mojeauto.pl > motogazeta > Testy samochodów > Volvo V40: Skandynawsko-chiński młodziak

Volvo V40: Skandynawsko-chiński młodziak

Volvo się zmienia. I nie chodzi tu tylko o przejęcie szwedzkiej marki przez Chińczyków. Z oferty wypadają niektóre modele, w ich miejsce przychodzą inne, już całkowicie odmienione. Jedno pozostaje w nich jednak niezmienne. Tak jak kilkadziesiąt lat temu, tak i dziś, auta marki Volvo są synonimem bezpieczeństwa. Świetnie potwierdza to także najmłodsze dziecko w gamie, czyli Volvo V40.

Volvo V40: Skandynawsko-chiński młodziak
Debiutujące na rynku w minionym roku Volvo V40 może mylić swoją nazwą. "V-czterdziestka" była już bowiem w ofercie na przełomie wieków, a następnie zastąpił ją model V50. Powrót do obecnej nazwy nie szedł jednak w parze z takim samym typem nadwozia. Nie jest to już przedstawiciel małych kombi, a pięciodrzwiowy kompakt. Nowe Volvo V40 zastąpiło na rynku aż dwa modele - S40 i V50. A przypisuje mu się także, że ma przejąć młodych duchem kierowców, którzy jeszcze do zeszłego roku mieli wybór w postaci trzydrzwiowego C30.

Tak postawione zadanie z pewnością do łatwych nie należy, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Stylistycznie V40 to taki "misz-masz" większego V60, S60, a nawet wspomnianego już C30. W wielu przypadkach taki zabieg kończy się "pomieszaniem z poplątaniem", ale tu, o dziwo, wszystko wygląda spójnie, ciekawie, a wręcz ładnie. Charakterystyczne są zwłaszcza tylne światła oraz pokrywa bagażnika. To jednak jedyne oznaki ekstrawagancji, bo choć Volvo V40 wygląda świeżo, nie wprowadza rewolucji stylistycznej w gamie szwedzkiej marki. Z całą pewnością nie jest też najładniejszym kompaktem na rynku, ale Volvo nigdy przecież nie aspirowało do miana najpiękniejszych, bardziej liczyła się elegancka linia, co też i w tym aucie można dostrzec.

Spójne z wyglądem zewnętrznym jest także i wnętrze Volvo V40, gdzie obok zachowawczych oraz eleganckich detali, znajdziemy dużo bardziej nowoczesne. Pod względem stylistycznym konsola środkowa czy deska rozdzielcza nie odbiegają wyraźnie od większych modeli. Jakość użytych materiałów jest dobra, choć auto nie ocieka luksusem, a w mniej dostępnych miejscach znajdziemy też dowody, że i w Volvo cały czas oszczędzają. Typowy dla aut tej marki jest cienki środkowy panel ze sterownikami klimatyzacji i multimediów, za którym znalazło się miejsce na mały schowek.

Choć nie mamy do czynienia z limuzyną, to jednak komfort podróżowania jest wciąż na wysokim poziomie. Oba przednie fotele są wygodne, a przy tym zapewniają dobre trzymanie boczne. Nawet wyższe osoby nie będą mieć problemów z optymalnym ich ustawieniem. Gorzej wówczas (przy wysokim kierowcy i przednim pasażerze) będzie z miejscem na nogi na tylnej kanapie. W jej przypadku o wygodzie podróżowania mogą mówić co najwyżej dwie osoby dorosłe i to o średnim raczej wzroście. Przetestowaliśmy to na własnej skórze, gdy w kabinie znalazła się piątka dobrze zbudowanych chłopa. Na szczęście trzygodzinna podróż nie skończyła się żadnymi kontuzjami, choć mniej więcej od połowy drogi z tylnej kanapy dochodziły głównie mało parlamentarne słowa.

Podczas naszego testu na światło dzienne wyszło jeszcze kilka niedogodności. Wspomniany już panel na centralnej konsoli jest dość mocno naładowany przyciskami, co z pewnością nie sprzyja jego intuicyjnej obsłudze. Pokrętła do ustawienia fotela (oparcia i podparcia odcinka lędźwiowego) są w trudno dostępnych miejscach (odpowiednio tuż obok słupka B i sporego schowka pomiędzy fotelami). Przy takim aucie warto tu rozważyć dopłatę ponad 3 tys. zł za elektrycznie regulowany fotel kierowcy (opcji tej nie ma jednak w dwóch podstawowych wariantach wyposażenia). Średnia jest także widoczność na boki oraz do tyłu. Poza tym jest funkcjonalnie i ergonomicznie. Fajnym rozwiązaniem są dwa uchwyty na napoje wysuwane z siedzenia tylnej kanapy. Bagażnik, choć oferuje średnią co najwyżej pojemność 335 litrów, ma podwójną podłogę i możliwość złożenia tylnej kanapy (asymetrycznie dzielonej).

Jeśli zaś mowa o ekstrawagancji, to w pierwszej kolejności na myśl przychodzą wirtualne zegary. Cały panel jest ciekłokrystalicznym wyświetlaczem, na którym prezentowane są wszystkie niezbędne informacje. Efektownie wygląda to zwłaszcza po zmroku, gdy podświetlona jest tylko ta część zegarów, gdzie akurat znajduje się wskazówka. Co więcej, w zależności od naszego nastroju możemy zmieniać tło oraz prezentowane informacje. Do wyboru mamy trzy grafiki: eco, elegancką oraz sportową. W tym pierwszym trybie tło jest oczywiście zielone, a dodatkowo pojawiają się przydatne dla ekologicznej jazdy wskazania. Najbardziej spokojny, w brązowym odcieniu jest motyw Elegance. Ciekawostką przy obu powyższych wyborach jest fakt, że na prawo od dużego prędkościomierza znalazł się słupkowy obrotomierz. Większe zmiany zachodzą po przełączeniu się w tryb Performance (wystarczą dwa ruchy lewą dźwigienką przy kierownicy). Miejsce prędkościomierza zajął obrotomierz, w środku którego pokazywana jest cyfrowo aktualna prędkość, zaś po prawej stronie mamy wskaźnik użycia mocy. Oczywiście całość uzupełniona czerwonym tłem.

Zmiana wyglądu zegarów nie wiąże się niestety ze zmianą charakterystyki pracy silnika, zawieszenia oraz układu kierowniczego, jak to ma miejsce w przypadku niektórych konkurentów. Szkoda. Mimo to, choć moim ulubionym kolorem jest zielony, to jakoś podświadomie chyba wybierałem ustawienie Performance. Powód? Chyba najbardziej pasuje do charakteru Volvo V40. A testowy egzemplarz nie był przecież najmocniejszą dostępną jednostką w sprzedaży. Wersja D3 oznacza, że pod maską pracował pięciocylindrowy diesel o pojemności dwóch litrów i mocy 150 koni mechanicznych.

Być może to kwestia charakterystyki samego silnika, który maksymalny moment obrotowy (350 Nm) osiąga w przedziale od 1500 do 2750 obr/min, dzięki czemu niemal od samego początku Volvo V40 jest gotowe do harców. Ponad 9-sekundowy wynik sprintu do setki może nie przekonywać wszystkich, ale osobiste odczucia są znacznie bardziej pozytywne. Auto żwawo przyspiesza przy różnych prędkościach, a szeroki zakres użytecznych obrotów sprawia, że wyprzedzanie maruderów nie będzie stanowić dla niego problemu. Drobne zastrzeżenia można mieć do pracy automatycznej przekładni. Mocne wciśnięcie pedału przyspieszenia powoduje chwilowe zawahanie, to jednak nie to samo, co dwusprzęgłowe skrzynie.

Jeżdżąc V40 po bardziej krętych odcinkach dróg, można jeszcze dostrzec wspomnienie po niedawnym mariażu z Fordem. Właściwości jezdne są bowiem na bardzo wysokim poziomie, ciężko było wyprowadzić nasze Volvo z równowagi. Nisko położony środek ciężkości, obecność na pokładzie systemów odpowiedzialnych za stabilność jazdy swoje robią. Komfort jazdy jest spory, dzięki właśnie tej pewności pokonywania kolejnych zakrętów, ale również dzięki świetnemu radzeniu sobie z bardziej nierównymi odcinkami. Zawieszenie nie tylko nie poddaje się dziurom, ale także nie naprzykrza się nadmiernym hałasem, dzięki czemu w kabinie można swobodnie prowadzić konwersację, nawet przy większych prędkościach.

Do powyższych zalet 150-konne Volvo V40 dokłada jeszcze bardzo przystępne wyniki spalania. Poganiane nie kwapiło się specjalnie, by wyraźnie oddalić się od granicy 8 l/100 km. Przy normalnej jeździe nieznacznie tylko przekroczony został rezultat sześciolitrowy, zaś ostrożne obchodzenie się z pedałem przyspieszenia pozwoliło zejść nawet poniżej pułapu pięciolitrowego.


Niewątpliwym atutem naszego Volvo było także wyposażenie w kwestii bezpieczeństwa. Przy czym szwedzka marka troszczy się nie tylko o kierowcę i pasażerów, ale także o najmniej chronionych uczestnikach ruchu drogowego, czyli o pieszych. Ale po kolei. W standardzie znajdziemy m.in. siedem poduszek powietrznych, system City Safe, który ogranicza ryzyko kolizji przy prędkościach do 50 km/h czy też układ stabilizacji toru jazdy DSTC. Ponadto, dopłacając, możemy mieć jeszcze system utrzymujący pas ruchu, rozpoznający znaki drogowe, informujący o zmęczeniu kierowcy, minimalizujący ryzyko kolizji z pieszym i wreszcie monitorujący tzw. "martwe pole".

Mało? Jeśli tak, to na dokładkę mamy poduszkę powietrzną dla... pieszego, i to w standardzie. To pionierskie rozwiązanie. W razie uderzenia w pieszego, nieznacznie unosi się maska silnika, tworząc dodatkową przestrzeń, by nie uderzyć w twarde elementy komory silnika. Ponadto otwiera się poduszka powietrzna, która chroni przed uderzeniem głową w podszybie oraz przednie słupki.

Co ważne dla przeciętnego zjadacza chleba, dobrze wyposażone Volvo V40 nie kosztuje fortuny. Ceny wersji D3 rozpoczynają się od 97,8 tys. zł, czyli ok. 10 tys. więcej niż za najtańsze V40 ze 150-konnym motorem benzynowym. Jeśli dodamy do tego kilka dodatków, to cena zostanie wywindowana od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dużo? Dobrze wyposażone auta niestety tyle kosztują i to nawet, jeśli daleko im do segmentu premium.

Choć nowe V40 jest świeżym powiewem w segmencie kompaktów, to jednak wciąż bardziej czuć tu skandynawskiego ducha, niż rozlewającą się we wszystkich dziedzinach życia chińszczyznę. I bardzo dobrze. Trzeba mieć nadzieję, bądź trzymać mocno kciuki, by Volvo nie dało się zmienić pod nowymi rządami. By kolejne nowości tej szwedzkiej marki były wierne swojej długiej tradycji i stanowiły wciąż ważny element nie tylko na motoryzacyjnej mapie Europy. W przypadku Volvo V40 to się udało!

Sprawdź dostępne konfiguracje:

Volvo V40
Volvo V40
Cena podstawowa już od: 99 900 PLN brutto
Dostępne nadwozia: hatchback-5dr.
Zobacz koniecznie: Wszystko o Volvo V40 Wszystko o Volvo
Tematy w artykule: Volvo Volvo V40

Podobne wiadomości:

Concierge zatankuje i umyje Volvo

Concierge zatankuje i umyje Volvo

Aktualności 2016-11-21

Autonomiczna ciężarówka i 50 tys. puszek Budweisera

Autonomiczna ciężarówka i 50 tys. puszek...

Ciężarówki i Autobusy 2016-10-27

Komentuj:

~air 2013-09-28

Mam takie Volvo- D3 Momentum, przesiadłem się z Passata CC- nie spodziewałem się takie komfortu jazdy i dynamiki silnika!

kosmoss 2013-01-11

Na tle konkurentów wypada więcej jak korzystnie, zresztą świadczy o tym tez ilość zdobywanych nagród i wygrywanych konkursów, co tylko buduje prestiż i pozycję tego modelu.

~ceedziarz 2013-01-11

a dl amnie piekne auto, niemieckie sa nudne, no moze nowa A klasa też sie fajnie prezentuje, ale A3 jest nudne do bólu, podobnie BMW 1, pozdrawiam kierowców Kii ceed

~fiuuuuu 2013-01-11

jeździłem autem demo z salonu, nie powiem większych zastrzeżeń nie mam (jak na półgodiznną przejażdżkę), ale jak na auto z segmentu premium brak tam tej odrobiny luksusu, oczywiście można by doposażyć we wszystko do jest dostępne na liście opcji, ale wówczas aut staje się dwukrotnie droższe, a tak za cenę nieco tylko niższą od porządnych aut premium, dostaje coś jakby segment pseudo-premium

~wojtek 2013-01-10

cytuje "Co ważne dla przeciętnego zjadacza chleba, dobrze wyposażone Volvo V40 nie kosztuje fortuny". Dla przeciętnego zjadacza chleba z wymarzoną średnią krajową to cena jest kosmiczna w Polsce rzekłbym

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Prześlij zdjęcie i zagraj o jedną z 30 nagród
Konkurs na 25-lecie magazynu "auto motor i sport". Zrób sobie zdjęcie z jubileuszowym wydaniem magazynu i prześlij je do nas koszystając z formularza na stronie. Masz szansę na wygranie jednej z 30 nagród. Weź udział!
Wydania cyfrowe auto motor i sport Wydania cyfrowe auto motor i sport