mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Renault Fluence: Limuzyna w rozmiarze mini

Renault Fluence: Limuzyna w rozmiarze mini

Kompaktowe sedany powoli zaczynają przypominać gatunek wymierający. Przynajmniej jeśli chodzi o rynek europejski. Nie oznacza to jednak, że aby dziś stać się posiadaczem takiego samochodu, musimy udać się do krajów azjatyckich bądź afrykańskich, gdzie cieszą się one dużym wzięciem. Jednym z takich modeli jest Renault Fluence, auto w sumie dobre, ale chyba jednak nie na tyle przełomowe, żeby zmienić postrzeganie średniej wielkości sedanów.

Renault Fluence: Limuzyna w rozmiarze mini

Kwestia malejącej popularności sedanów z segmentu kompaktów to oczywiście temat na zupełnie inny artykuł. Wystarczy jednak spojrzeć nieco wnikliwiej na nasze ulice, czy też większości krajów zachodniej Europy, żeby stwierdzić, że faktycznie czterodrzwiowe auta średniej wielkości stanowią obecnie zdecydowaną mniejszość. Również jak przyjrzymy się wynikom sprzedaży, to zauważymy, że znacznie bardziej "schodzą" hatchbacki niż sedany. Przykładami można sypać z rękawa - porównując wyniki sprzedaży Golfa i Jetty, Aurisa i Corolli czy Focusa w wersji cztero- i pięciodrzwiowej. Niektórzy producenci, jak chociażby Mitsubishi z Lancerem czy Subaru z Imprezą, dotąd stawiający na sedany, teraz wprowadzają do swojej oferty także wersje pięciodrzwiowe. Z kolei inni rezygnują wręcz ze sprzedaży wersji czterodrzwiowych.

Przykładem, choć takim nie do końca, może być tu Renault. Zarówno pierwsza, jak i druga generacja Megane była oferowana także jako sedan. Jeśli spojrzymy na cenniki trzeciej generacji "Meganki", to limuzyny już tam nie znajdziemy. Renault nie zrezygnowało jednak definitywnie ze średniej klasy sedana, wprowadzając na rynki głównie wschodniej Europy oraz Azji model Fluence, który jednak dojechał także i do zachodnich obszarów Starego Kontynentu.

Stylistyka - blisko klasyki
Bohater dzisiejszego naszego testu zasłużył sobie na plusa za swoją stylistykę nadwozia. I nie chodzi tu o jakiś szczególnie atrakcyjny design, który by sprawiał, że inni kierowcy się za tym autem obracają na ulicy. Chodzi nam o to, że projektanci Renault nie poszli na łatwiznę i nie stworzyli wiernej kopii Megane. Co więcej, trudno właściwie rozpoznać, że Fluence to bliski krewniak najpopularniejszego modelu z rombem na masce. Brawa należą się także za to, że nasz sedan nie sprawia wrażenia, jakby miał kufer doklejony na siłę, a całość jest niezwykle spójna. A to niestety nie jest reguła w wersjach czterodrzwiowych zbudowanych na bazie hatchbacków.

Poza tym Renault Fluence ma bardzo wyważone proporcje i linie klasycznego trójbryłowego sedana. Zastosowanie w tym aucie płyty podłogowej od Megane Grandtour (kombi) z rozstawem osi wynoszącym 2,7 m sprawia, że już tylko niecałe 6 cm brakuje mu pod tym względem do Laguny. Więcej tu elegancji i spokoju niż atrakcyjnych elementów i dynamiki, no ale w dużej mierze tego właśnie oczekują właściciele sedanów. Udaną całość trochę psuje niewielkich rozmiarów atrapa chłodnicy, a także nieco dziwacznie wyglądające, jak gdyby podniesione, nadkola, przez co niemałe przecież, bo 17-calowe koła wyglądają na zbyt małe do tego auta.

Wnętrze - wygodnie, ale z zastrzeżeniami
We wnętrzu francuskim projektantom zabrakło już chyba ochoty bądź pomysłu, by Fluence wciąż się odróżniał od Megane. Co więcej, jest prawie identycznie. Takie same są deska rozdzielcza, środkowa konsola, jedyna rzucająca się w oczy różnica to zegary, a dokładniej prędkościomierz. Cyfrowy w Megane, we Fluence ma klasyczną, analogową postać.

Zaletą sporego rozstawu osi jest duża ilość miejsca wewnątrz auta. I rzeczywiście, na obu przednich fotelach, regulowanych w kilku płaszczyznach (m.in. także na wysokości odcinka lędźwiowego), nawet wysokie osoby znajdą dla siebie odpowiednią i wygodną pozycję. Do tego kierowca doceni możliwość regulacji kierownicy w dwóch płaszczyznach. Równie dobrze jest także z tyłu, gdzie tylko lekko opadająca linia dachu może przypominać o sobie podczas wsiadania do auta. Czwórka dorosłych na brak miejsca nie powinna narzekać, gorzej gdy z tyłu zechcą zasiąść trzy osoby. Wyprofilowanie tylnej kanapy utrudnia nawet umieszczenie na środku fotelika dziecięcego. I właśnie wyprofilowanie to jedyna rzecz, do jakiej można mieć pretensje patrząc na miejsca do siedzenia. Przednie fotele nie zapewniają praktycznie żadnego trzymania bocznego, przez co szybsza jazda na krętej drodze powoduje, że będziemy po nich bezwładnie się przesuwać.

Wnętrze Fluence jest dość przytulne, dobre wrażenie sprawiają miękkie tworzywa, niezłej jakości i dobrze spasowane. Pochwalić należy również za kilka elementów wyposażenia, dzięki którym podróż staje się nieco bardziej komfortowa. Między innymi warto tu wspomnień o roletach na tylnej szybie, elektrochromatycznym, przyciemniającym się lusterku wstecznym czy naprawdę sporym przednim schowku oraz karcie Hands Free, której nie musimy wyciągać z kieszeni, by dostać się do auta czy uruchomić silnik.

Niestety są też rzeczy, do których, mówiąc kolokwialnie, można się doczepić. Przede wszystkim nawigacja. Spory i czytelny wyświetlacz jeszcze na plus, ale obsługa za pomocą pilota wyjątkowo mało intuicyjna. Nawet na spokojnie, po zatrzymaniu auta, ustawienie celu podróży nie należy do zadań łatwych. Pewne zastrzeżenia możemy mieć także do systemu audio, a dokładniej do nagłośnienia. Mówiąc krótko, daleko mu nawet do średniego poziomu. Dziwi także umiejscowienie przycisku włączającego i wyłączającego ogranicznik prędkości obok hamulca ręcznego, skoro dalszą obsługę tempomatu wykonujemy za pomocą przycisków przy kierownicy. No i jasna tapicerka, wygląda ładnie, ale równie jasne dywaniki momentalnie przy obecnych warunkach pogodowych zmieniają swój kolor.

Jak przystało na auto z dodatkowym kuferkiem, Renault Fluence ma spore możliwości transportowe, bo bagażnik ma pojemność 530 litrów. To sporo. W razie potrzeby, po złożeniu tylnych kanap, można pomieścić także nieco dłuższe przedmioty, choć do praktyczności hatchbacka sporo brakuje. Pewne ograniczenia spowodowane są także przez wchodzące do wnętrza bagażnika zawiasy.

Jazda - mięciutko i wolniutko

Duże i wygodne fotele, do tego sporo miejsca naokoło oraz dobra widoczność sprawiają, że prowadzenie tego Renault nie powinno stanowić żadnych trudności. No chyba, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do kierowania niemałymi samochodami. Do tego jest niezwykle miękko zestrojone, dzięki czemu podróż, nawet po nierównej nawierzchni może być niezwykle komfortowa. Również nieco szybsze pokonywanie zakrętów nie objawia się zbyt przesadnym wychylaniem nadwozia. Gorzej jak z dużą prędkością wpadniemy na nierówności, wówczas będą docierać do wnętrza odgłosy z tylnego zawieszenia.

Szybkim manewrom nie sprzyja także układ kierowniczy. O ile na parkingu niewielka siła, jaką musimy włożyć w ruchy kierownicą, to zaleta, to już przy większych prędkościach przydałaby się znacznie większa precyzja. A tak, to można odnieść wręcz wrażenie, że my sobie kręcimy kierownicą, a Fluence jedzie tylko w sobie wiadomym kierunku.

Do całości dopasował się także 1,5-litrowy silnik wysokoprężny o mocy 110 koni mechanicznych. Chociaż osiągi na papierze nie prezentują się najgorzej, to jednak faktyczne odczucia podczas jazdy są znacznie gorsze. Niestety, Renault nie oferuje mocniejszej jednostki do napędu Fluence'a. Sprawnemu przyspieszaniu skutecznie przeszkadza takie zjawisko jak turbodziura, odczuwalna wyraźnie poniżej 2 tys. obr/min. I niewiele tu pomoże często sięganie do lewarka zmiany biegów. Poszczególne przełożenia załączają się wprawdzie miękko, jednak nie ma mowy o ich szybkiej zmianie.

Te przypadłości sprawiają, że Fluence nie nadaje się do dynamicznej jazdy, a jedynie do spokojnego pokonywania trasy przez osoby, które raczej nie spieszą się do celu swojej podróży. Takie nastawienie dodatkowo pomoże w uzyskaniu bardzo dobrych wyników spalania. W trasie udało nam się zejść do poziomu 5,6 l/100 km, zaś w mieście nieznacznie tylko przekroczyliśmy granicę siedmiu litrów.

Podsumowanie - pozytywna cena
Bardzo często cena jest tym elementem, do którego mamy sporo zastrzeżeń. Tym razem będzie całkowicie na odwrót. 57,3 tys. zł za najtańszą wersję Fluence'a z 1,6-litrowym silnikiem benzynowym, 62,6 tys. za 90-konnego diesla (nie polecamy, chyba że całkowicie nie zależy nam na osiągach) i wreszcie 67,1 tys. za auto w testowanej przez nas wersji silnikowej to ceny mocno konkurencyjne. Otrzymujemy za to ładne auto, o przestronnym wnętrzu, sporym bagażniku i zawieszeniu zapewniającym komfortową jazdę. Cóż więcej oczekiwać od małej limuzyny czy nawet auta rodzinnego?



+ obszerne wnętrze i bagażnik
+ niewielkie spalanie
+ atrakcyjna cena

- odczuwalna turbodziura
- słaby układ kierowniczy
- drobne niedociągnięcia w wykończeniu wnętrza

Sprawdź dostępne konfiguracje:

Renault Fluence
Renault Fluence
Cena podstawowa już od: 56 700 PLN brutto
Dostępne nadwozia: sedan-4dr.

Podobne wiadomości:

Renault wzywa auta do serwisu

Renault wzywa auta do serwisu

Aktualności 2016-11-15

Tanie auto elektryczne od Renault-Nissan

Tanie auto elektryczne od Renault-Nissan

Aktualności 2016-11-08

Komentuj:

~Oluś 2010-11-18

To jeszcij, jeszcij...

~kazik 2010-11-18

ta renówka wcale nie jest taka mini, fakt faktem natomiast że ten silnik to żenada, nie wiem czemu nie mogli dać dwulitrowego diesla pod maskę, ja jeszcze takim z moją nową Laguną i jest superrrrr!!!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport