mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Ssangyong Kyron: Nikogo się nie boję!

Ssangyong Kyron: Nikogo się nie boję!

Już poprzednia wersja (przed ubiegłorocznym faceliftingiem) śmiało i bez żadnych kompleksów stawała przed konkurencją. Wydaje się, że po zmianach odmłodzony Kyron nabrał jeszcze więcej ogłady i pewności, i ma teraz sporo atutów, by skutecznie zacząć rywalizować z najlepszymi.

Ssangyong Kyron: Nikogo się nie boję!

Kiedy odbierałem Ssangyonga Kyrona, auto miało na liczniku zaledwie kilkanaście przejechanych kilometrów. Nie wiedziałem specjalnie, czy cieszyć się z tego faktu, czy też smucić.

Z jednej strony mogłem poczuć się jak kierowca odbierający z salonu swój nowy nabytek i wyruszający w pierwszą, dziewiczą podróż autem, podczas której dopiero co poznaje jego wszystkie zalety i wady. Drugim niewątpliwym plusem było to, że autem tym nie jeździło wcześniej kilkanaście/kilkadziesiąt różnych osób (jak to testówkami), których różne podejście do samochodu mogło mieć niezbyt korzystne następstwa i dla jego wyglądu, i właściwości jezdnych. Z drugiej jednak strony, auto o zerowym niemal przebiegu wymagało nieco bardziej ostrożnego obchodzenia się z nim, czego efektem była znacznie spokojniejsza jazda. No i druga rzecz, że przy tak młodym aucie nie sposób wykryć wszystkich wad i usterek, które często wychodzą na jaw dopiero po przejechaniu odpowiedniej liczby kilometrów.

Stylistyka - bez kieszeni od jeansów
Jak przystało na każdy porządny facelifting, zmiany stylistyczne objęły sporo elementów nadwozia, jednak ogólna linia karoserii postała praktycznie bez zmian. Najmniej Kyron zmienił się w części bocznej, gdzie unosząca się ku górze linia okien oraz liczne przetłoczenia nadają autu ciekawego wyglądu. Jedyna widoczna zmiana to brak chromowanych detali w bocznych lusterkach, które imitowały dość skutecznie kierunkowskazy.

Z przodu nowy Kyron ma te same reflektory, jednak już zderzak, atrapa chłodnicy czy światła przeciwmgielne mają zupełnie inne kształty. Całość, chyba głównie dzięki chromowanej atrapie, wygląda dużo bardziej elegancko.

No i wreszcie tył, czyli ta część, za którą Kyron sprzed zmian otrzymał tyleż samo pochwał, co i nagan. Przede wszystkim zniknęły tylne światła o kształcie przypominającym kieszenie od jeansów, bądź herb lub tarczę rycerską, a zastąpiły je "zwyczajne" poziome światła. Skrócona i zwężona została też ozdobna srebrna listwa, która w poprzedniku biegła niemal od brzegu do brzegu, a teraz stanowi jedynie połączenie świateł. Dzięki tym zabiegom, tył Kyrona, mimo wciąż wąskiej szyby, wygląda już bardziej proporcjonalnie. Jednak coś za coś. Auto nie jest już tak rozpoznawalne, jak jego poprzednik.

Wnętrze - zmiany niezbędne
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że we wnętrzu Kyrona nie zaszły żadne zmiany. To oczywiście nieprawda, ale faktycznie jest ich niewiele. A szkoda, bo mimo że wnętrze sprawia dość pozytywne wrażenie, to jednak niektóre jego elementy proszą się o jakieś bardziej radykalne zmiany. Na kierownicy, wciąż dużej i zbyt śliskiej, pojawiły się przyciski do obsługi systemu audio-video. Tylko nieznacznie zmieniono wygląd zegarów, które w dalszym ciągu prezentują się mało atrakcyjnie. Nowe jest także wykończenie środkowego tunela dookoła dźwigni zmiany biegów. Wnętrze testowanego modelu może się podobać również dzięki połączeniu jasnej tapicerki siedzeń i deski rozdzielczej z ciemną kierownicą i wykończeniem konsoli centralnej.

Pozostałe rzeczy bez zmian. A przydałoby się np. nieco poprawić siedzenia. Przednie fotele są wprawdzie duże i dość wygodne z funkcją podgrzewania i elektrycznej regulacji, ale nie zapewniają odpowiedniego trzymania bocznego. Tylna kanapa również bez trzymania, a w dodatku raczej nie nadaje się dla trójki - środkowe zdecydowanie lepiej zamienić na funkcjonalny podłokietnik. Również rozmieszczenie wszelakich przełączników (niektóre, np. do wyboru napędu mogłyby być większe) powinno zostać poprawione. Obecny ich układ może wprowadzać czasami w błąd kierowcę.

Na pochwałę za to zasługuje Kyron za użyte materiały oraz ich spasowanie. Pamiętając oczywiście, że mieliśmy z "nówką-sztuką", to jednak należy podkreślić, że wszystko było wykonane elegancko - absolutnie nic nie skrzypiało, czy też trzeszczało.

Jazda - już nie SUV, jeszcze nie terenówka
Jeśli chodzi o układ napędowy, to tutaj też bez żadnych rewolucji. Dwulitrowy diesel z 141 końmi mechanicznymi na pokładzie, napęd na tylne koła z dołączanym przodem i reduktorem, ramowa konstrukcja ze sztywnym tylnym mostem, a do tego pięciostopniowy automat (jest też możliwość zamówienia pięciobiegowej skrzyni manualnej).

Tak uzbrojony Ssangyong Kyron nie zapewnia zbyt dużej dawki emocji. Na twardych i równych drogach prowadzi się bardzo pewnie, wręcz komfortowo, a operując energicznie pedałem gazu można uzyskać zadowalające przyspieszenie. Poprawnie działa automatyczna przekładnia (nie odczuwamy żadnych szarpnięć przy zmianie przełożeń), ale wybierając tryb manualny spotka nas srogi zawód. Zmiana biegów w ten sposób wiąże się z dość wyraźnymi opóźnieniami.

Nieco gorzej jest na bardziej krętych drogach oraz podczas pokonywania dziur czy innych nierówności. Na szybkich zakrętach auto ma tendencje do przechylania się, ponadto trzeba liczyć się z koniecznością sporego kręcenia kierownicą. Na nierównościach tył Kyrona lubi sobie podskoczyć, ostrożnym trzeba też być podczas przejeżdżania przez koleiny.

W końcu przyszedł czas i na jazdy Kyronem w terenie. Ocenę za te próby należy uzależnić od tego, jakie było nasze oczekiwanie względem tego modelu. Jeśli nastawiliśmy się na niewiadomo jakie właściwości terenowe, to czeka nas raczej rozczarowanie. Jeśli podchodzimy do Kyrona jak do SUV-a, wówczas spotka nas miłe zaskoczenie, a na twarzy pojawi się uśmiech. Kyronem można bowiem sporo zdziałać w, nazwijmy to, umiarkowanie trudnym terenie. Spory prześwit, kąty natarcia i zejścia, napęd na 4 koła, a w rezerwie i reduktor, pozwalają pokonać bezproblemowo większość dróg, jakie napotkamy w lasach, bądź na polach.

Podsumowanie - niech się inni boją
Odmieniona sylwetka sprawiła, że Kyron stał się mniej ekstrawagancki, a bardziej elegancki. 141-konny diesel to, jak na auto o takiej wielkości, nieco zbyt mała moc, ale dostateczne przyspieszenie jest w stanie zapewnić. A w dodatku nie przyprawia o zawał podczas wizyt na stacji benzynowej - średnie spalanie podczas całego testu nieznacznie przekroczyło tylko 9,4 l/100 km. Ssangyong Kyron to także wciąż atrakcyjna cenowo oferta (wersja z dwulitrowym dieslem i automatyczną przekładnią zaczyna się od 117.800 zł), przy dość długiej liście wyposażenia standardowego.

Ssangyong Kyron jest, mówiąc w żargonie sportowym, niczym pretendent do tytułu mistrzowskiego, który musi czekać aż dostanie swoją szansę walki o najwyższe cele. Odmłodzony zdaje się mieć ku temu nieco więcej atutów, choć wciąż czeka go jeszcze długa droga na potencjalny szczyt. Skrócić może ją z pewnością mocniejszy silnik, znany z Rextona, o pojemności 2,7 litra i mocy 165 KM, który w Kyronie dostępny będzie już od lipca br.

+ więcej niż poprawne właściwości terenowe
+ ładniejsza sylwetka
+ konkurencyjna cena

- za słaby silnik
- mało atrakcyjne wnętrze
- ospale działający automat


Podobne wiadomości:

Ssangyong Korando Sport zmienia nazwę

Ssangyong Korando Sport zmienia nazwę

Aktualności 2016-10-14

SsangYong LIV-2 SUV - zapowiedź nowego luksusowego SUV-a

SsangYong LIV-2 SUV - zapowiedź nowego...

Premiery 2016-09-29

Komentuj:

~wir 2008-05-02

Myślę że najlepszy rynek zbytu to Chiny. Jeśli utrata wartoścvi samochodu w trzy lata wynosi 60-70 % to kto to kupi?. Zresztą komu sprzedać uzywanego?

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport