W serwisie w Polsce byłem 4 razy załatwiany i te matoły tego nie zrobiły!! Będąc w Belgii podjechałem z tą usterką do serwisu . Po godzinie czasu usterka została usunięta. Jeszcze raz wgrali całe oprogramowanie sterujące silnikiem. Godzina czasu dla normalnego serwisu. A w Polsce te je.ane matoły cztery razy nie mogły tego ogarnąć!!! WSTYD. Uważajcie najbardziej na serwis w PŁOŃSKU!!!!!!!! TO DOPIERO SĄ MATOŁY DO POTĘGI N-TEJ!!!!!!!!!!!

~Tomek H 2008-10-06

Auto o rasowym wyglądzie, II generacja, myślę wystarczające na miarę ponad przeciętnego zjadacza chleba. Outlandera Intens (uważam optymalna wersja za TE!!! pieniądze) mam od końca lipca i zrobiłem na nim blisko 6 tyś. jak na razie wszystko o.ki:) choć wyścigówka to nie jest, zawsze można dołożyć 27 koników za drobne pieniądze (tylko ciekawe ile?;) czyli system RALLITRONIC, poprawi to dynamikę jazdy i obniży? spalanie jak twierdzi firma. Jest to RODZINNE wygodne kombi 4x4 na wysokich kołach a po złożeniu - automatycznym!!! tylnych siedzeń i dzięki fikuśnej tylnej klapie przewieziesz również prawie 3 m. sprawunki o dużej objętości (bez picu:) w kabinie. Co do głośnej pracy silnika, to czy ktoś słyszał już o cichym ropniaku?!? ... bez komentarza. Aby dobić konkurencje; spytajmy ile kosztuje przegląd i części do SUV'a w Subaru, Hondzie, Toyocie czy Nissanie bo ja wiem... No a dla jeszcze bardziej WYMAGAJĄCYCH lansiorów proponuje jeszcze Porshe Cayen, choć też się można w nim łatkę przylepić że taki brzydki jak żaba i do tego jeszcze drogi. Puki co mnie mój kolejny Micuś z "mało wygodnymi" siedzeniami wystarcza, zobaczmy jak będzie zimą.

~raffał 2008-07-09

Mam go już 4-miesiąc i nie za bardzo słyszałem co nieco na temat MIŚKA i jego jakości że nie za bardzo i MĄDRY POLAK PO SZKODZIE nie będę się rozpisywał bo to będzie dłuuugie wypracowanie.

~H 2008-03-16

Miałem ostatnio okazję pojeździć wersją z silnikiem 2.0 TDI - ponad 2000km przez Niemcy i Austrię (autostrady) i trochę po górach we Włoszech. Zalet niestety zbyt wiele nie znalazłem Taki w miarę poprawny samochód ale bez zachwytów. Z wad, których nie da się po kilkunastu godzinach jazdy ukryć mogę wyliczyć przeciętne wykończenie wnętrza, silnik zbyt słaby i to nie tylko na górskich drogach, a do tego bardzo głośny na autostradzie przy prędkościach powyżej 130km/h. Twardy pedał gazu mocno broniący się przed zdecydowanym użyciem - całe szczęcie że jest tempomat bo po dłuższej jeździe z prędkościami zbliżonymi do maksymalnych noga może boleć. Przy przednich fotelach (wersja ze skórą) widać metalowe elementy mocowania foteli z wystającymi śrubami (wszystko w kolorze niepomalowanego metalu) bleeeeeeeee. Takiego sobie nie kupię.

~gal anonim 2008-03-07

przereklamowane , i chyba nie mają z nim co robić i gdzie sprzedać skoro ostatnio pchają tak częste ogłoszenia - reklamy na tv , co do jakości to daleko mu do toyoty

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport