mojeauto.pl > motogazeta > Aktualności > Samochody elektryczne czy wodorowe?

Samochody elektryczne czy wodorowe?

Rozpoczęcie produkcji Volkswagena ID.3 sprawia, że pytanie o to, który rodzaj napędu ma przed sobą większą przyszłość staje się znowu aktualne.

Samochody elektryczne czy wodorowe?
Marka Volkswagen, w obszernej analizie, próbuje wyjaśnić na czym, według dzisiejszego stanu wiedzy, polegają najważniejsze zalety napędu elektrycznego w porównaniu z ogniwem paliwowym wykorzystującym wodór.

Elektryczna mobilność to przyszłość?

Od kiedy Volkswagen rozpoczął w Zwickau produkcję modelu ID.3, wkraczając w epokę elektrycznych samochodów, politycy oraz eksperci dyskutują w mediach i na forach społecznościowych o tym, czy decyzja Volkswagena o konsekwentnym rozwijaniu elektrycznej mobilności jest słuszna. A może największy producent aut w Europie powinien postawić mocniej na alternatywne źródła napędu, zwłaszcza na rozwój ogniw paliwowych wykorzystujących wodór?

Decyzja koncernu Volkswagen jest jednoznaczna: produkując auta na masową skalę, Volkswagen zamierza oferować elektryczne pojazdy szerokiej grupie klientów – i to mimo że dział badań koncernu nadal prowadzi prace nad ogniwem paliwowym. Przesiadka do aut elektrycznych musi jednak – już choćby po to, by chronić klimat i dotrzymać postanowień Porozumienia Paryskiego – dokonać się na dużą skalę. Już za kilka lat Volkswagen zamierza sprzedawać ponad milion takich aut rocznie.

Wodór nie tak efektywny?

Fakty zdają się potwierdzać, że Volkswagen może mieć rację. Profesor Maximilian Fichtner – zastępca dyrektora Instytutu Helmholtz w Ulm ds. pozyskiwania energii w wyniku procesów elektrochemicznych oraz wybitny ekspert w dziedzinie badań nad wodorem – powiedział gazecie „Wirtschaftswoche”, że bardzo niska efektywność well-to-wheel (od źródła do koła) ogniw paliwowych stosowanych w samochodach osobowych sprawia, że auta czysto elektryczne „są wielokrotnie bardziej ekonomiczne”.


Profesor zauważył także: „Absolutnie nie mam nic przeciwko wodorowi jako substancji pozwalającej magazynować energię. Tyle, że trzeba go stosować tam, gdzie ma to sens, czyli raczej nie w samochodach osobowych, lecz w zastosowaniach stacjonarnych”.

Ten pogląd podziela również profesor Volker Quaschning z Wyższej Szkoły Technicznej i Gospodarczej (HTW) w Berlinie, specjalizujący się w badaniach nad odnawialnymi systemami energetycznymi. Żeby masowo produkować samochody napędzane wodorem, wiele krajów musiałoby importować wodór pochodzący ze źródeł odnawialnych, co w najbliższym czasie nie jest możliwe.

Poza tym z powodu wysokich strat energii, stosowanie wodoru „w sumie i tak byłoby droższe niż korzystanie z aut elektrycznych”. Dlatego pod względem obciążeń dla klimatu obydwa źródła napędu „prawie się nie różnią”.

Profesor Quaschning podsumowuje: najprawdopodobniej wodór będzie wykorzystywany „przede wszystkim w samochodach pokonujących dziennie duże odległości”. „Do zwykłego użytku z dużym prawdopodobieństwem stosowane będą auta elektryczne wyposażone w akumulator. Dla środowiska nie wynikną z tego żadne negatywne skutki”.

Auta spalinowe będą drożeć

Dlaczego kierowcy mieliby się przesiąść do samochodów elektrycznych? Najbardziej prawdopodobne jest, że będzie to proces dwuetapowy: tzw. faza „Push” i następująca po niej faza „Pull”.

W fazie „Push” trwającej od dzisiaj do lat 2023/2025, producenci będą promowali samochody elektryczne. Powodem będzie przede wszystkim konieczność spełnienia ostrych norm dotyczących emisji dwutlenku węgla. Do tego dojdą wysokie początkowe koszty inwestycji. Obydwa czynniki spowodują, że trzeba będzie stworzyć jakieś formy wspierania zakupu samochodów elektrycznych. W kolejnej fazie, „Pull” – do 2030 roku, a prawdopodobnie do 2035 – samochody elektryczne staną się dla klientów interesującą propozycją także z powodów finansowych.

Będzie tak dlatego, że po wprowadzeniu normy Euro 7 auta z silnikami spalinowymi staną się droższe i zmniejszy się różnica cenowa w stosunku do pojazdów elektrycznych. Zjawisko to zwiększy jeszcze podatek od emisji CO2 (w jakiejkolwiek postaci), który spowoduje dalszy wzrost cen paliw kopalnych.

Jednocześnie wielu klientów skorzysta na tym, że koszty użytkowania elektrycznego auta okażą się mniejsze niż samochodu z silnikiem benzynowym lub Diesla. Niższe będą również koszty serwisowania – ponieważ samochód elektryczny jest pozbawiony elementów podlegających okresowej wymianie, jak filtry oleju czy paliwa, przeprowadza się mniej przeglądów serwisowych i mniej napraw.

Z badania wynika, że – zależnie od modelu – koszty „paliwa” do samochodu elektrycznego będą rocznie od 400 do 600 euro niższe, a koszty serwisowania – od 200 do 400 euro. Oszczędności rzędu od 600 do 1000 euro w ciągu 12 miesięcy okażą się bardzo atrakcyjne dla każdego użytkownika. Dietmar Voggenreiter twierdzi: „Nadejdzie czas, i to wkrótce, gdy racjonalne powody spowodują masowe korzystanie z samochodów elektrycznych”.

Do tego dochodzą również sprawy emocjonalne, czyli istniejąca jeszcze dzisiaj obawa przed zbyt małym zasięgiem elektrycznego samochodu oraz fakt, że zasilanie ich akumulatorów trwa zbyt długo. Obydwa zagadnienia, przekonani są autorzy badania, zostaną rozwiązane i przestaną hamować masową przesiadkę do aut elektrycznych jeszcze w fazie „Pull” od roku 2023/2025.

Zasięg auta korzystającego z energii elektrycznej będzie rosnąć, a większa liczba stacji ładowania i punktów zasilania prądem o dużej mocy zmniejszy obawy przed utknięciem w trasie.

Akumulatory górą?

Ogniwo paliwowe ma wiele zalet (zasięg, szybkie tankowanie, brak ciężkich akumulatorów w samochodzie), ale ma jedną zasadniczą wadę – jest stosunkowo mało wydajny, zarówno pod względem efektywności energetycznej, jak i kosztów.

„Żadna gospodarka działająca zgodnie z wymogami zrównoważonego rozwoju nie może sobie pozwolić na to, by wykorzystywać podwójną ilość odnawialnej energii do napędu aut wodorowych, zamiast zużyć ją do zasilania akumulatorów aut elektrycznych” – stwierdza dyrektor badań Dietmar Voggenreiter.

Tylko w zastosowaniach niszowych, w wypadku aut ciężarowych i autobusów, na dalekich dystansach, można by wykorzystywać wodór. Bo w tych zastosowaniach decydującą rolę odgrywają masa akumulatora, zasięg i czas potrzebny do tankowania – a wraz ze wzrostem wydajności akumulatora bardzo zwiększają się jego masa i czas ładowania. Ponadto stacji tankowania samochodów ciężarowych nie ma tak dużo, dlatego ich przekształcenie w taki sposób, żeby zasilały ciężarówki w wodór nie byłoby aż tak kosztowne.

Co będzie miał z tego użytkownik?

Jasne jest, ze samochody elektryczne zasilane wodorem, w porównaniu z tymi czerpiącymi energię z akumulatorów, będą nie tylko droższe w zakupie, ale też podczas eksploatacji. Podwójna ilość energii początkowej aut wodorowych w porównaniu z tymi z akumulatorem znajdzie odbicie w cenach dla klienta.


Już dzisiaj kierowcy płacą 11 euro za przejechanie 100 km, w przypadku samochodów zasilanych wodorem, i tylko dwa do siedmiu euro za 100 km (zależnie od cen prądu w poszczególnych krajach) w wypadku elektrycznych aut wyposażonych w akumulator. To zdaje się pokazywać, z jakich samochodów będzie w przyszłości korzystać większość kierowców.


Podobne wiadomości:

Premiery Porsche – Taycan 4S, Macan Turbo i 99X

Premiery Porsche – Taycan 4S, Macan Turbo i...

Aktualności 2019-11-27

Volkswagen e-Golf numer 100 000

Volkswagen e-Golf numer 100 000

Aktualności 2019-12-03

Komentuj:

~ka19 2019-11-23

"karol" masz rację; do tego Polska ma duże możliwości jeśli chodzi o wodór; nowe dystrybutory przy stacjach i sprawa rozwiązana

~Karol 2019-11-19

Chyba kompletnie nie wiesz o czym piszesz. Przecież auta wodorowe to też elektryki tyle że nie ładuje się ich prądem a tankuje wodorem. I w cale nie jest za wcześnie na taki napęd. Popatrz sobie na dokonania toyoty w tym temacie. Auta osowowe, autobusy czy ciężarówki, to wszystko jeździ już na wodór.

~marek50 2019-11-16

W Polsce jeszcze dobrze nie weszliśmy w rewolucję elektryczną a tu juz mowa o wodorowej... powoli bo nie wyrobimy! Wszystko w swoim czasie. Greenway tak naprawde dopiero teraz podkręca tempo stawiania kolejnych stacji łądowania. Dopiero teraz ludzie zaczynaja myslec o przechodzeniu na elektryka. Bo tez i wreszcie sa rozwiazania - jest mowa o dopłatach. Z tym wodorem to dla mnie spokojnie. Najpierw wejdźmy w elektromobilnosc

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij
Bezemisyjne SUV-y Volkswagena
Bezemisyjne SUV-y Volkswagena
Moda na SUV-y nie przemija, a z prognoz wynika, że ich sprzedaż jeszcze się podwoi w ciągu najbliższych lat. VW nie poprzestaje na tych modelach, które ma w ofercie, lecz wciąż opracowuje nowe.