mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Volkswagen Beetle 2.0 TDI DSG: Retro po niemiecku

Volkswagen Beetle 2.0 TDI DSG: Retro po niemiecku

Adolf H. nie pozostawił po sobie dobrych wspomnień. No może z wyjątkiem małego, garbatego samochodu, który na przestrzeni kilku dekad paradoksalnie stał się ikoną popkultury. W teście trzecia generacja tego modelu - Volkswagen Beetle, modelu do którego metka "samochód dla ludu" zupełnie nie pasuje.

Volkswagen Beetle 2.0 TDI DSG: Retro po niemiecku

Volkswagen Beetle na naszym redakcyjnym parkingu pojawił się nie pierwszy raz. Jakiś czas temu mieliśmy okazję zasiąść za kierownicą wersji Turbo, wyposażonej w dwulitrowy silnik TSI o mocy okrągłych 200 koni mechanicznych. Jeszcze wcześniej dokładnie mogliśmy mu się przyjrzeć w Meksyku, gdzie odbyła się jego prezentacja prasowa. Dla przypomnienia, tam też jest budowany od podstaw. Tym razem w ręku trzymam kluczyki do wersji 2.0 TDI Sport, która wewnątrz posiada kilka elementów marki Fender.

Co ją wyróżnia? Przede wszystkim 400W system audio. Zaprojektowany specjalnie przez audiofili Fendera właśnie pod ten kultowy model Volkswagena. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale według mnie jak na dodatkowe 3000 zł, które musisz dorzucić do podstawowej ceny, brzmi soczyście i czysto. Wydobywający się z subwoofera bass jest głęboki i pozbawiony "charczenia" nawet wtedy, kiedy gałka "volume" przekręcona jest maksymalnie w prawo. To akurat mnie nie dziwi. W końcu Fender jest autorem pierwszej gitary basowej na świecie. Swoją ulubioną, muzyczną playlistę można odtwarzać poprzez dok USB lub dedykowane gniazdo dla Ipoda. 



Zostawmy jednak te muzyczne niuanse. Mnie jednak bardziej interesuje melodia wydobywająca się z układu wydechowego Beetla. Oczywiście po 140-konnym, dwulitrowym Dieslu nie można spodziewać się akustycznych fajerwerków. Niemniej jednak klekotu jest tutaj niewiele. Kultura pracy dobrze znanego z innych modeli Volkswagena silnika jest bardzo dobra. Co najważniejsze, agregat jest elastyczny na każdym biegu. To zasługa właściwie zestrojonej dwusprzęgłowej skrzyni DSG, która inteligentnie i szybko wachluje 6 biegami w tę i z powrotem. Aluminiowe główki czterech cylindrów intensywnie poruszają się tutaj już od 1750 obr./min. dzięki doładowaniu turbiny. Maksymalny moment obrotowy 320 Nm pojawia się jednak na dość krótko. Przy około 4000 obr./min. 140 koni mechanicznych zaczyna tracić swoją moc i potrzebne jest wbicie wyższego biegu. Jak to w wersjach z DSG bywa, można dokonać tego samemu za pomocą manetek umieszczonych przy kierownicy lub zdać się na elektronikę. W trybie sportowym skrzynia potrafi pracować odrobinę szybciej, dodatkowo podtrzymując jednostkę na wyższych obrotach. Nie jest to jednak takie zjawisko, w trakcie którego podświadomie myślisz sobie, że musisz złapać kierownicę trochę mocniej.

Do pierwszej setki Beetle rozpędza się w 9,4 s. Maksymalnie pojedzie 195 km/h. Są to więc osiągi umiarkowane i tylko połowicznie mają coś wspólnego z wersją wyposażeniową Sport, która widnieje w nazwie. Średnie spalanie na poziomie 6,4 l.

Beetle prowadzi się przewidywalnie. Ma maksymalnie rozstawione po kątach koła i w porównaniu z poprzednikiem, niżej usytuowany środek ciężkości. Różnica w wadze między przodem i tyłem co prawda powoduje, że przy agresywniejszym atakowaniu zakrętów bardziej uwypukla się jego podsterowność. Mimo to, trudno tu mówić o nerwowych momentach. Wystarczy odpuścić gaz, pozwolić aby koła odzyskały należyty kontakt z nawierzchnią, a Beetle w mgnieniu oka zrozumie o co nam chodzi.

Sam charakter pracy układu zawieszenia to w zasadzie typowo volkswagenowska szkoła - umiejętny balans między twardością i sprężystością. Choć mam wrażenie, że w Golfie ta kompozycja działa w bardziej wyrafinowany sposób.

We wnętrzu Golfa znajdzie się też więcej lepszych jakościowo materiałów. Zwłaszcza jeśli chodzi o elementy wykonane z plastiku. Te w Beetle są twardsze zwłaszcza na boczkach drzwi i w dolnej części deski rozdzielczej. Dla poprawy wizerunku polski projektant Tomasz Bachorski zaaplikował kilka elementów z połyskującego plastiku, okrągłe zegary, charakterystycznie otwierany schowek przed przednim pasażerem, "cykorłapki" dla pasażerów dwóch siedzeń z tyłu, w formie gumowych pasków przytwierdzonych do słupków B.

VW Beetle to oczywiście auto przeznaczone dla dwóch osób. O tylnych siedzeniach można powiedzieć tylko tyle, że są, a obszerniejszy od nich wydaje się nawet bagażnik. Nota bene ma 310 l. pojemności. W przednim rzędzie siedzi się dość nisko, ale zakres regulacji fotela pozwala nawet wysokim kierowcom, znaleźć sobie odrobinę komfortu. Widoczność jest naturalnie dość mocno ograniczona, ponieważ przed oczami mamy stosunkowo niewielką szybę czołową, masywne słupki A i wąską linię szyb bocznych. Z drugiej jednak strony to wszystko pozwala poczuć się jak w prawdziwym Garbusie.

Niestety podobna do Garbusa, nie jest cena nowego Beetla. Wersja, którą tutaj widzicie 2.0 TDI 140 KM DSG w pakiecie Sport wyceniono na 104 690 zł. Na szczęście dla Volkswagena konkurencja wcale nie jest tańsza i Beetle jest wreszcie dobrą i ciekawą alternatywą dla innych, lajfstajlowych samochodów pokroju MINI i spółki. Prawda jest też jednak taka, że o euforii w przypadku tego modelu nie może być mowy.

Zobacz koniecznie: Wszystko o Volkswagen
Tematy w artykule: Volkswagen DSG TDI test Volkswagen Beetle

Podobne wiadomości:

Volkswagen Gira - przyszłość podróży

Volkswagen Gira - przyszłość podróży

Technika 2016-11-30

VW Arteon następcą CC

VW Arteon następcą CC

Aktualności 2016-11-28

Komentuj:

Brak komentarzy! Wypowiedz się, jako pierwszy!

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport